Hiszpański 22-latek jak nikt inny ma patent na Federera. Do tej pory obaj spotykali się 18 razy, z czego Nadal wygrał 12 meczów. Aktualny numer jeden na świecie dał się Szwajcarowi mocno we znaki szczególnie w zeszłym sezonie, gdy wygrał wszystkie cztery rozegrane z nim spotkania. Ubiegłoroczny finał Wimbledonu Nadal określa zresztą mianem jednego z najważniejszych meczów w swojej karierze. Ale na kortach Melbourne Park nigdy razem nie grali.
Mimo niekorzystnego bilansu to Roger Federer był faworytem finału Australian Open. Przede wszystkim Szwajcar na antypodach miał wyrównać rekord Pete'a Samprasa, który wywalczył 14 tytułów wielkoszlemowych. - Nie po raz pierwszy mierzę się z rekordami. Bardziej się denerwowałem, gdy starałem się wyrównać rekord Björna Borga pięciu zwycięstw w Wimbledonie. Myślałem o tym trzy tygodnie! Teraz denerwowałem się tylko jeden dzień - opowiadał Federer.
Drugim argumentem przemawiającym za Szwajcarem był wyczerpujący, ponadpięciogodzinny półfinał Rafaela Nadala z Fernando Verdasco. Dodatkowo Federer rozgrywał swój mecz półfinałowy z Andym Roddickiem dzień wcześniej, a więc miał więcej czasu na odpoczynek przed decydującym spotkaniem. - Po takim meczu ciężko zregenerować siły w półtora dnia. Jestem zmęczony, ale będę próbował dojść do siebie. Mój cel to zagrać dobry mecz. Nie nastawiam się na zwycięstwo, będę chciał pokazać mój najlepszy tenis - zapowiadał Rafael Nadal.
Federer podkreślał, że wszystko może się rozegrać w głowach tenisistów. - Nadal ma świadomość, że to finał, dlatego względy fizyczne nie będą miały aż takiego znaczenia. Poza tym Nadal jest jednym z najszybciej regenerujących się zawodników w całym cyklu ATP.
Finał rozpoczął się niespodziewanie - od przełamań po każdej ze stron. Federer był lepszy przy podaniu Nadala również w szóstym gemie, dzięki czemu wyszedł na prowadzenie 4:2. W kluczowych sytuacjach brakowało mu jednak koncentracji. Gdy dwa break pointy miał Nadal, Federer potrafił popełnić podwójny błąd serwisowy.
Podanie było jednak jego mocną stroną. Z poprawnym serwowaniem sporo problemów miał natomiast Rafael Nadal. Komentatorzy zwracali uwagę na to, że mogło to być spowodowane problemami kondycyjnymi Hiszpana. Ociekający potem Nadal miał jednak niespożyte siły. Nie odpuszczał żadnej piłki, jakby zapominając o tym, że ma w nogach pięciogodzinny maraton z Verdasco.
Drugi set w 46 minut gładko wygrał Federer. Wielkie emocje rozpoczęły się w trzecim secie. Nieprawdopodobny był dziewiąty gem przy remisie 4:4. Nadal przy swoim podaniu przegrywał już 0:40, ale odrobił straty i wyszedł na prowadzenie. Sytuacja powtórzyła się przy stanie 6:5 dla Szwajcara. Nadal znów był pod ścianą, przegrywał przy swoim podaniu 15:40, ale wyciągnął i ten gem. Próbę nerwów w tie breaku lepiej wytrzymał Rafael Nadal. Federer zaczął popełniać koszmarne błędy, a seta zakończył, a jakże, podwójnym błędem serwisowym.
Roger Federer znów musiał odrabiać straty, ale i tym razem poradził sobie z presją. W czwartym secie powtórzył wynik z drugiego, choć mógł go zakończyć szybciej i w wyższych rozmiarach. Przeciągający się pojedynek musiał być zmorą dla Nadala, który odczuwał zmęczenie przynajmniej od końcówki trzeciego seta. Wtedy prosił już o interwencję masażystę.
Szwajcar wyjaśniał przed finałem, że dużo czasu poświęcił na trening mentalny. Ale ziściło się to, o czym sam wcześniej mówił - finał przegrał w swojej głowie. Wyraźnie to było widać w decydującym secie. W czwartym gemie, gdy Nadal prowadził 2:1, Federer zepsuł łatwą piłkę na 40:0. Grający jak w transie Nadal dodatkowo się nakręcił i przełamał rywala. To był już koniec Federera. Szwajcarowi zaczęły puszczać nerwy i seryjnie popełniał kolejne błędy.
W ósmym gemie wszystko już było jasne. Idący za ciosem Nadal objął prowadzenie 15:0, a w odpowiedzi Federer zagrał... piąty podwójny błąd serwisowy w secie. Dwa pierwsze meczbole Szwajcar jeszcze obronił, ale przy trzecim podejściu górą był już młodszy Nadal.
Odbierając nagrodę za drugie miejsce, Federer nie był w stanie wydusić z siebie jednego pełnego zdania. - Może spróbuję później... - powiedział tylko i rozpłakał się. Słów brakowało także niezwykle szczęśliwemu triumfatorowi Australian Open. - Mogę tylko powiedzieć, że bardzo wszystkim dziękuję. Spotkanie Roda Lavera to dla mnie spełnienie marzeń - mówił.
Laver, którego nazwiskiem został nazwany centralny kort Melbourne Park, specjalnie na tę okazję przyleciał ze Stanów Zjednoczonych. - Dziękuję legendom, które przybyły na to spotkanie - dodawał Federer. Szwajcar zachowywał się, jakby miał świadomość, że zacnym gościom sprawił ogromny zawód. Bo to w końcu on miał w Australian Open wyrównać rekord Pete'a Samprasa w liczbie wielkoszlemowych tytułów. Jeszcze przed turniejem w Melbourne Sampras zapewnił, że atak Federera na jego rekord, czyli 15. zwycięstwo w Wielkim Szlemie, będzie chciał zobaczyć na żywo.
--
Australian Open 2009 - finał singla mężczyzn:
Rafael NADAL (Hiszpania, 1) - Roger FEDERER (Szwajcaria, 2) 7:5, 3:6, 7:6 (7-3), 3:6, 6:2



dpa





















Naprawdę świetny mecz godny finału. Ale szkoda mi się zrobiło Federera jak się rozpłakał. A i podziwiam Rafaela Nadala za to co zrobił. Grać dwa mecze po 5 setów z czego ten z Verdasco to by wyczerpujący i to mocno potem wygrać w finale. BRAWOOpublikowane 01/02/2009 o godz. 16:14