Tenis
01/02/2010 - 08:15Świetny wywiad z Kubotem. Mógł być piłkarzem...

Łukasz Kubot udzielił wywiadu Jakubowi Ciastoniowi z "Gazety Wyborczej". Najlepszy obecnie polski tenisista opowiada o początkach kariery i o tym, że o mały włos... nie został piłkarzem.
Kubot o tym skąd się wziął najlepszy obecnie polski tenisista:
Z Lubina. Ze sportowej rodziny, tata grał w piłkę w Zagłębiu, do dziś jest trenerem. Najpierw nauczył mnie jeździć na rowerze, potem kopać piłkę. Grałem też z kumplami w kosza, mieliśmy bzika na punkcie NBA, był akurat szał telewizyjnych relacji.
Tata mówił, że nie mam charakteru do piłki. Ale postawiłem się i raz pojechałem z juniorami Zagłębia na obóz. Wróciłem posiniaczony, ale dałem radę. Niezły byłem w piłkę.
O pierwszych treningach
Trener przyjeżdżał po mnie o 5.30 rano, jechaliśmy do hali w Lubinie. Jak nie przyjeżdżał, to sam jechałem PKS-em albo rowerem. Ludzie specjalnie przychodzili otworzyć nam halę. Na hali parkiet, trybuny zaraz przy linii bocznej, nie dało się zrobić wybiegu. Zimą było przeraźliwie zimno i dużo płaciliśmy za prąd. Ale katowaliśmy się, nie ma zmiłuj. Musieliśmy ćwiczyć o 6, bo potem była zajęta. Ludzie patrzyli na nas jak na kosmitów i pukali się w głowę. O 7.45 koniec i do szkoły. A po szkole szybki obiad i trening ogólnorozwojowy. Moi rówieśnicy w tamtym czasie chodzili na dyskoteki.
O tym, dlaczego dopiero teras przebił się do pierwszej setki:
- Uczyłem się na błędach. Nie miał mi kto podpowiedzieć, co robić. Dopiero niedawno zrozumiałem, jak bardzo pomaga mi debel. Grając w parze z Oliverem Marachem, zobaczyłem, że można wygrywać z najlepszymi w dużych turniejach. Skoro dało się w deblu, to dlaczego nie w singlu?
O polskim tenisie
Sukcesów jest ciągle za mało. Jest za mało zawodników, by liczyć na boom. Nie ma fachowców, trenerów na wysokim poziomie. (...) Systemu szkolenia i promowania zawodników, nie ma infrastruktury. Jak wyjeżdżałem z Polski w 2005 r., ciągle brakowało hal, by w ogóle trenować zimą. Wstyd, że w 40-milionowym kraju nie mamy tenisisty w pierwszej pięćdziesiątce.
O tym, co po Australian Open
- Santiago de Chile, Costa do Sauipe, Acapulco i powrót do Polski na mecz Pucharu Davisa z Finlandią. Później znów za ocean do Indian Wells i Miami, a potem Europa i turnieje na mączce. We wszystkich większych turniejach planuję też grę z Oliverem w deblu. Tak się umówiliśmy. Singiel będzie najważniejszy, ale debla nie zostawiam.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 1 z 1