Oglądaj Eurosport i Eurosport 2 na żywo na ekranie Twojego komputera. Zarejestruj się TUTAJ
Rossi cudowny jak woda z Lichenia
Z całą pewnością należy mu się to. Co więcej, ten GOŚĆ mimo, że osiągnął już tak wiele i że już jest legendą to wciąż nie przestaje nas zadziwiać. Ostatnio wywalczone podium w Grand Prix USA na torze Laguna Seca jest tego najlepszym przykładem. Ktoś może by zapytał: o co chodzi przecież to tylko trzecie miejsce? Świadczyłoby to jednak tylko o nieznajomości rzeczy całej. Rossi bowiem, 5 czerwca uległ poważnemu wypadkowi na torze Mugello przed Grand Prix Włoch. Doznał otwartego złamania kości piszczelowej.
Ten, kto kiedykolwiek połamał się ten wie dokładnie jak wygląda i ile trwa proces dochodzenia do pełnej sprawności. Zadziwiające jest więc, że Vale już po 42 dniach od wypadku wystartował w wyścigu w Niemczech, gdzie zajął czwarte miejsce, a po 49 dniach wywalczył już podium na amerykańskim torze Laguna Seca.
Nie wiem „z czego zrobiony” jest Rossi, nie wiem też skąd bierze siły i motywację. Wygląda na to, że to jakaś zupełnie nieznana struktura i niezbadana psychika. Podziw wzbudza też kunszt lekarzy Buzziego i Costy, którzy przeprowadzili operację w szpitalu we Florencji. Ja jednak wciąż nie mogę się oprzeć wrażeniu, że cudowne ozdrowienie Rossiego jest dowodem na jakieś tajemnicze pozaziemskie kontakty dziewięciokrotnego Mistrza Świata.
Co prawda tytuł mistrzowski w sezonie 2010 już Rossiemu przepadł, ale to dopiero połowa sezonu. Teraz wyzwaniem dla niego będzie tytuł vice mistrzowski. Trudne to będzie zadanie, ale znając pozaziemskie konszachty „Doktora” i jego wolę walki myślę, że to mimo wszystko sprawa do załatwienia.
Pozdrawiam
























You are logged in as administrator