Tenis
28/07/2010 - 13:22 - Aktualizacja 29/07/2010 - 13:26Frajda była ogromna

37 kompletów medali w grach indywidualnych i podwójnych w dziesięciu kategoriach wiekowych rozdano podczas 26. Narodowych Mistrzostw Polski atp w Łodzi. Współorganizatorem i głównym sponsorem zawodów na kortach klubu Eurotenis i obiektów CSiR Łódź była firma W. Lewandowski.
Już po raz drugi Łódź przyjmowała najlepszych tenisistów-amatorów i ponownie zapewniła warunki godne pozazdroszczenia, a zawodnicy odwdzięczyli się naprawdę wysokim poziomem. Widać, że z każdym rokiem dyscyplina ta cieszy się coraz większym zainteresowaniem i tenisiści, a zwłaszcza tenisistki chętniej niż przed laty rywalizują w turniejach amatorskich. Zmienia się również nastawienie graczy, dla których nie jest to jedynie koleżeńskie spotkanie przy siatce. Przemianę w mentalności potwierdzają zresztą coraz lepsze rezultaty w zawodach ITF, w których Polacy odnoszą liczne sukcesy.
Podczas niedzielnej gali laureaci odebrali zasłużone wyróżnienia za poprzedni sezon w kategoriach: najlepsi zawodnicy, ośrodki, imprezy i turniej juniorski, a także odkrycie roku, najaktywniejszy organizator i ośrodek oraz sponsor roku. Nagrodzonych było tak wielu, że oficjalna część imprezy trwała ponad godzinę, ale pozostali uczestnicy nie narzekali – do nich również uśmiechało się szczęście, a raczej Agnieszka Dyderska, świetnie spisująca się w roli sierotki loterii fantowej.
Gwiazdą mistrzostw był bez wątpienia Beniamin Budziak, mistrz świata i wicemistrz Europy w turniejach ITF wśród zawodników powyżej 35 lat, ale podzielił los innych faworytów i pozostał bez złota mistrzostw Polski w singlu (zdobył je w mikście).
Pogrom najwyżej rozstawionych jest łatwo wytłumaczalny – rozgrywki, które promuje i za które odpowiada atp, są jeszcze dość młode i nie wszyscy gracze są zainteresowani występami w cyklu turniejów pod jego auspicjami. Natomiast wielu z nich ma za sobą kariery juniorskie lub uczestniczy nadal w rozgrywkach klubowych, jak na przykład Wojciech Nowak w kategorii open. Stąd bardzo wysoki – i coraz wyższy – poziom prezentowany na mistrzostwach. Właśnie pojedynki w najniższych kategoriach wiekowych ściągały na trybuny najwięcej widzów.
Swoje wielkie chwile przeżywali w Łodzi również stuprocentowi amatorzy, którzy z grą w tenisa zetknęli się dopiero w dorosłym życiu. Anna Wicha, rozstawiona z jedynką w kategorii open, pokonała w pierwszej rundzie byłą zawodniczkę Katarzynę Brochacką i chociaż w półfinale skapitulowała przed inną eks-tenisistką, to nie kryła radości. – Gdybym przed meczem wiedziała, że Brochacka kiedyś trenowała, to pewnie nie walczyłabym tak, bo miałabym gotowe usprawiedliwienie ewentualnej porażki. A tak mam ogromną frajdę – mówiła Wicha.
Z kolei Jacek Malicki, po ponad trzygodzinnym pojedynku, musiał pogodzić się z porażką z Andrzejem Matuszewskim w kategorii +50. Ten drugi pokazał, że liczy się na tym poziomie rozgrywek przede wszystkim pomysł na grę i kondycja fizyczna (poprzedni jego mecz również trwał trzy godziny), a nie tylko technika ładna dla kibicowskiego oka.
Nie zabrakło też sympatycznego przegadywania się w trakcie gry. Prym wiedli głównie panowie z grupy najstarszej: – Jestem zbulwersowany, że pierwszy raz od trzech lat przegrałem z Eugeniuszem. On i Henryk zajęli dwa pierwsze miejsca, bo stosowali niedozwolony doping – chodziło o szarlotkę z okazji 84. urodzin. Albo: – Mogłabyś w końcu nie dojść do jakiejś piłki? Dobrze się czujesz? Myślisz, że ja mam siłę tyle biegać?!
Szefa nie ma, bo gra
Z powodu mistrzostw Polski wyludniły się pozostałe korty, ale przecież nie wszystkie. W Zamościu zorganizowano turniej dla dyrektorów i szefów firm. Jest wśród nich coraz więcej kobiet, ale jeszcze niewiele gra w tenisa. Dobry przykład pozostałym koleżankom dały Halina Michałowska i Urszula Kawałko. W tych okolicznościach wynik 6:2, 6:2 jest najmniej istotny.
Wśród panów rywalizacja na korcie była zacięta jak na wolnym rynku. W finale kategorii open Aleksander Michałowski pokonał Kamila Marczewskiego 2:6, 7:6, 10-6. Widać, że tiebreak to sztuka trudniejsza od negocjacji biznesowych. Wśród 45-latków (i starszych) wiódł prym stały bywalec turniejów atp Jan Papierz – jego zwycięstwo można było przewidzieć. W deblu najlepsi okazali się Marek Maj i Krzysztof Rutkowski.
Tenis w parku
A w Powsinie – mistrzostwa parku. Warszawiacy jeżdżą tam na spacery, natomiast pięć pań wybrało się na turniej tenisowy. Zagrały systemem „każda z każdą”. Pierwsze miejsce, z kompletem zwycięstw, zajęła Iwona Strzałkowska-Kominiak, której najwięcej kłopotów (wynik 7:5) sprawiła czwarta na mecie Joanna Laskowska.
Kalendarz olsztyński
W Olsztynie mają swój kalendarz – póki lato i dobra pogoda, grają praktycznie co tydzień. Ten weekend na kortach TKKF Skanda należał do deblistów. W czwartym w tym roku turnieju McDonald’s Grand Prix zwyciężyli Dariusz Kardaś i Michał Smoczyński (finał 6:2, 6:2 z Mirosławem Badurą i Przemysławem Zielińskim).







