Tenis - Wimbledon
05/07/2009 - 08:30Serenę śmieszy druga pozycja w rankingu WTA

Jak to możliwe, że Serena Williams, która wygrała trzy z ostatnich czterech turniejów wielkoszlemowych wciąż nie jest numerem jeden kobiecego tenisa? To pytanie nurtuje wszystkich kibiców na świecie. Sama zainteresowana z uśmiechem na twarzy wyjaśnia, dlaczego taka sytuacja ma miejsce.
- Moim zdaniem Dinara Safina (najwyżej sklasyfikowana tenisistka w rankingu WTA - przyp. red.) wykonała ogromną pracę, by znaleźć się na szczycie. Wygrała przecież turnieje w Rzymie i Madrycie - powiedziała dyplomatycznie Serena Williams, która w sobotnim finale Wimbledonu pokonała 7:6, 6:2 swoją starszą siostrę, Venus.
Wcześniej Serena triumfowała w wielkoszlemowych US i Australian Open. Słabiej wypadła jedynie podczas turnieju na kortach im. Rolanda Garrosa, gdzie dotarła do ćwierćfinału. Amerykanka, mimo tak znakomitych rezultatów, wciąż pozostaje niżej sklasyfikowana od Rosjanki Dinary Safiny, która nigdy w karierze nie wygrała turnieju z cyklu Wielkiego Szlema.
- Myślę, że kiedy wygrywasz trzy wielkoszlemowe turnieje masz prawo oczekiwać pozycji liderki ... jak widać nie w cyklu WTA - przyznała szczerze Amerykanka. Potem jednak ironicznie dodała: - Moim celem pozostaje wygrywanie turniejów Wielkiego Szlema i utrzymanie drugiej pozycji w rankingu. Zdecydowanie wolę zajmować drugie miejsce i mieć na swoim koncie trzy wielkoszlemowe tytuły niż być liderką i nigdy żadnego nie zdobyć.
Serena zorientowała się jednak, że trochę się zapędziła i próbowała swoją wypowiedź nieco załagodzić. - Po Dinarze widać jak ciężko musi pracować, by być na czele światowego rankingu. Jej przygotowanie fizyczne jest znakomite. Z pewnością w turniejach i na treningach daje z siebie wszystko. Bardzo się cieszę z jej dobrej postawy - dodała.
Młodsza z sióstr Williams odniosła się również do swojego trzeciego triumfu na kortach Wimbledonu. - Bardzo się cieszę z dzisiejszego zwycięstwa. Kiedy dochodzisz do finału, to wychodzisz na kort tylko z myślą o zwycięstwie. Nie lubię jednak, gdy porównuje się mnie z największymi sławami kobiecego tenisa. Staram się grać wyłącznie dla własnej satysfakcji. Nie śmiem zestawiać moich dokonań z sukcesami Martiny Navratilovej, Steffi Graf czy Billie Jean King. To były wielkie mistrzynie. Ja wciąż jestem głodną zwycięstw zawodniczką. Muszę koncentrować się na swojej grze i myśleć o wygrywaniu kolejnych turniejów - zakończyła Amerykanka.








Komentarze - Serenę śmieszy ranking
Od 1 Do 4 z 4