Na piątkowym posiedzeniu pojednawczym przed zakopiańskim sądem rejonowym, pełnomocnik zawodniczki i jej męża oświadczył, że kategorycznie domaga się od Dawidka przeprosin i przyznania się do winy oraz wypłaty roszczeń finansowych.
"Nie padło słowo przepraszam ze strony oskarżonego, dlatego nie bardzo jest o czym dyskutować" – powiedział dziennikarzom na korytarzu sądowym pełnomocnik Marczułajis, mec. Andrzej Przewrocki.
W najbliższym czasie sąd wyznaczy termin rozprawy karnej z powództwa cywilnego Marczułajtis-Walczak i jej męża.
Podczas mistrzostw Polski w Jurgowie (małopolskie) 28 lutego w walce o awans do ścisłego finału slalomu giganta równoległego zawodniczka upadła pod koniec trasy. Wtedy usłyszała od trenera niecenzuralne słowa: "stara p... do domu". Później Dawidek miał powiedzieć do Andrzeja Walczaka: "ćwoku, do domu dzieci pilnować". Słowa te słyszeli kibice i zawodnicy stojący w pobliżu zdarzenia. Są również amatorskie nagrania dokumentujące to zajście.

























