Mecz miał być ozdobą ćwierćfinałów i nie zawiódł. Obaj przystąpili do pojedynku maksymalnie skoncentrowani, ale początek ułożył się znacznie lepiej Szkotowi. W pierwszym frejmie wbił w brejku 58 i po chwili poprawił dokładając 59.
Podobny przebieg zapowiadał się w drugim frejmie, ale Maguire wbijając czarną na 51 przewagi niepotrzebnie zdecydował się wchodzić w czerwone. Mimo otrzymania dosyć łatwej kontynuacji do środkowej kieszeni, Szkot spudłował i... losy meczu się odwróciły.
Po oddaniu łącznie 168 punktów Ronnie przystąpił do ofensywy. W kolejnych podejściach wbił 81, 116, 62 i jeszcze raz 62 bezapelacyjnie wygrywając trzy frejmy. Nagle zaczął być bezbłędny zarówno w ofensywie, jak i w zagraniach na odstawne.
- Do momentu pierwszego czyszczenia [81 w drugiej partii] nie wykonałem ani jednego godnego uwagi zagrania. Potem coś zaskoczyło. Sam nawet nie wiem dlaczego. Każdy próbuje mnie rozgryźć, ale to niemożliwe. Ja sam nie jestem w stanie - dziwił się Ronnie..
- To były trzy najlepsze następujące po sobie frejmy, jakie rozegrałem od pewnego czasu. Zwykle nie zdarza mi się to nie tylko w meczach, ale i na treningach. Wciąż przytrafiają mi się potężne pudła na łatwych bilach, czasami aż sam się śmieję z tego, jak daleko jestem od celu.
------------------------------------------------
ZAGRAJ w Snooker Managera na eurosport.pl i wygraj NAGRODY
------------------------------------------------
- Potrafię przejść od gry bardzo słabej albo co najwyżej przeciętnej do naprawdę dobrych zagrań i odnalezienia płynnego rytmu - tłumaczył Ronnie.
- Nigdy nie wątpiłem w swoją konkurencyjność, nigdy nie wątpiłem w swoją nieprzejednaność. Wiem, na co mnie stać i co drzemie we mnie - cieszył się z odwrócenia losów meczu Anglik.
WIDEO: Fenomenalne zwieńczenie meczu z Maguirem - drugi brejk O'Sullivana w wysokości 62 punktów w czwartej partii. W końcówce zagrania nieosiągalne dla wielu innych snookerzystów: dojście z różowej do żółtej, z żółtej do zielonej i z zielonej do brązowej. Poezja snookera...
Półfinałowym rywalem O'Sullivana będzie Peter Ebdon, który wcześniej wyeliminował Martina Goulda. Był to trzeci mecz "Ebbo" w tych zawodach i... dopiero pierwszy, w którym udało mu się przekroczyć pięćdziesiąt punktów w podejściu.
Najczęściej wspominanym pojedynkiem O'Sullivana z Ebdonem jest ich ćwierćfinałowe starcie z mistrzostw świata w 2005 roku. "Crazy Peter" spowalniał wówczas grę za co później był nawet otwarcie krytykowany przez wiele snookerowych autorytetów z Johnem Parrottem na czele. Pokonany wtedy Ronnie w nerwach i bezradnym wyczekiwaniu na swoją kolej uderzenia rozdrapał do krwi czoło.
- Peter to Peter. On z ciebie wyszarpie wygraną. Nie pozostaje nic innego, jak tylko się z tym zmierzyć. Całe szczęście, że to tylko pięć frejmów [niedzielny półfinał World Open]. Gdyby miało być 35 byłbym w poważnych tarapatach. On potrafi doprowadzić do ruiny - pół żartem, pół serio mówił O'Sullivan.
Ronnie i "Ebbo" zagrają w niedzielę w pierwszym półfinale, który rozpocznie się o godzinie 15 polskiego czasu. Na żywo ten mecz obejrzeć będzie można od samego początku w Eurosport Playerze. O 16:30 relację z Glasgow rozpocznie główny telewizyjny kanał Eurosportu.
W drugim półfinale zagrają Mark Williams, który wcześniej efektownie rozprawił się z Ding Junhuiem, oraz Neil Robertson.
Australijczyk do najlepszej czwórki dołączył jako ostatni po pokonaniu Ricky'ego Waldena 3-1.
Wyniki:
Ronnie O’Sullivan 3-1 Stephen Maguire
0-117(58,59), 81(81)-51, 116(116)-0, 124(62,62)
Neil Robertson 3-1 Ricky Walden
84(69)-39, 99(53)-16, 16-102, 78(78)-1



Imago





















