Tenis - Puchar Davisa
06/03/2010 - 21:19Kubot dla eurosport.pl: Już nie liczę nerwowo punktów

Już pierwsze niedzielne spotkanie pomiędzy Łukaszem Kubotem i Jarkko Nieminenem może rozstrzygnąć losy polsko-fińskiej rywalizacji w Pucharze Davisa. - Wierzę, że będę w stanie wygrać ostatnią piłkę. Mam jednak świadomość, że nie będzie łatwo – powiedział Łukasz Kubot w wywiadzie dla eurosport.pl.
Z Łukaszem Kubotem, najlepszym polskim tenisistą, rozmawiał w Sopocie Bartosz Rainka.
Jest Pan zawodnikiem pierwszej „50” rankingu ATP. Czy odczuł już Pan na własnej skórze wzrost popularności?
ŁUKASZ KUBOT: Najbardziej odczułem to podczas Australian Open. Nagle wszyscy się mną zainteresowali. Dziennikarze i kibice pytali kim jestem i skąd przyjechałem. Kiedy gram w mniejszych imprezach, nie odczuwam wzrostu zainteresowania ze strony mediów. Co innego, jeśli chodzi o zawodników, z którymi rywalizuję na korcie. Z ich strony wyczuwam coraz większy respekt i szacunek. Zauważyłem to chociażby podczas mojego ostatniego tournee po Ameryce Południowej. Dla mnie jest to niezwykle cenne. Dzięki temu mam teraz możliwość trenowania podczas turniejów z najlepszymi.
Czy awans do pierwszej „50” był dla Pana zaskoczeniem?
Od zawsze moim marzeniem było załapanie się do pierwszej setki. Chciałem mieć możliwość występowania w turniejach wielkoszlemowych oraz mniejszych imprezach bez konieczności gry w eliminacjach. Gdy tego w końcu dokonałem, zyskałem możliwość jednoczesnej gry w singlu i deblu, zachowując siły na turniejowe, a nie eliminacyjne, mecze. Awans do „50” na pewno jest dla wszystkich zaskoczeniem, ale ja wolę specjalnie się nad tym nie zastanawiać. Na razie wszystko mi wychodzi i z tego trzeba się cieszyć. Nie można jednak zapominać, że to tylko sport i z pewnością przyjdą momenty, kiedy trzeba będzie pogodzić się również i ze spadkiem w rankingu. Najważniejsze jest zdrowie i to, żebym mógł jak najlepiej wykonywać swoją pracę.
A zatem zdecydowanie na pierwszym miejscu stawia Pan samą grę i nie zagłębia się w rankingi, analizując, ile punktów będzie można ugrać na danej imprezie i jaki to może zapewnić awans.
W tej chwili nie zliczam punktów i nie analizuję swoich szans na ewentualny awans. Ten czas na szczęście mam już za sobą. Kiedyś dokładnie tak robiłem, narażając się na dodatkową presję. W efekcie często przegrywałem najważniejsze mecze w końcówkach. Na szczęście teraz stoi za mną sztab doskonałych szkoleniowców i o takich sytuacjach nie ma już mowy.
W sopockich meczach Pucharu Davisa jest Pan wulkanem energii, zarówno na trybunach, jak i na korcie. Z czego to wynika?
Tutaj gra reprezentacja. W takim składzie spotykamy się zaledwie dwa, trzy tygodnie w ciągu roku. Chcemy się pokazać z jak najlepszej strony. Pragniemy udowodnić, że polska drużyna jest naprawdę mocna i w światowym tenisie już coś znaczy. W Pucharze Davisa, jak w żadnym innym turnieju, można naładować akumulatory bardzo pozytywną energią. Wierzę, że tak będzie również i w naszym przypadku. Jeżeli pokonamy Finlandię, każdemu z nas będzie się grało dużo łatwiej w turniejach indywidualnych.
Czyli możemy się Pana spodziewać w kolejnych występach reprezentacji Polski w Pucharze Davisa?
Na razie rozmawiałem z nowym prezesem Polskiego Związku Tenisa - Jackiem Kseniem, wielkim fanatykiem tenisa - jedynie o meczu Polska-Finlandia. Co do kolejnych spotkań, to jeszcze nie wiem. Na razie jesteśmy w trakcie rywalizacji z Finlandią, a o przyszłości pomyślimy dopiero po jej zakończeniu.
