Tenis - Australian Open mężczyźni
25/01/2010 - 12:12Kubot: Szczęście? Na wszystko sobie zasłużyłem

- U nas nikt nie wie, co to znaczy słowo tenis. Ile to wysiłku, logistyki, podróży, negocjacji, załatwiania wszystkiego dookoła. Czasami czuję się jak na bezludnej wyspie, jak Robinson Crusoe - mówi o swoim sukcesie w Australii Łukasz Kubot w mocnym wywiadzie w "Przeglądzie Sportowym".
Przeszedł pan do historii. W Melbourne żaden Polak, nawet Wojciech Fibak, nie przeszedł trzech rund.
- Na pewno od pierwszego dnia tego turnieju, a nawet wcześniej, od losowania, mam szczęście. Do tego niech pan doda cudzysłów. Uważam, że na wszystko sobie tutaj zasłużyłem. Wcześniejsze dwa spotkania i kilkanaście lat ciężkiej pracy oraz zbierania doświadczeń dały mi możliwość znalezienia się właśnie tam, gdzie jestem. Wielokrotnie przegrywałem w ostatnich rundach eliminacji, miałem pecha, do sukcesów brakowało mi drobiazgów. Nie załamywałem się jednak, cały czas wierzyłem w słowa, który od małego wpajał mi tata: będziesz zdrowy - wykonasz pracę - przyjdzie wynik, przyjdą sukcesy - pojawią się pieniądze i sponsorzy. Te rady, to magiczne kółeczko cały czas mnie napędzały, podtrzymywały na duchu. Nigdy nie oczekiwałem bonusów za darmo. Teraz karta się wreszcie odwróciła i los się do mnie uśmiechnął. Szczęściu trzeba jednak pomóc.
Po Australian Open awansuje pan do pierwszej siedemdziesiątki. Co z pana punktu widzenia daje taka pozycja?
- Dla mnie najważniejsze są dwie sprawy: zdrowie i możliwość rywalizacji w wielkich szlemach bez konieczności eliminacji. Oczywiście teraz otwierają się przede mną kolejne szanse, starty w lepszych turniejach, może tak zwanych pięćsetkach. Do Super 9 jeszcze daleka droga, trzeba być przynajmniej na pięćdziesiątym miejscu. Na pewno poczuję jednak zdecydowanie większy komfort, będę miał wybór.
Czego potrzebuje tenis, by w naszym kraju przebić się w telewizji publicznej? Jeśli chodzi o oglądalność, wciąż przegrywa nie tylko ze sportami zespołowymi, ale i wieloma mniej popularnymi dyscyplinami. I to nie tylko, jak w Melbourne, ze względu na godziny transmisji.
- Polacy są spragnieni sukcesów, tylko to może ich przyciągnąć przed telewizory. Może gdyby oprócz Agnieszki Radwańskiej w dwudziestce rankingu ATP znalazł się jej rodak, wyniki oglądalności poszłyby w górę? Generalnie nasz tenis jednak leży. Szczególnie zimą. Nie ma hal, profesjonalnych baz, nie ma gdzie trenować. Nie oszukujmy się, nie istnieje u nas żaden system szkoleniowy. Nikomu nie ubliżając, ludzi zdolnych pociągnąć młodego chłopaka do przodu, takim z doświadczeniem, charyzmą, wiedzą, w kraju po prostu brak. Może poza trenerem Robertem Radwańskim, który tak często obrywa, a jest jedynym, który tyle osiągnął. Wśród mężczyzn od czasów pana Wojtka Fibaka panuje susza. Przyznaję z bólem: to wstyd, że czterdziestomilionowy naród nie miał w pierwszej pięćdziesiątce rankingu ATP żadnego swojego przedstawiciela. U nas nikt nie wie, co to znaczy słowo tenis. Ile to wysiłku, logistyki, podróży, negocjacji, załatwiania wszystkiego dookoła. Czasami czuję się jak na bezludnej wyspie, jak Robinson Crusoe. Do wszystkiego dochodzę sam. Szukam, sprawdzam, kontroluję, wymyślam. A jeszcze przy okazji trenuję.








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 8 z 8