- Ivan Machitka, którego pokazywano w telewizji, jest znakomitym specjalistą od przygotowania fizycznego, ale akurat w tych momentach potrzeba było wskazówek od zupełnie innych ludzi - twierdzi ojciec najlepszego polskiego singlisty.
- Łukasz mógł osiągnąć więcej tylko, gdyby nie był sam. A on sam jest od zawsze, sam przeciwko armii. W sektorach Troickiego siedziało czterech Serbów. Miał do dyspozycji trenera, fizjologa, rehabilitanta. A Łukasz? Może ktoś powinien pomyśleć i kupić dla pana Fibaka bilet do Kataru? Bijemy brawo, wymagamy, wzdychamy do mistrzów, chcemy Kubota obok Federera, Nadala, Dawidienki, tylko nikt nie zdaje sobie sprawy, ile to wszystko kosztuje. Tenis to potężna porcja wyrzeczeń. A gdy trzeba poprzeć ją pieniędzmi i konkretnymi rozwiązaniami, brakuje pomysłów - dodaje.
- Jestem trenerem, na co dzień zajmuję się piłkarzami. 90 procent naszych ligowców po takim meczu po prostu by poumierało. Byliby jak dętki! A przecież biegają w systemie sobota- środa-sobota po najwyżej półtorej godziny, mają czas na regenerację. Tenisista może o niej pomarzyć. Następnego dnia musi być na nogach i toczyć kolejną wojnę. Tylko ktoś, kto haruje, kto potrafi zadbać o dyscyplinę, kto ma obok siebie ludzi gotowych na każde skinienie głowy, jest w stanie wytrzymać taki reżim. Łukasz jest - był od małego. Zasługuje na pomoc i szacunek - podsumowuje Janusz Kubot.



Imago






















A pomoc jest potrzebna , inaczej nie doczekamy się tenisisty na miarę P Fibaka przez najbliższe 20 lat.Opublikowane 08/01/2010 o godz. 10:14