Tym razem ofiarą Australijczyka padł Ronnie O'Sullivan - bez wątpienia najbardziej utytułowany i uznawany za najlepszego spośród dotychczasowych finałowych rywali. Wcześniej aktualny mistrz świata pokonywał mniej znanych i niżej notowanych snookerzystów. W aż czterech z pięciu poprzednich finałów "Robbo" grał z zawodnikami będącymi w momencie przystępowania do turnieju poza pierwszą szesnastką rankingu.
W 2006 roku wygrał w Grand Prix pokonując w finale Jamiego Cope'a. Kilka miesięcy później triumfował w Welsh Open kosztem Andrew Higginsona. W drugiej połowie 2008 roku odniósł zwycięstwo z Matthew Stevensem w pierwszej - i najpewniej ostatniej - edycji Bahrain Championship. Wreszcie w minionym sezonie pokonał w UK Championship Ding Junhuia, a w finale mistrzostw świata wypunktował powracającego dopiero do elity Graeme'a Dotta.
Jeśli patrząc na ten rekord ktoś próbował podważać wartość sukcesów Robertsona, to triumf Australijczyka w World Open wytrąca wszelkie krytyczne argumenty. "Robbo" był nie tylko skuteczniejszy od czarującego w poprzednich meczach O'Sullivana.
- Neil był dzisiaj lepszym zawodnikiem - zgodził się bez fałszywej kurtuazji Ronnie. - Grał lepiej, zasłużył na zwycięstwo. Jest mistrzem świata i numerem jeden na rankingu. Pokonał mnie tak, jak należało się spodziewać po mistrzu świata i numerze jeden. Powiedziałem mu po meczu "dobra robota", bo rzeczywiście właśnie taką wykonał - przyznał zaraz po zakończeniu spotkania O'Sullivan.
Istotnym dla przebiegu meczu był już pierwszy frejm, w którym obaj zawodnicy wbili po 43 w brejkach - ten O'Sullivana skończył się pechowym zgubieniem z białą bilą w środkowej kieszeni. Faktem jednak jest, że Anglik spodziewał się, że po zagraniu ze wsteczną rotacją może do tego dojść, ale postanowił zaryzykować, na czym ostatecznie stracił.
Drugi frejm przyniósł jedyną setkę finałowego meczu - 107 autorstwa Robertsona. W kolejnym ożywił się O'Sullivan, który zrobił maksymalny użytek z ustawienia snookera za stojącą blisko bandy żółtą. Zostawioną przez Robertsona ćwierćszasę zamienił w wygrywające 72.
NA ZDJĘCIU: Robertson składa się do decydującej różowej w ostatnim frejmie finału z O'Sullivanem
Krótko po rozpoczęciu czwartego frejma inicjatywa powróciła do Australijczyka, który nie oddał jej już do końca meczu i pewnie sięgnął po szósty w karierze rankingowy tytuł.
- Wygrałem i zwycięstwa w finale właśnie z takim rywalem jak Ronnie bardzo potrzebowałem - cieszył się "Robbo". - Niezależnie od dzisiejszego rozstrzygnięcia uważam, że on przewyższa nas wszystkich o całą klasę. Dzisiaj po prostu nie zagrał tak, jak potrafi.
- W maju spełniłem jedną ze swoich sportowych ambicji sięgając po mistrzostwo świata. Teraz wiadomo już, że będę numerem jeden na rankingu [po październikowej rewizji listy]. Moim celem na ten sezon było także wygranie któregoś z turniejów rankingowych, bo zwykło się uważać, że po zdobyciu mistrzostwa jest to jeszcze trudniejsze. Wszystko udało się zrealizować bardzo szybko. Teraz pozostaje mi dążenie do wyciśnięcia z reszty sezonu wszystkiego, co możliwe - zadeklarował najwyraźniej nieco zaskoczony świetną dyspozycja w Glasgow.
Nei Robertson za zwycięstwo otrzyma 100 tysięcy funtów i 7000 punktów rankingowych. O'Sullivan będzie musiał zadowolić się kwotą 40 tysięcy funtów i 5600 punktów do rankingu, co pozwoli mu przesunąć się na czwarta pozycję. Anglik otrzyma także nagrode za najwyższego brejka turnieju - 147 wbite w pierwszym swoim meczu w fazie telewizyjnej z Markiem Kingiem.
Wynik finałowego meczu World Open:
Neil Robertson 5-1 Ronnie O'Sullivan
75-51, 107(107)-0, 18-79(72), 73(59)-15, 66(66)-0, 63-44



From Official Website





















