To było drugie spotkanie 30-letniego Polaka z 25-letnim zawodnikiem z USA. Po raz pierwszy obaj zmierzyli się w 2007 roku w Delray Beach. Wtedy to zwyciężył Levine 6:3, 6:2.
Teraz Jesse od 2009 roku jest poza czołową setką i do większości turniejów musi przebijać się przez eliminacje. Tak też było i teraz.
Kubot mógł się trochę obawiać tego pojedynku, bo mimo że zajmuje teraz 54. miejsce w światowym rankingu, a jego rywal 137. to ostatnio nie miał udanych występów. W zeszłym tygodniu szybko odpadł w Rotterdamie - przegrał w II rundzie z Jarko Nieminenem i mógł od razu pojechać za Ocean.
Amerykanin okazał się wymagającym rywalem. Pierwszy gem był bardzo wyrównany. Obaj wygrywali swoje podania. W 11. gemie Jesse przełamał jednak Polaka i objął prowadzenie 6:5. Łukasz odpowiedział przełamaniem powrotnym. O wyniku zadecydował zatem tie-break. Tam przewaga Polaka była niepodważalna. Kubot wygrał pięć piłek z rzędu.
Druga partia rozstrzygnęła się za to w tzw. lacostowskim gemie. Przy stanie 3:3, nasz zawodnik przełamał rywala. Potem wygrał jeszcze dwa swoje podania i seta 6:4.
Kubot świetnie serwował. Zanotował aż 10 asów, przy czterech przeciwnika.
Teraz najlepszy polski tenisista, który w Memphis zarobił już 45 punktów zmierzy się ze zwycięzcą pary Julien Benneteau (Francja) i Philipp Petzschner (Niemcy).
- Także na ten temat



Imago




















