Ogromnymi plusami była też możliwość rozegrania, a dzięki temu i zobaczenia, wszystkich meczów na jednym stole. Ekscytujące, choć najgorzej oceniane ze względu na przyjętą "rankingową sprawiedliwość", było losowanie par przed każdą rundą.
Podsumowując: w poturniejowych komentarzach zwraca się uwagę, że z nawiązką potwierdziły się wszystkie oczekiwane zalety, a przewidywane wady okazały się... mocnymi stronami.
W tej sytuacji zaskoczeniem nie są wypowiedzi finalistów turnieju: Neila Robertsona i Ronniego O'Sullivana. Obaj są wielkimi zwolennikami krótszego systemu i - idąc za ciosem - postulują skrócenie mistrzostw świata, w których najkrótsze mecze toczą się do dziesięciu, a najdłuższy do osiemnastu wygranych.
- Pobyt w Sheffield [podczas mistrzostw] to bardzo długi okres - podkreśla O'Sullivan.
- 17 dni. Dla zawodników to zdecydowanie za długo. Są przecież mecze, które rozgrywa się na przestrzeni trzech dni. To nie jest konieczne.
- Gdyby w każdym takim pojedynku grali Neil i John Higgins, mógłbym na to patrzeć od rana do wieczora. Nie każdy jednak potrafi grać tak dobrze, jak oni i Stephen Hendry.
- Wśród snookerzystów nie ma wystarczająco wielu zapewniających odpowiedni poziom rozrywki - wytyka Ronnie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
DOŁĄCZ do Snooker Managera na eurosport.pl. ZOBACZ statystyki, których gdzie indziej nie znajdziesz
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tego samego zdania jest Neil Robertson, który tegoroczny finał z Graemem Dottem zakończył kilka minut przez drugą w nocy polskiego czasu.
- Osobiście wolę, kiedy mecz rozstrzyga się w jednej sesji. Nie podchodzi mi wracanie do hotelu i zabijanie czasu. Uważam, że World Open okazał się wielkim sukcesem. Być może największym spośród turniejów, w jakich kiedykolwiek grałem.
- Według mnie finał mistrzostw świata powinien być rozgrywany maksymalnie do 13 frejmów. W innym przypadku dochodzi do znużenia, tak jak było to w moim meczu z Graemem - przypomniał Robertson.
Od czasu pojawienia się w gronie decydentów Barry'ego Hearna zawodowy snooker powitał wiele ożywczych nowinek. Szef World Snooker Ltd. od początku jednak deklarował, że nie zamierza dotykać i zmieniać nic, co wiąże się z trzema flagowymi, świetnie funkcjonującymi turniejami: mistrzostwami świata, UK Championship i londyńskim Masters.
- Po co naprawiać coś, co nie jest zepsute? - pytał retorycznie Hearn.
W świetle powyższych wypowiedzi i w kontekście rodzącego się powoli poczucia przyzwolenia ze strony zawodników, niewykluczone, że zmieni zdanie. Jakichkolwiek istotnych korekt - ani tym bardziej rewolucji - nie należy się jednak spodziewać wcześniej niż w przyszłym sezonie.



Imago






















Uważam ze 11 wygranych partii wiązałby tak samo wynik jak 18...Opublikowane 30/09/2010 o godz. 10:23
krótkie 3 frejmowe mecze snooker został obdarty z tego czym naprawdę
jest. Nie ma historii, nie ma napięcia, nie ma szans na powrót, bo nie
ma nawet przerwy pomiedzy frejmami....Opublikowane 30/09/2010 o godz. 09:26
jest tylko pif-paf, pif-paf i koniec. Jeszcze ta beznadziejna muzyka
pomiędzy frejmami, która wogóle nie pasuje do całej atmosfery. Takie mecze jak finał Mastersa z 2006 (Higgins vs. Ronnie) lub Selby vs. Ronnie, gdzie po calej histori, upadkow i powrotów, depresji, rezygnacji
i euforii, Ronnie w ostatniej partii robi 147....Opublikowane 30/09/2010 o godz. 09:25
z China open 2010 (Higgins vs. Ronnie), gdzie Ronnie ze stanu chyba 4-8,
wykonuje niesamowity powrót do stanu 8-8, aby jednak przegrać w
deciderze.
Są to mecze, ktore oglada się już na ziemi, na kolanach. Tutaj poziom
emocji sięga zenitu i jest nie do wytrzymania. TO JEST DLA MNIE
SNOOKER!!!! A nie krótkie show-pow z którego nic nie ma!Opublikowane 30/09/2010 o godz. 09:24
Tak jak już była mowa w krótkim meczu i każde rozbicie waży na wyniku, a nie ma czasu na przebudzenie...wygrywa lepsza forma...i doświadczenie...Opublikowane 29/09/2010 o godz. 22:41
w world open fajne bylo to, ze od pierwszych bil kazdy gral na maksimum. i srali po nogawkach przy rozbiciu, bo okazalo sie, ze to uderzenie, ktorym mozna przegrac 1/3 meczu.Opublikowane 29/09/2010 o godz. 17:46