Gdy wynik nie jest rozstrzygnięty Szumacher, bardzo się denerwuje, wstaje i chodzi po hali. Sam przyznaje, że czasem nie jest w stanie wysiedzieć i opuszcza halę, żeby zapalić papierosa.
W niedzielę znowu denerwował się bardzo. Czasami oglądał poczynania zawodników zespołu przez niewielką szparę między reklamami.
Jego Bogoria w meczu o pietruszkę w piątej kolejce Ligi Mistrzów przegrała 1:3 z niemiecką Fuldą. Jednak tak naprawdę prezes nie zmartwił się tą porażką. Powód? Przynajmniej - jak sam przyznał - mógł zaoszczędzić na premiach za zwycięstwo.
Tenisiści z Grodziska Mazowieckiego sprawiali wrażenie, jakby niedzielne spotkanie o niczym nie decydowało. Jedyny punkt dla Bogorii wywalczył Wang Zeng Yi.
W pierwszej grze popołudnia pokonał legendarnego Jana-Ove Waldnera 3:2, mimo że naturalizowany Polak przegrywał już 0:2.
- Po porażkach w dwóch pierwszych setach zmieniłem sposób przyjęcia i serwis - wyjaśniał "Wandżi". - To dla mnie było coś niesamowitego. Pokonałem przecież mojego idola z dzieciństwa. Przez pięć minut po meczu byłem w szoku, nie wiedziałem, co powiedzieć. Szwed przecież jest uważany za najlepszego tenisistę wszech czasów - cieszył się "Wandżi".
Druga i trzecia gra to już popis zawodników drużyny z Niemiec. Najpierw Wang Xi 3:0 po-konał Cheung Yuka, a później Robert Svensson 3:1 Martina Olejnika.
Po czwartej grze Wang Zeng Yi z Grodziska, gdy zmierzył się z Wang Xi, do śmiechu mu już nie było. Rywal z Fuldy pewnie wygrał 3:1, a to, co pokazał w ostatnim secie, przejdzie do historii tenisa stołowego w naszym kraju.
W jednej z akcji w tylko sobie wiadomy sposób Xi obronił kilka ataków "Wandżiego", by potem skrócić dystans i sam zaatakować nie do obrony.
Nic dziwnego, że publiczność doceniła to wielkimi brawami. To było naprawdę coś wspaniałego. Ostatecznie tego seta faworyt miejscowych przegrał aż 2:11. Nokaut!
- W ostatnim tygodniu mieliśmy wiele problemów. Nie chcę o nich mówić zbyt wiele, a także zdarzyły się nam kłopoty osobiste. Nie mogliśmy trenować, tak jak byśmy chcieli, i dzisiaj trochę to było widać. Mam nadzieję, że w następnym spotkaniu wyjazdowym z Levallois pod koniec stycznia będzie o wiele lepiej - mówił trener Bogorii Tomasz Redzimski.
Dla jego zespołu była to dopiero pierwsza porażka. Klub z Grodziska Mazowieckiego nadal prowadzi w tabeli grupy D Ligi Mistrzów.
Podopieczni Redzimskiego awans wywalczyli już pod koniec listopada, gdy pokonali we własnej hali hiszpańską Cajagranadę 3:1, która zajmuje teraz drugie miejsce w tabeli.



Eurosport





















