Niby bardzo wiele różni tamten grudniowy półfinał pomiędzy O'Sullivanem i Higginsem, ale nie sposób też nie dostrzec też podobieństwa. Inny był to turniej, inne pieniądze i prestiż, inne okoliczności, inna faza zawodów, ale scenariusz niemal bliźniaczy.
W tamtym pamiętnym spotkaniu, nazwanym przez nas "Ostatnim klasykiem dekady" i "Meczem-pomnikiem", O'Sullivan przegrywał 2-8, żeby w dramatycznych i kontrowersyjnych okolicznościach doprowadzić do remisu 8-8. Ostatnią partię wygrał jednak zachowujący przez cały czas spokój John Higgins.
Murphy powrócił i WYGRAŁ
Kilka miesięcy później, w finale rozpoczynającego sezon 2010/11 turnieju Wuxi Classic, wszystko toczyło się według podobnego scenariusz i po myśli grającego po raz trzeci w finale tej imprezy Ding Junhuia. Grał pewnie i regularnie budował wygrywające brejki. Kiedy po dziesięciu partiach tablica wyników wskazywała rezultat 8-2 dla faworyta chińskiej publiczności, kwestią (krótkiego) czasu wydawało się dołożenie przez Dinga brakującej partii i przypieczętowanie drugiego w karierze sukcesu w rozgrywanym w rodzinnym mieście turnieju.
Fantastycznie prezentujący się wcześniej w tych zawodach Murphy nie zamierzał jednak składać broni bez walki. Anglik, który w ćwierćfinale w niecałą godzinę pokonał Stephena Hendry'ego 5-1, a w półfinale obrońcę tytułu Marka Allena 6-1, w jednej chwili przeszedł w tryb ofensywny.
>>> ZOBACZ drabinkę Wuxi Classic 2010 <<<
Mistrz świata z 2005 roku popisał się w ostatnich siedmiu frejmach całą serią wysokich brejków - 78, 38, 44, 92, 59, 58, 96 i 86. Ding Junhui gasł z każdą następną wbijaną przez rywala bilą. W tej zdominowanej przez Murphy'ego fazie meczu Chińczyk zdobył raptem 32 punkty, a w ostatnich dwóch frejmach nie ugrał nawet jednego. Trzeci finał trzeciej edycji tych zawodów urodzony w Wuxi snookerzysta zakończył w podłym nastroju.
Murphy: To jedna z trzech największych wygranych w karierze
Podobnym powrotem w finałowym meczu turnieju zawodowego - zakończonym zwycięstwem - może z przeszłości pochwalić się jedynie Stephen Hendry. Szkot w 1991 roku w finale Masters na Wembley pokonał 9-8 Mike'a Halletta przegrywając wcześniej, podobnie jak Murphy z Dingiem, 2-8.
- Muszę tę wygraną zakwalifikować do grona najlepszych w karierze - powiedział uradowany Murphy. - Może nie jako numer jeden, ale z pewnością łapie się na pierwszą trójkę.
- Nawet przegrywając 2-8 nie przestałem wierzyć, że mogę wygrać. Kiedy udało się dotrwać do przerwy w drugiej sesji z rezultatem 4-8, wszystko zaczęło wyglądać lepiej. Potem tablica wyników z każdą chwilą pokazywała korzystniejszą dla mnie punktację.
- Nie można powiedzieć, że 'to Ding przegrał ten mecz, a nie ja wygrałem'. W ostatnich siedmiu frejmach był tylko jeden, w którym była jakakolwiek wyrównana rozgrywka. Wszystkie pozostałe wygrałem pewnie.
- Miło jest rozpocząć sezon od turniejowego zwycięstwa. Mam nadzieję, że będę potrafił przenieść tę formę na kolejne zawody. Już w Crucible mówiłem, że ćwiczyłem bardzo sumiennie i tylko kwestią czasu jest, kiedy to zacznie przynosić efekty - przypomniał Murphy, który również w mistrzostwach świata pokonał Dinga (13-10 w drugiej rundzie) zanim przegrał 12-13 w ćwierćfinale z Allisterem Carterem.
Shaun Murphy stał się tym samym trzecim triumfatorem zawodów rozgrywanych po raz trzeci i ostatni w formule zaproszeniowej. Zgodnie z zapewnieniami szefa WPBSA Barry'ego Hearna, Wuxi Classic odbywać się będzie jeszcze przynajmniej przez dwa następne lata i stanie się turniejem rankingowym otwartym dla wszystkich zawodowców.
Wynik finałowego meczu Wuxi Classic:
Shaun Murphy 9-8 Ding Junhui
5-89(63), 39-88(42), 18-62(42), 64(49)-37, 16-108(67,41), 43-76(62), 101(101)-1, 17-86
38-81, 0-91(75), 91(78)-6, 82(44)-0, 92(92)-0, 63(59)-8, 72(58)-18, 96(96)-0, 86(86)-0



Imago





















