Oglądaj Eurosport i Eurosport 2 na żywo na ekranie Twojego komputera. Zarejestruj się TUTAJ
Powrót króla i betoniary
Witaj Tomku!
To była dla mnie najprzyjemniejsza wiadomość biathlonowego sezonu. I dlatego od niej, a nie od omówienia załączonej tabeli rozpoczynam dzisiejszy blog. Przypuszczam, ba, wiem, że każdy nawet najbardziej obiektywny sprawozdawca telewizyjny bądź komentator, ma swoich ulubionych zawodników, takich z którymi zawsze miło pogada, którzy sami zapytają go co słychać, pozdrowią uśmiechem, bądź przyjaznym gestem dłoni.
Ole Einar Bjoerndalen należy do tego grona. Poznaliśmy się dawno temu, w 1996 roku na mistrzostwach świata w Ruhpolding. Osiągnięć medalowych jeszcze żadnych, ale sposób biegania nie pozostawiający złudzeń, że oto mamy do czynienia z talentem najwyższej próby. Po roku, w Osrblie, też na mistrzostwach świata, przeprowadziłem z nim pierwszy wywiad. A później jeszcze jeden i kilka następnych. Mówił dużo i chętnie, na konferencjach prasowych swobodnie przechodził z angielskiego na niemiecki lub norweski. Kiedy umawiał się, nie było nigdy żadnej nawalanki. Punktualny, uśmiechnięty, dyspozycyjny. Profesjonalista w każdym calu.
Toteż ciężko mi było bardzo śledzić jego dotychczasowe występy w Pucharze Świata. Jedno podium, skromniutkie drugie miejsce na osiemnaście indywidualnych startów, wydawało się, że król już nigdy nie powróci do łask, nie zasiądzie, jeśli nie na tronie, to chociaż w wygodnym królewskim fotelu. I oto proszę, z Kontiolahti, gdzie jak zwykle mróz dobiera się do zawodników i karabinów, nadeszły super wieści dla wielbicieli OEB, w tym dla niżej podpisanego. Po ponad roku (ostatnie jego zwycięstwo to 5.12.2010), Norweg odniósł 93 sukces w Pucharze Świata (+1 w biegu płaskim), a okrzyk radości jaki z siebie wydobył, podobno słychać było po drugiej stronie Bałtyku.
Ponieważ OEB jak nikt inny potrafi się przygotować to Igrzysk Olimpijskich i Mistrzostw Świata, niedzielny triumf w biegu na dochodzenie, będzie spędzał sen z powiek wszystkim tym, którzy już go zawczasu pogrzebali. Koszmarne sny mogą mieć przede wszystkim Svendsen i Boe, którzy jeszcze u schyłku lata mówili o schyłku Bjoerndalena. Nie wiemy jak będzie w Ruhpolding za dwa tygodnie, ale nie zdziwiłbym się wcale, jeśli rówieśnik naszego Tomka Sikory odniósłby piękne sukcesy. A gdyby jeszcze pociągnął za sobą naszego mistrza świata...
Jest tabelka. Obiecaliśmy ja Państwu i napracowaliśmy się sumiennie. Co z niej wynika? Zacznę od pań. Jeśli chodzi o głos na najpiękniejszą biathlonistkę, to już wcześniej oddałem go na Bułgarkę Emilię Jordanową i z tego się nie wycofuję. A poza tym? Jedenaście biathlonistek stawało na podium Pucharu świata, przy czym „Wielka Piątka” (Neuner, Domraczewa, Zajcewa, Berger i Makarainen) aż 47 razy. Pozostałe sześć musiało się podzielić dziesięcioma zaledwie miejscami. Królową sezonu jest i zapewne pozostanie do końca Magdalena Neuner (8 zwycięstw, 15 razy na podium), ale i ona musi się obawiać przede wszystkim bardzo szybko i pięknie biegającej na nartach Domraczewej (trzy zwycięstwa, 12 razy na podium), a także Zajcewej i Makarainen (obie po siedem razy na podium), która w Kontiolahti przypomniała sobie o swoim wspaniałym ubiegłorocznym sezonie. Nie zapominajmy też o Berger, Henkel i Ekholm. Ta ostatnia nie może znaleźć koniecznej motywacji do ciężkiego treningu, więc może sukces w Bawarii przedłużyłby znacznie jej tak piękną już karierę?
Wśród mężczyzn sytuacja jest bardziej skomplikowana. Dwudziestu zawodników stawało na podium, czyli prawie jedna piąta wszystkich startujących w Pucharze Świata. Trzech z nich odniosło po trzy zwycięstwa (Svendsen, Martin Fourcade i Birnbacher), Szwed i Francuz w co drugim starcie zjawiali się na podium i zapewne między sobą rozegrają walkę o Puchar Świata. Czy również im przypadnie większość mistrzowskich tytułów? To już jest mniej pewne. Rosjanie mogą być dumni ze swej nowej kamandy zgromadzonej wokół Ustiugowa i Szypulina. Garaniczew, Łapszin, Małyszko i Makowiejew już zasmakowali podium i wiedzą, że tam jest dobrze i ciepło, kiedy wokół zamiecie i tęgi mróz. A przecież jest jeszcze OEB i urażony mocno w tym sezonie Boe, są Szwedzi (Ferry, Lindstroem i Bergman), Niemcy (Birnbacher, Peiffer, Schempp), cała gromada Francuzów (Simon Fourcade, Boeuf, Jay), gotowych do podjęcia walki w zastępstwie Martina, a także kilku innych, pojedynczych strzelców zdolnych do sprawienia niespodzianki. W sumie będzie fajnie i jak zwykle będzie na co popatrzeć. Bądźcie Państwo z nami przez jedenaście pierwszych dni marca. A ty Tomku uważaj na wyciągach podczas swych narciarskich wędrówek.
