W przeciwieństwie do 2008 roku, gdy wygrywał na kortach Rolanda Garrosa bez straty choćby seta, wywalczyć tytuł w obecnym sezonie było zdecydowanie trudniej. Dość powiedzieć, że już w pierwszej rundzie Rafa musiał stoczyć pięciosetowy horror z Amerykaninem Johnem Isnerem.
- Rafael był bardzo nerwowy - przyznał wujek i trener tenisisty, Toni.
Nadal pojawił się w Paryżu z dwoma wygranymi turniejami w kieszeni (Barcelona i Monte Carlo), ale i z przegranymi w finałach w Madrycie i Rzymie z Novakiem Djokoviciem.
- Prawdziwy Rafa to Rafa przegrywający i wygrywający. Rafa grający dobrze i Rafa cierpiący na korcie - powiedział Nadal na pomeczowej konferencji prasowej.
- Spójrzmy prawdzie w oczy. Jeden i drugi to ten sam Rafa. Najważniejsze jednak, że nie raz byłem w stanie odmienić sytuację na korcie i zachować pozytywne nastawienie, które mi to umożliwiło - dodał.
Nie obyło się jednak bez bólu i strachu. W pierwszym secie finału, przy stanie 5:2 dla Federera, Hiszpan musiał bronić piłki setowej. Dopiero seria siedmiu wygranych gemów z rzędu sprawiła, że to Rafa na dobre przejął w tym meczu inicjatywę. Jednak zwycięstwo przyszło dużo trudniej niż w finale z 2008 roku. W tamtym sezonie Nadal stracił w całym turnieju ledwie 41 gemów.
- Trudno powiedzieć, bym nie był zadowolony ze zwycięstwa. Aby wygrać turniej tej rangi, trzeba naprawdę grać bardzo dobrze. Czasem dużo cenniejsze jest trofeum wywalczone w bólach. W 2008 roku grałem najlepiej w karierze, ale po końcowym zwycięstwie nie czułem się jak triumfator Rolanda Garrosa. Wygrywanie meczów, w których wychodzi się z trudnych sytuacji jest wyjątkowe. Takie zwycięstwa lepiej smakują - uzasadnił Nadal.
- Także na ten temat



Eurosport





















