Snowboard - Valmalenco
12/03/2010 - 14:56Ligocki trzeci. Walczył do upadłego! (WIDEO)

Mateusz Ligocki odgryzł się Piotrowi Nurowskiemu! W Pucharze Świata w Valmalenco 27-letni snowboardzista był trzeci w snowcrossie. Pobił swoisty rekord świata, bo w porównaniu z kwalifikacjami poszedł w górę aż o 26 miejsc. - Jestem przeszczęśliwy! Pokazałem, że zawsze walczę do końca - cieszył się.
Świetny występ w przedostatnim w tym sezonie Pucharze Świata to równocześnie pierwsze podium Ligockiego od września 2008 roku.
EFEKTOWNY PÓŁFINAŁ W WYKONANIU LIGOCKIEGO (WIDEO)
"Matys" ma podwójną satysfakcję. Sukces smakuje tym bardziej, że po fatalnych igrzyskach szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego zagroził zakręceniem rodzinie Ligockich kurka z pieniędzmi. - Ligockim już nie pomożemy - mówił wtedy podniesionym głosem Piotr Nurowski.
Impreza we włoskich Alpach miała pełną obsadę, dlatego Mateusz Ligocki w pełni zrehabilitował się za zawalone igrzyska. Ligocki przebłysk formy miał przed tygodniem w czeskich Rejdicach. Wygrał tamtą imprezę, choć były to tylko zawody Pucharu Europy. W Valmalenco mierzył się już z najlepszymi.
Początek miał fatalny. W kwalifikacjach był 29. i wszedł do zawodów rzutem na taśmę. W gronie 32 zawodników zabrakło zresztą miejsca dla dwóch innych Polaków Macieja Jodki (43.) i Marcina Bociana (56.). Jako że Ligocki był tylko nieznacznie lepszy od kolegów, w biegach o stawkę startował w czarnym plastronie, czyli dostawał tory, które zostawiali rywale. Oczywiście najgorsze.
Mateusz Ligocki był więc na straconej pozycji, ale się nie załamał i przyjął taktykę wyczekiwania. Zostawał z tyłu i czyhał na błędy przeciwników. W 1/8 finału przewrócił się jeden rywal. W ćwierćfinale Ligocki miał jeszcze więcej szczęścia. Wypadło dwóch faworytów, a Polak spokojnie wszedł do najlepszej ósemki.
Z półfinału Ligocki był najbardziej zadowolony. Ten bieg był zresztą jego popisem. "Matys" wziął się do roboty w drugiej części trasy. Wyprzedził włoskiego snowcrossowca i zaczął nabierać szybkości. Do prowadzącej dwójki stratę miał jednak ogromną. Wydawało się, że nic z tego nie wyjdzie, ale Ligocki walczył jak lew, do samego końca. Tuż przed metą, na ostatniej bandzie jakimś sposobem dał radę wyprzedzić drugiego Aleksa Deibolda! Pewny swego Amerykanin w życiu by się nie pomyślał, że Ligocki może wychynąć zza jego pleców. W finale Polak był trzeci. Z bolącą nogą trudno już było o lepszy wynik.
FINAŁOWY PRZEJAZD LIGOCKIEGO W VALMALENCO (WIDEO)
Mateusz Ligocki dawno tak się nie cieszył. - Udowodniłem, że w sporcie, a w szczególności w snowboardzie wszystko jest możliwe. Jestem bardzo, bardzo zadowolony. Po kwalifikacjach spojrzałem na ten 29. numer na koszulce, ale zacisnąłem zęby i nie odpuściłem - mówił wyraźnie zadowolony w rozmowie z eurosport.pl.
- Nie chcę tego traktować tak, że zagrałem na nosie panu Nurowskiemu. Po igrzyskach szef PKOl był zdenerwowany, ale teraz pewnie żałuje swoich słów. Panczenistki się odgryzły, ja też, teraz czas na Michała i Paulinę. A z prezesem Nurowskim mam nadzieję, że wkrótce się wyściskamy - dodawał z uśmiechem.
Ligocki przyznał, że po ostrych słowach Nurowskiego dostał mnóstwo głosów poparcia. - Dostaliśmy nawet propozycję startowania na kolejnych igrzyskach w barwach innej reprezentacji. Nie powiedzieliśmy ani tak, ani nie. Ale jestem Polakiem i chcę reprezentować nasz kraj - zapewnił "Matys".





You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 6 z 6