Azarenka nie dała trzykrotnej zwyciężczyni turniejów wielkiego szlema większych szans. Pierwszy set był jeszcze wyrównany, ale w drugim dominacja Białorusinki nie podlegała dyskusji.
Trzeba przyznać, że Rosjanka sama jest sobie winna. W drugiej partii, przy stanie 2:1 dla rywalki, Szarapowa miała break-pointa. Przegrała jednak 15 kolejnych piłek i było pozamiatane.
- To pokazało, że naprawdę wierzę w siebie. Dało mi wiele pewności, zwłaszcza przed zbliżającym się US Open - mówiła triumfatorka.
Ta wygrana kończy niesamowity tydzień dla zawodniczki zza naszej wschodniej granicy. Azeranka, która grała w Stanford dzięki dzikiej karcie w drodze do finału pokonała zeszłoroczną zwyciężczynię Marion Bartoli z Francji i piątą rakietę świata, Australijkę Samanthę Stosur.
- Od stanu 4:3 dla mnie w pierwszym secie, grałam bardzo niedbale. Miałam kilka niewymuszonych błędów - tłumaczyła Szarapowa, która zanotowała aż 27 takich pomyłek, przy 13 rywalki.
Azarenka w sobotę świętowała 21. urodziny, a dzisiaj może cieszyć się z awansu na 12. miejsce w nowym rankingu WTA.



Reuters






















tak czulem ze wygra Wiki za latwo jej poszlo ze Stosur a Szarapową wykonczyly mecze z Dementievą i RadwańskaOpublikowane 02/08/2010 o godz. 10:30
Już chyba nawet to poprawili dawno.Opublikowane 02/08/2010 o godz. 08:54