Mimo wyczerpującego spotkania z Michałem Przysiężnym, Jarkko Nieminen zdecydował się wystąpić w sobotę w pojedynku deblowym. Czy dodatkowe godziny na korcie nie zmniejszą jego szans przed niedzielnym meczem?
Zauważyłem już w pojedynku deblowym, że „pięciosetówka” z Michałem dała się Nieminenowi we znaki. Na początku sobotniego meczu Jarkko praktycznie spał na korcie. To właśnie przez niego nasi debliści zdobyli wiele punktów returnem. Ewidentnie miał w tym okresie problemy z odpowiednio szybką reakcją. Z upływem czasu złapał jednak rytm. Sobotni debel z pewnością kosztował go utratę wielu sił. Nieminen ma teraz w nogach dziewięć długich setów. Dlatego wierzę, że będę w niedzielę w stanie wygrać ostatnią piłkę. Mam jednak świadomość, że nie będzie łatwo.

Nad jakimi elementami tenisowego fachu Łukasz Kubot musi pracować w pierwszej kolejności?
Na pewno muszę cały czas pracować nad serwisem, aby był jeszcze bardziej regularny. Wierzę, że dzięki temu będę w stanie awansować o kolejnych 10-15 miejsc w rankingu ATP. Oprócz tego zwrotność i poruszanie się na korcie. Powinienem jeszcze popracować nad rozwijaniem elementów taktyki. Najważniejsze jednak jest zdobywanie doświadczenia i rozgrywanie kolejnych spotkań o naprawdę dużą stawkę, najlepiej z zawodnikami z pierwszej dziesiątki.
Ile dni w roku zdarza się Panu odpoczywać od tenisa?
Od dwóch do trzech tygodni w roku i właściwie jedynie między listopadem a grudniem. Z roku na rok mój grafik jest jednak coraz bardziej napięty. Ubiegły sezon zakończyłem dopiero w pierwszym tygodniu grudnia. Każdą wolną chwilę w tamtym okresie starałem się wykorzystać na odpoczynek. W trakcie sezonu praktycznie nie mam przerw, ale to spotyka wszystkich tenisistów, którzy zajmują wysokie miejsca w rankingu ATP.
Które miejsce musiałby Pan zajmować w rankingu ATP w grze pojedynczej, by ostatecznie zrezygnować z występów w deblu?
Na razie o tym nie myślę. Zacznę się zastanawiać, jeśli znajdę się w okolicach 20. miejsca, ale to nie będzie takie łatwe. Moim celem są na razie jak najlepsze występy zarówno w singlu, jak i deblu. Jedno nie musi wykluczać drugiego. Zamiast wychodzić na trening w dniu przerwy, mogę przecież rozegrać mecz w grze podwójnej. Tym bardziej, że w ostatnim czasie pojedynki deblowe są coraz krótsze. Dużym ułatwieniem jest fakt, że w decydującym secie o zwycięstwie rozstrzygają super tie-breaki.
Od wielu już lat związany jest Pan z Czechami. Czy zdążył już Pan pokochać smak czeskiego piwa?
Nie jestem zwolennikiem tego trunku i alkoholu w ogóle. Właściwie to piwa nigdy nie pijam.
Coraz lepiej włada Pan natomiast językiem naszych południowych sąsiadów.
Wszyscy się w Polsce śmieją, że nawet po polsku mówię z czeskim akcentem. Z czeskim językiem daję sobie coraz lepiej radę. Zresztą nie mam innego wyjścia. Z całym sztabem szkoleniowym porozumiewam się w tym języku, co nie zmienia faktu, że czuję się w 100 proc. Polakiem.
A jak wyglądają Pana plany startowe na najbliższy miesiąc?
Najbliższe tygodnie mam już dokładnie zaplanowane. Na początek zrezygnuję z występu w Indian Wells. Po dwóch miesiącach intensywnych gier potrzebuję odpoczynku. Nadchodzące dwa tygodnie poświęcę na regenerację i odpoczynek. Na pewno jednak nie zabraknie mnie w Miami. Następnie wystartuję w Casablance, Monte Carlo, Rzymie i Barcelonie, a dalej zobaczymy.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 3 z 3