Wygrana Na Li, która jest nazywana "Wielką Siostrą Na" i "Złotym Kwiatem", mimo lepszych notowań bukmacherów, została odebrana w Chinach jako duża niespodzianka. Jest to pierwszy triumf zawodnika bądź zawodniczki z Azji w wielkoszlemowej imprezie.
Już w styczniu dokonała innego historycznego wyczynu - jako pierwsza tenisistka z Azji znalazła się w finale. Jednak w ostatnim meczu Australian Open lepsza okazała się Belgijka Kim Clijsters. Niecałe sześć miesięcy później we Francji, 29-letnia zawodniczka z miasta Wuhan, potrafiła poradzić sobie nie tylko z przeciwniczką, Francescą Schiavone, ale również z ogromnym stresem.
- To cud, przełom, coś, co nie wydarzyło się w ponad 100-letniej historii tenisa - mówił prezenter chińskiej telewizji publicznej, która pokazywała niedzielny finał na żywo. Gdy Li zdobyła decydujący punkt, zarówno on, jak i komentatorzy, a nawet technicy zaczęli krzyczeć ze szczęścia.
Dla wielu ludzi w Chinach Li stanowi wzór. Imponuje im jej determinacja, spokój, szczerość i... język angielski, którym posługuje się bez żadnych problemów i zarazem pokazuje, że w Chinach mieszkają ludzie pewni siebie, przekonani o własnej wartości.
- Nie rozumiałem tenisa, ale dzięki Na Li, po prostu się w nim zakochałem. Mam nadzieję, że moje dzieci również będą uczyć się tej gry. Chciałbym, aby wszyscy ludzie w Chinach od małego trenowali grę w tenisa - powiedział jeden z fanów tenisistki. Jego słowa nie są odosobnione.
Walka z chińskim reżimem sportowym
Sport i polityka bardzo często idą w Chinach w parze. Ci, którzy są utalentowani, jeszcze jako dzieci znajdują się pod opieką instytucji rządowych, dbających o odpowiednie wyszkolenie, wyżywienie i zapewniających godziwe życie. Jednocześnie, muszą się podporządkować panującemu rygorowi. Nie ma miejsca na porażki. Liczy się tylko zwycięstwo.
Li, jeszcze jako kilkuletnie dziecko, przejawiała talent do gry w badmintona. Jednak z wiekiem postanowiła zmienić zainteresowania i przerzuciła się na tenis. Jej kariera załamała się w 2002 r., gdy oficjalnie, postanowiła zrezygnować z gry, na rzecz nauki. Nieoficjalnie, mówiło się o jej konflikcie z członkami chińskiej kadry.
Wróciła w 2004 r., wygrała swój pierwszy turniej WTA, dotarła do ćwierćfinału Wimbledonu i była coraz baczniej obserwowana. Nie brakowało kłótni z mediami, które wytykały jej niemal każdy, najmniejszy błąd, oraz walki z trenerami i politykami. Wszyscy mieli wobec niej ogromne oczekiwania.
Każdy triumf chińskiego sportowca, jest odbierany jako sukces "Państwa Środka". Każda porażka, również jest katastrofą dla chińskiego narodu. W 2008 r., obrońca olimpijskiego złota, Liu Xiang, został zmuszony do wycofania się z biegu na 110 metrów przez płotki i ostatecznie nie wystąpił na igrzyskach w Pekinie. W kraju zapanowało przygnębienie, zarzucano mu, że nie chce walczyć dla Chin. Sprawił ogólnonarodowy zawód.
Li, jest jedną z nielicznych chińskich sportsmenek, których kariera nie jest kontrolowana przez chiński sportowy reżim. Dzięki swojej postawie na korcie, jak i poza nim, stała się osobą niezależną. To ona decyduje, w którym turnieju wystąpi. Nie musi również dzielić się pieniędzmi z chińskim związkiem tenisowym. Zamiast tego angażuje się w liczne akcje charytatywne. Dzięki wygranej w turnieju im. Rolanda Garrosa, zamknęła usta wszystkim krytykom.
- Po tak wspaniałym finale, Na Li w pełni zasłużyła na zwycięstwo - napisała agencja prasowa Xinhua po jej triumfie na francuskiej ziemi. - Bez wątpienia, to ona tworzy historię - dodano.
Trudno się z tym nie zgodzić...
OGLĄDAJ MECZE TURNIEJU ROLANDA GARROSA W TECHNOLOGII 3D W DEDYKOWANYM KANALE EUROSPORT 3D TYLKO NA PLATFORMIE CYFRA+
- Także na ten temat



Reuters






















Pytam z ciekawości - skąd masz chińską trzcionkę? Bo to że znasz chiński jestem pewien...Opublikowane 04/06/2011 o godz. 23:13
Ale z tym jej angielskim to trochę przesada. Bardzo miła kobitka, ale kaleczy go solidnie. Mniej wiecej tak jak nasi komentujący z ES.pl :)Opublikowane 04/06/2011 o godz. 23:02