Snooker
26/07/2010 - 17:13 - Aktualizacja 26/07/2010 - 17:32White: Alex zmarł z głodu. Ważył niecałe 40 kg

Ostateczną przyczyną śmierci Aleksa Higginsa nie była choroba nowotworowa, jak podała znaczna część źródeł. - Alex zmarł z braku pożywienia - przyznał ze łzami w oczach jeden z niewielu jego prawdziwych przyjaciół Jimmy White. W momencie śmierci ciało Higginsa ważyło niecałe 40 kg.
Dwukrotny mistrz świata Alex Higgins, którego zwłoki zostały znalezione w minioną sobotę, zmagał się przez ponad dekadę z rakiem gardła. Radioterapia, której poddawał się, pozwoliła jednak wygrać walkę z chorobą, co potwierdziły badania przeprowadzone jeszcze za życia byłego snookerzysty.
W wyniku zabiegów stracił jednak wszystkie zęby i mógł przyjmować jedynie pokarm w postaci papki. Być może dla krnąbrnego przez całe życie Higginsa było to w jego własnym, niewytłumaczalnym odczuciu upokarzające i przez to, nie całkiem świadom konsekwencji, nie dostarczał organizmowi wystarczającej ilości jedzenia.
Znacznie więcej... wlewał weń ukochanego Guinnessa.
- Alex zmarł z braku pożywienia. Straciliśmy geniusza i jednego z największych mistrzów tej gry - powiedział załamany Jimmy White w rozmowie z Daily Mirror.

- Płakałem wczoraj przez cały dzień. Dla mnie to naprawdę przygniatające doświadczenie.
- Cały czas się o niego bałem. Nie zawsze zgadzałem się z tym, co robił, ale szczerze go kochałem. Nigdy wcześniej nie straciłem tak bliskiego przyjaciela i będę wspominać go przez wszystkie pozostałe dni mojego życia.
- To Alex wyniósł snookera lat siedemdziesiątych na wyżyny, na które dotarł w latach osiemdziesiątych. To wszystko jego zasługa - przekonuje, w czym nie jest osamotniony, Jimmy White.
Nie jadł, bo nie chciał
48-letni zawodnik przyznał też, że przez ostatnie trzy lata Higgins ignorował prośby bliskich o zdrowsze odżywianie się.
- Koniec końców, to nie rak go zabił. Raka już nie było. Zmarł z braku pożywienia. Jakież to chore? - pytał z wyrzutem do świata White.
- Niestety, przynajmniej w tym przypadku, Alex był jedynym panem własnego życia i nie słuchał niczyich rad. Był też wybredny jeśli chodzi o jedzenie. Najwyżej jedna kanapka na dzień. Nigdy nie jadał dużo.
- Jego siostra Jean przynosiła mu posiłki, przygotowywała pieczeń i wrzucała do blendera. Ciężko było zmusić go jednak do zjedzenia czegokolwiek. Nie przepadał za jedzeniem i nie mógł jeść ze względu na brak zębów.

White, który w parze z Higginsem zdobył w 1984 roku tytuł mistrza świata w deblu, został poinformowany o śmierci przyjaciela telefonicznie właśnie przez Jean. Siostra Higginsa znalazła jego martwe ciało w sobotę o 5 po południu. Przyszła wtedy do Aleksa, żeby - jak co tydzień - przynieść mu porcję jedzenia. Kiedy była w mieszkaniu, zostawiona poprzednim razem miska nietkniętego pożywienia spadła na podłogę.
"Wracam, Huragan uderzy ponownie"
- Alex nigdy nie pił bardzo dużo. To stek bzdur, co się o nim mówi. Wypijał co jakiś czas najwyżej sześć, siedem Guinnessów w pobliskim pubie. Jeśli coś go utrzymywało przy życiu, to właśnie był to Guinness - przekonywał White.
W kwietniu tego roku przyjaciele Higginsa, głównie snookerzyści, zebrali blisko 20 tysięcy funtów. Pieniądze te były przeznaczone na operację wstawienia zębów. Miała być przeprowadzona w Hiszpanii, a celem było umożliwienie byłemu profesjonaliście ponowne rozpoczęcie przyjmowania stałego pożywienia.
Sam Higgins z optymizmem patrzył w przyszłość i miał nawet powiedzieć White'owi: "Wracam, Huragan uderzy ponownie".
Wizyta u dentysty w hiszpańskiej Marbelli okazała się jednak ciosem. Higgins dowiedział się wtedy, że jego organizm jest zbyt słaby, żeby wytrzymać trudy zabiegu.
Zgodnie z wolą rodziny, pozostałe ze zbiórki pieniądze - około 10 tysięcy funtów - zostaną przeznaczone na pogrzeb jednego z najlepszych i najbardziej kontrowersyjnych snookerzystów w historii. Data pochówku nie została jeszcze podana do wiadomości.
Księga w urzędzie, puste miejsce w pubie
W głównym urzędzie Belfastu, z którym związane jest praktycznie całe życie Aleksa Higginsa, otwarta została księga kondolencyjna.
Dla dwukrotnego mistrza świata cenniejsze byłyby z pewnością gesty okazywane przez tych, których niemal codziennie widywał w pubie Royal Bar w Sandy Row - robotniczej części południowego Belfastu. Miejsce, w którym przesiadywał godzinami sącząc Guinnessa wciąż pozostaje puste, a przychodzący goście wznoszą do niego kufel w hołdzie dla "jedynego prawdziwego mistrza ludzi".









You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
1 Do 3 z 3