Tenis - WTA Madryt
11/05/2010 - 23:08Agnieszka Radwańska: Ja psychologa nie potrzebuję

Agnieszka Radwańska nie może być usatysfakcjonowana wtorkowymi występami w Madrycie. Najpierw Polka przegrała z Patty Schnyder w drugiej rundzie singla, by na pocieszenie, w parze z Marią Kirilenko, wywalczyć awans do ćwierćfinału gry podwójnej. - Nie można mieć wszystkiego - przyznała Radwańska.
Z Agnieszką Radwańską w Madrycie rozmawiała Kasia Witwicka.
Rozegrała pani dzisiaj dwa trudne mecze. Bilans 1-1. Jak skomentuje pani dzisiejszy dzień?
AGNIESZKA RADWAŃSKA: Faktycznie dzisiaj się nagrałam. Długi singiel i chyba jeszcze dłuższy debel. Niewątpliwie wolałabym, żeby było odwrotnie - żebym wygrała singla i przegrała debla. No ale cóż, nie zawsze można mieć wszystko, co się chce. Aczkolwiek ze Schnyder był to dobry mecz, zacięty do ostatniej piłki. Jednak niewykorzystane szanse obróciły się w końcu przeciwko mnie.
W trzecim secie prowadziła pani 2:0, później 4:2. Czego zabrakło żeby dowieźć prowadzenie do końca?
Wydaje mi się, że zabrakło koncentracji w tych najważniejszych momentach. Miałam chyba dwa razy 40-15 czy nawet 40-0 i wówczas zabrakło tej jednej piłki, to całkiem zmieniłoby wynik.
To już powtarzające się pytanie, a być może dla pani nawet irytujące, ale czy nie myślała pani o współpracy z psychologiem sportowym, żeby właśnie popracować nad koncentracją?
Szczerze mówiąc, kiedy jest długi mecz, to nie da się być skoncentrowanym przez cały czas na 100 proc. To nie jest realne. Poza tym to kwestia bardzo indywidualna. Jeśli ktoś uważa, że taka współpraca może przynieść mu jakieś wymierne efekty, to się na nią decyduje. Rzeczywiście są osoby, które z psychologiem pracują od małego i bez tego ani rusz. Ja jednak nie uważam, żeby miało mi to jakoś pomóc. Czuję się mocna psychicznie, pretensje mogę mieć co najwyżej do siebie.
Wracając jeszcze do Schnyder - to zawodniczka leworęczna. Czy trudniej gra się pani z leworęcznymi?
Na pewno miało to jakiś wpływ. Safarova, Schnyder i Bammer są czołowymi leworęcznymi zawodniczkami i faktycznie trudno się z nimi gra. A poza tym pamiętajmy, że Schnyder przez całą karierę utrzymywała się w ścisłej światowej czołówce, ostatnio nieznacznie tylko spadła. To zawodniczka bardzo doświadczona.
A nie wysłałaby pani jej na emeryturę? Już się przecież nagrała, jest od pani dziesięć lat starsza, a tak pokrzyżowała tylko pani plany.
Też prawda! W sumie już swoje zagrała (śmiech).
W tym tygodniu prowadzi pani blog na internetowej stronie WTA. Jak się pani w tym odnajduje? Prowadziła pani kiedyś pamiętnik?
Z braku czasu normalnie się tym nie zajmuję. Tutaj to pewien obowiązek. Aczkolwiek kiedyś, dawno temu, zdecydowałam się pisać pamiętnik. Była wtedy taka moda - wszyscy się komuś wpisywali, albo samemu się coś pisało. Ale w moim przypadku nie trwało to długo, kilka razy coś napisałam i się skończyło. Po prostu nie mam na to czasu. Mam teraz szkołę, treningi...Trudno znaleźć wolną chwilę.
No właśnie, czy w najbliższym czasie nie będzie pani miała sesji egzaminacyjnej?
Mamy indywidualny tok nauczania i jesteśmy trochę opóźnione w stosunku do reszty grupy. Mówię tu o mnie i Uli, bo studiujemy razem. Jesteśmy na turystyce i rekreacji. Wcześniej byłyśmy na AWF, ale niestety było tam za dużo zajęć praktycznych i nie dało się tego pogodzić ze startami w turniejach. Teraz, kiedy tylko jesteśmy w Krakowie, to staramy się zaliczać kolejne przedmioty. Na taryfę ulgową liczyć nie możemy, jedynie terminy są dla nas specjalnie dostosowywane. Aktualnie do skończenia pierwszego semestru został nam jeden egzamin.
Wracając do Madrytu, w zeszłym roku zawodnicy narzekali na korty. Czy coś w tej kwestii się poprawiło?
No tak, w ubiegłym roku trzy największe korty były niczym "hard courty" i kompletnie się różniły od reszty. Teraz organizatorzy trochę się postarali i korty bardziej przypominają "ziemię".
A co to oznacza dla pani?
Jeśli chodzi o dzisiejszą przeciwniczkę, to ubiegłoroczne korty byłyby chyba bardziej odpowiednie. Ale to zależy od przeciwniczki. Schnyder to zawodniczka, która gra na przerzut, więc na twardych kortach miałabym większe szanse.
W deblu czeka panią pojutrze mecz z siostrami Williams.
Wszystko w tym pojedynku zależeć będzie od gry sióstr Williams. Jak gra im faktycznie "siedzi", to tylko można odprowadzać wzrokiem kolejne piłki. Grałam z nimi raz, w parze z Martą, na Wimbledonie. Ale wiadomo, że one na trawie grają bardzo dobrze, więc nie dały nam szans. Tutaj też będzie trudno, ale powalczymy.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
21 Do 30 z 30