Pozdrawiam
Krzysztof
Drogi Krzysztofie!
A tak, szusuję sobie. Na razie w Korbielowie (Twój ukochany Beskid Żywiecki!!!), gdzie znalazłem sympatyczną przystań zaśnieżonym po uszy Hotelu „Jontek”. Jest miło i przyjemnie. Mam wrażenie, że jestem młodszy o kilkanaście lat, bo w Jontku czas się zatrzymał… Jeśli chodzi o infrastrukturę, to minus, ale jeśli weźmiesz pod uwagę ciepło pracujących tu ludzi, to plus. Dziś w nowym schronisku na Hali Miziowej, niezbyt szczerze mówiąc urokliwym, zagadnął mnie pewien narciarz. - Poznałem pana po głosie – powiedział – ale czy pan jest Wyrzykowski czy Jaroński? No widzisz, nigdy nie zostaniemy celebrytami, bo nasze fizis nie są rozpoznawalne. Żałujemy? Pewnie nie. Co innego redaktor Iwaszkiewicz, który w Jontku (przypadkowo się spotkaliśmy) jest kimś ważnym. Pięknie Iwaszko opowiadał, jak uczył się stukać na komputerze. Jerzy tłukł się kilka godzin do Korbielowa, bo zamarzył sobie, by na świeżym śniegu przejechać na nartach przez las, najlepiej na Buczynce. Jakie to romantyczne…
Z Korbielowa ruszam na tydzień do Austrii, by doskonalić moje umiejętności narciarskie i tym lepiej, wraz z Tobą, komentować mistrzostwa świata w Ruhpolding. Przygotowywać się nie muszę, bo Twoja tabelka – nie bójmy się słów – wyjaśnia wszystko. U panów pełen luz, u pań – jak nazwali internauci – betoniary. Oczywiście na mistrzostwach wcale nie musi być jak w Pucharze Świata. Nie od dziś wiemy, że czempionaty rządzą się swoimi prawami. Podobnie jak Ty ucieszyłem się sukcesem Ole Einara. Co ciekawe nasz zaprzyjaźniony biathlonowy bloger, August Edynburski (zwany przez Ciebie nie wiadomo dlaczego Amsterdamskim), w swoim blogu po zawodach w Kontiolahti dał taki sam tytuł, więc ja – byśmy nie byli posądzeni o kopiowanie – dodałem „i betoniary”. Nie wiem czy jest ładnie tak mówić o Neuner czy Domraczewej, ale może będzie się klikać.
Piszesz Bjoerndalen, myślisz… Sikora (kiedyś myśleliśmy partia, pisaliśmy Lenin, albo odwrotnie, już nie pamiętam, bo tak nie myślałem akurat). To się samo nasuwa. Poproszony o komentarz dla „Gazety Wyborczej” napisałem: „Mistrzostwa świata są w tym sezonie najważniejszą imprezą, zwłaszcza dla Tomasza Sikory, któremu - z różnych względów - pucharowy sezon nie wyszedł. Sikora jest jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w biathlonowej rodzinie. Jest przy tym profesjonalistą, znającym doskonale swój organizm. Jeśli zdecydował się na indywidualne treningi w Antereselvie zamiast startów w PŚ, to z jasnym założeniem, że do rywalizacji wróci w pełni formy. Znam Tomka od wielu lat i mam do niego zaufanie. Jednak o medale w Ruhpolding będzie bardzo trudno. Młodzież atakuje, o czym przekonał się sam Ole Einar Bjoerndalen. Jest bardzo szeroka stawka zawodników, którzy walczyć będą o czołowe lokaty. Trzeba być jednak optymistą, o czym przekonał nas Ole w Kontiolahti. Warto tu dodać, że właśnie w Ruhpolding, 19 lat temu Sikora i Bjoerndalen rywalizowali o medale w mistrzostwach świata juniorów. Oby historia się powtórzyła!” Zdania nie zmieniam i już cieszę się na wspólny komentarz, że studia w Warszawie, które na tę okoliczność możemy nazwać studio „Ruhpolding”.
To już niedługo… Na razie nie piszę więcej, bo w głowie mam mniej poważne rzeczy – jak to na urlopie.
Pozdrawiam Ciebie i wszystkich narciarzy…
Tomek
Krzysztof Wyrzykowski i Tomasz Jaroński
























i poczucie humoru.Reszta świata komentatorskiego wypada przy Was bladziutko, oj,jak bladziutko.
Bardzo się ze zwycięstwa OEB ucieszyłam - uwielbiam starych, dobrych mistrzów. Mam nadzieję, że wróci do grona najlepszych i pan Tomek. A jeśli nie wróci to nic nie szkodzi - dostarczył już przecież mnóstwo radości i wzruszeń.
Bardzo serdecznie pozdrawiam.Opublikowane 18/02/2012 o godz. 23:14