W oparciu o te dowody (m.in. nagrania wideo) Walczak zrekonstruował kontrowersyjną część rywalizacji:
- Spiker zapowiada: w pierwszej parze pierwszego przejazdu półfinałowego wystartują Aleksandra Król i Jagna Marczułajtis. Na to krzyknął prezes Polskiego Związku Snowboardu Marek Król: pomyłka, pomyłka, Weronika Biela ma jechać. Po chwili pyta trenera kadry Pawła Dawidka: co jest grane? Miała być Biela, a jest Marczułajtis. Odpowiedź: cicho, nie tak głośno.
Nerwową rozmowę między panami potwierdził jeden z zawodników Andrzej Gąsienica-Daniel, który zasugerował żonie, aby poszła sprawdzić wydruk do słowackiej firmy obsługującej pomiar czasu. Zamiast Jagny pobiegłem ja i zapytałem: kto ma jechać w pierwszej parze? Odpowiedź: numer 137 (Król) i 142 (Marczułajtis). Słowak pokazuje mi wydruk z chronoprintera.
Wybiegam z pojazdu pomiaru czasu i krzyczę: Stop! Fałszerstwo! Na te słowa nie zareagowali ani panowie Król i Dawidek, a także sędzia główny Rajmund Bom. Pokazuję fotkę z chronoprintera, ale zawody toczą się dalej, jedzie kolejna para. Żona chce się upewnić i udaje się do Słowaków.
Do pojazdu wchodzi żona. Słowacy pokazują jej wydruk z wynikami. W tym momencie zostaje wyproszona przez pana Króla, który do środka pojazdu zaprasza pana Dawidka i sędziego głównego Boma. Po kilku minutach spiker informuje, że nastąpiła pomyłka, przejazd Bieli i Aleksandry Król zostaje anulowany, a na start zaprasza Król i Marczułajtis.
I potem wszystko przebiega fair. Żona wygrywa pierwszy przejazd z przewagą 70 setnych sekundy. W drugim, po minięciu trzeciej bramki licząc od mety - a nie szóstej jak twierdzi Dawidek - ma wywrotkę.
Reasumując: nie było żadnej pomyłki ze strony obsługi pomiaru czasu, natomiast była ewidentna próba manipulacji wynikami i tej prawdy będziemy dochodzili drogą sądową - zakończył Walczak.
Sędzia główny na pytanie czy rywalizacja przebiegała prawidłowo, odpowiedział: - Wszystko było w porządku, zawody przeprowadzono poprawnie. Przepraszam, ale jestem chory i ciężko mi jest mówić. Resztę, punkt po punkcie, będziemy wyjaśniać w ministerstwie sportu.
Dlaczego sędzią głównym został członek zarządu, wiceprezes, ojciec startującego zawodnika? Marek Król odpowiedział: - Bo to zarząd organizował mistrzostwa, a ponieważ związek nie posiada środków, to członek ten jako sędzia z licencją PZS wykonywał pracę społecznie. W innym przypadku nie moglibyśmy przeprowadzić imprezy, bo zawsze jakiś zawodnik jest powiązany z osobami organizującymi zawody.
W komunikacie przesłanym w środę przez związek napisano: "Zarząd kategorycznie odrzuca oskarżenia pani Jagny Marczułajtis-Walczak w przedmiocie sfałszowania wyników zawodów w dniu 28 lutego. W związku z licznymi pomówieniami Polskiego Związku Snowboardu na forum publicznym bez udowodnienia swoich racji w oparciu o prawomocne orzeczenie sądowe i kształtowaniu w mediach publicznych fałszywego wizerunku Polskiego Związku Snowboardu zarząd kieruje sprawę na drogę właściwego postępowania sądowego".
- Także na ten temat



Imago





















