Zarówno przed jak i po walce z Mariuszem Pudzianowskim Tim Sylvia był krytykowany niemal na każdym kroku. Nie przepadają za nim kibice, nie przepadają za nim dziennikarze zajmujący się MMA. W końcu, nie lubią go jego rywale. Dlaczego? Zdaniem większości jest on zawodnikiem, który nie posiada wystarczająco dużych umiejętności i swoje sukcesy zawdzięcza przede wszystkim swojej posturze - przy 203 cm wzrostu Sylvia waży przeważnie około 125 kilogramów - i taktyce opracowanej przez trenerów.
Przed walką z "Pudzianem" podczas konferencji prasowej "Maine-iac" wniósł na wagę aż 138 kilogramów, najwięcej w karierze. Nie spodobało się to wszystkim, którzy kupili bilety na galę "Moosin". Sylvia próbował się bronić, mówiąc, że kiedy podpisano kontrakt "Dominator" był bardzo ciężki.
- To było celowe - tłumaczy się amerykański zawodnik teamu Miletich Fighting Systems. - Chciałem być ciężki na ten pojedynek, bo kiedy podpisaliśmy umowę on ważył 152 kilogramy (336 funtów). Na pierwszej konferencji prasowej zbił wagę do 136 kilogramów, a później ważył mniej o kolejnych 10 kg - wyjaśnia. - Ważyłem 129 funtów w trakcie treningów, a potem jadłem jak zazwyczaj, pięć razy dziennie, by przybrać na masie - dodał.
Brak odpowiedniej formy u Sylvii był widoczny - nie tylko Mariusz Pudzianowski miał poważne problemy z kondycją. Amerykanin po kilku minutach walki, również bardzo ciężko oddychał. Z tego powodu, kiedy wszedł do klatki, przywitało go porcja gwizdów. "Pudzian" mógł liczyć na wspaniały doping, nie tylko polskich, ale również amerykańskich fanów.
Strategia Sylvii była prosta - uważać przez pierwsze dwie minuty. - On nie miał odpowiedniego zasięgu, by mnie trafić. Poza tym jest tak umięśniony, że nie mógł atakować ciosami prostymi. Wiedzieliśmy, że będzie kopał i próbował mnie przewrócić na ziemię - zdradził.
Która z nielicznych akcji "Dominatora" zrobiła największe wrażenie na "Maine-iac'u"? Żadna. Nawet niskie kopnięcia, którymi zdemolował w swojej pierwszej walce Marcina Najmana.
- To nie było dobre kopnięcie. Było tylko twarde i mocne, ale nie kopnął mnie tam, gdzie powinien. Trafił mnie w łydkę. Drugie kopnięcie było poniżej kolana, a trzecie zablokowałem - powiedział.
Po walce Sylvia powiedział o sobie, że jest "kimś w rodzaju legendy MMA" co nie przysporzyło mu większej sympatii u kibiców.
- Wiem czego dokonałem - stwierdził, dodając, że nie ma zamiaru się zmieniać. - Jeśli mnie nienawidzicie, ja nienawidzę was. Nie obchodzi mnie to, czy mnie lubicie. Nie zmienię się dla nikogo i nie będę całował ludzi w tyłek. To nie dla mnie. Ja jestem ze Wschodniego Wybrzeża i tacy jesteśmy - zadeklarował.
Sylvia ma nadzieję, że dzięki wygranej z Pudzianowskim, niebawem otrzyma szansę walki dla większej organizacji niż "Moosin". - W 2011 roku chciałbym dołączyć do Strikeforce lub UFC - zakończył.



From Official Website




















