•  
  • Login | Rejestracja
Eurosport
PŚ w Klingenthal w Eurosporcie
PŚ w Klingenthal w EurosporcieWe wtorek i środę kwalifikacje i zawody - tylko u nas!
PŚ w Szklarskiej Porębie
PŚ w Szklarskiej PorębieW piątek i sobotę relacje na żywo w Eurosporcie. Nie przegap
WTA w Doha
WTA w DohaJak spisze się Agnieszka Radwańska? Relacje w Eurosporcie!
 

Eurosport, sportowa strona informacyjna

Blog Wis a Wis
Na „team orders” wygrał… Kubica
26/07/2010 - 15:03

Na „team orders” wygrał… Kubica

Przepis o zakazie „team orders” w F1 jest tak samo niedorzeczny jak udawanie, że analiza powtórek zabija piękno futbolu. Oczywiście z technicznego punktu widzenia, bo patrząc na ustawianie wyścigów poprzez pryzmat sportowego ducha walki, taki zakaz powinien obowiązywać. Niedorzeczność polega jedynie na tym, że jakby owego przepisu nie sformułować, zespoły zawsze będą się starały znaleźć drogę, by go ominąć.

I niestety zazwyczaj taką drogę znajdą. Przecież nikt nie wydał polecenia, by Felipe Massa zdjął nogę z pedału gazu i doznał nagłej pomroczności jasnej. Nikt nie rozkazał, by Alonso jechał z przodu zamiast dowieźć do mety drugie miejsce. Massa usłyszał jedynie, że „Fernando jest wyraźnie szybszy”. Mógł usłyszeć przecież, że nadchodzą ciężkie chmury albo że pozdrawia go ciocia z Brazylii. Kwestia słownictwa jest to sprawa drugoplanową. Ustalenie wcześniejszych słów- kluczy jest najprostszym rozwiązaniem i nigdy nikt nie będzie w stanie tego zakazać, bo rozmawiać z kierowcą wolno na każdy temat.

Może więc warto zastanowić się nad sensem funkcjonowania martwego punktu regulaminu ? Może łatwiej byłoby nam przełknąć tę gorzka pigułkę, gdybyśmy wiedzieli, że takie polecenia są legalne, zamiast zastanawiać się, czy przypadkiem ktoś nas nie robi w bambuko? No bo jeśli jedni udają, że nic się nie dzieje a cała reszta dokładnie wie, że jest całkowicie inaczej, jaki to ma sens?

W ciuciubabkę bawiliśmy się w przedszkolu i na tym etapie było to zabawne, ale teraz? Kiedyś sam napisałem, że szlag mnie trafia, kiedy widzę rajdowy samochód stojący kilkadziesiąt metrów przed metą tylko po to, by następnego dnia nie ruszać na odcinki specjalne w roli odkurzacza. Mało w tym sportu, ale jestem w stanie zrozumieć taktykę zespołu. Taki zespół podejmuje pewne ryzyko, bo następnego dnia będzie musiał odrabiać starty. OK., wszyscy o tym wiedzą i nikt nie udaje, że trzeba stanąć, żeby przetrzeć szyby. Gorzej, jeśli chodzi o przepuszczenie partnera z tego samego zespołu – takie historie także się zdarzają i to podoba mi się zdecydowanie mniej.

Wiem, zawsze można przyjąć stanowisko, że przecież liczy się końcowy efekt. W przypadku Ferrari Alonso ma zdecydowanie większe szanse na walkę o tytuł niż Massa i dlatego z punktu widzenia zespołu to Alonso a nie Brazylijczyk powinien zdobywać punkty. Końcowy efekt dla klasyfikacji konstruktorów będzie taki sam, a przy okazji możemy coś ugrać w punktacji indywidualnej. Wszystko to jest jasne i nie powinno podlegać żadnej dyskusji. Tyle, że jeśli przy okazji wszyscy udają, że nie bardzo wiedzą, jak to się stało, robi się to niesmaczne.

I miał rację Niki Lauda, który powiedział, że nigdy nie słyszał, by „kierowca opowiadał takie pierdoły”. No bo jak tu uwierzyć Fernando Alonso, który o żadnych „team orders” podobno nic nie wie? Jedyny plus niedzielnego zamieszania, to fakt, że dzięki „chwili słabości” Massy, Robert Kubica utrzymał siódme miejsce w punktacji kierowców. Gdyby Felipe wygrał wyścig, polski kierowca byłby ósmy…


Pozdrawiam
Adam Widomski

Komentarze  
 
Napisz komentarz :
 

You are logged in as administrator

  • Your publications will be displayed as such
  • You can delete abusive comments
  • Your abuse report will banish immediatly the user

Komentarze 

0 Do 0 z 0

Odśwież

 

Blogi

Więcej ekspertów