Tenis - WTA Dubaj
18/02/2010 - 19:09Embargo nawet na półfinał Peer z Williams!

Izraelka Shahar Peer poniżana w Dubaju przez szejków! W zeszłym roku nie dali jej wizy, tym razem robią wszystko, by nie pokazała się szerszej publiczności. Mecze Peer przenoszone są na boczne korty, byle tylko izraelska tenisista nie miała okazji wystąpić przed kamerami i obliczem szejków.
- Jestem jedyną tenisistką, która nie grała na korcie centralnym. Ale co będzie, to będzie - próbowała się pocieszać poniżana tenisistka, która w Dubaju nawet śniadania je w asyście grupy ochroniarzy.
Wydawało się, że organizatorzy w końcu będą musieli się jednak ugiąć, bo po ograniu rozstawionej z ósemką Chinki Na Li Izraelka jak na złość awansowała do półfinału. Poza tym rywalką Peer w meczu o finał jest Venus Williams. Władze imprezy w Dubaju pozostały jednak niewzruszone i także temu spotkaniu nadano klauzulę "tajności".
Oznacza to, że mecz piątej tenisistki świata z izraelską rewelacją także zostanie rozegrany na bocznym korcie. Pięć tysięcy kibiców, którzy zarezerwowali sobie bilety na półfinał, który powinien być rozegrany na korcie centralnym, obejdzie się smakiem. - Rozumiem, że podjęto decyzję najlepszą dla wszystkich. Jeśli tak rzeczywiście jest, muszę się z nią zgodzić - powiedziała rozczarowana Venus Williams.
Turniej w Dubaju to jeden z bardziej prestiżowych w kalendarzu WTA, z kategorią Premier 5, szumnie nazywany Barclays Dubai Tennis Championships. Szejkowie sięgnęli głęboko do kieszeni i przeznaczyli na nagrody dwa miliony dolarów.
Pieniądze nie idą jednak w parze z organizacją zawodów. Do pierwszej odsłony skandalu w Dubaju doszło przed rokiem, kiedy Peer odmówiono wizy. Zjednoczone Emiraty Arabskie nie uznają bowiem Izraela. - Jesteśmy rozczarowani tą decyzją Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Żaden kraj nie ma prawa odmawiać jakiejkolwiek tenisistce prawa do gry - oburzyła się wtedy organizacja WTA.
Pozwoliła przeprowadzić turniej, a na najbliższym posiedzeniu zajęła się sprawą. Dubaj mógł nawet stracić prawo organizacji imprezy, skończyło się na grzywnie i reprymendzie.

W tym roku Shahar Peer została wpuszczona do Dubaju, ale organizatorzy postanowili nałożyć na publiczność embargo na oglądanie meczów Izraelki. W związku z tym ani jej mecz 1/8 finału z rozstawioną z jedynką Caroline Wozniacki, ani ćwierćfinał z Na Li nie zostały rozegrane na korcie centralnym. Tłumacząc się względami bezpieczeństwa, przesunięto je na boczne korty. W normalnej sytuacji taka praktyka organizatorów jest nie do pomyślenia.
- Priorytetem są względy bezpieczeństwa. Takie zachowanie dyktuje ochrona z policją - broni się główny sędzia imprezy Alan Mills. - Zobaczymy, co będzie dalej. Musimy liczyć się z tym, że może awansować do finału, który zgromadzi na trybunach pięć tysięcy kibiców - dodaje.
Mecze Peer z Wozniacki i Na Li transmitował na żywo Eurosport. By je pokazać, musiał przenosić swoje kamery z kortu centralnego na boczny.
- Nie chcę się tym zajmować. Zrobię to, co mi będą kazać. Gdziekolwiek będą miała grać, to tam zagram - zapewnia z uśmiechem Shahar Peer. 22-letnia tenisistka z Izraela to 22. rakieta na świecie. Czy to się podoba szejkom, czy nie, świetnym występem w Dubaju jeszcze pójdzie w górę.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 4 z 4