- Awans do finału to bardzo przyjemna sprawa. Nigdy wcześniej nie grałem z Jamiem. Będę chciał cieszyć się dniem, samą okazją i po prostu zagrać dobrze. Rezultat przyjmę pozytywnie niezależnie od tego, jaki on będzie - mówił po zaprezentowaniu wyśmienitej formy w wygranym 6-2 półfinale z Markiem Selbym Allister Carter.
Z tych słów nowego posiadacza tytułu w Shanghai Masters pewni możemy być tylko jednego - że z zadowoleniem przyjął wynik. Nie sprawdziła się cała reszta: w grze Anglika nie było widać ani radości, ani polotu, ani jakości zarówno w ofensywie, jak i w defensywie. Niestety jeszcze niższy poziom zaserwował drugi z finalistów Jamie Burnett, który tym samym udowodnił, że przypadkowe jest nie jego 37. miejsce na liście rankingowej, ale miejsce w finale tak dużej imprezy.
W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak skupić się na suchych faktach i danych statystycznych. Dla Allistera Carter mecz z Burnettem był czwartym finałem w trwającej od 1996 roku karierze i jednocześnie czwartym od maja 2008 roku, kiedy sprawił niespodziankę zostając wicemistrzem świata.
Pierwszy swój tytuł Carter wywalczył w 2009 roku wygrywając Welsh Open. W roku bieżącym był bliski jego obrony, ale w finale pokonał go John Higgins.
Dla Jamiego Burnetta zawody w Szanghaju mimo porażki są absolutnie życiowym osiągnięciem. Szkot, który za kilka dni skończy 35 lat, wcześniej tylko dwukrotnie docierał do ćwierćfinału turniejów rankingowych. Włączając kwalifikacje, rundę dzikich kart i wygrany walkowerem mecz z Ronniem O’Sullivanem, Burnet wygrał aż siedem spotkań zanim musiał uznać wyższość Cartera. Za dojście do finału otrzyma 30 tysięcy funtów, czy o połowę więcej niż zarobił przy stole przez cały zeszły sezon.
Pojedynek z Burnetta z Carterem był pierwszym oficjalnym starciem tej pary. Obaj będą mieli powody, żeby wspominać ten mecz z sentymentem, ale znajdą się i takie, dla których będą chcieli o nim zapomnieć.
Tych ostatnich więcej znajdzie Szkot. Zdając sobie sprawę, że na naszą stronę nie zagląda, zamieszczamy krótkie wideo będące niezłym podsumowaniem jego wyczynów w finale Shanghai Masters - marnej jakości wyjście ze snookera, po którym nie zaliczył czerwonych, a po wprowadzeniu korekty zagrał na tyle mocno, że wystawił łatwą grę Carterowi. Jak się po kilku uderzeniach miało okazać, było to ostatnie zagranie Burnetta w zawodach.
A samo decydujące czyszczenie wyszło Anglikowi całkiem przyjemnie - i jako taki postarajmy się ten finał zapamiętać.
Następny turniej rankingowy odbędzie się już za niecały tydzień. W dniach 18-26 września zawodowych będą rywalizować w Glasgow podczas oferującego unikatową formułę World Open.
Wynik finału Shanghai Masters:
Jamie Burnett 7-10 Allister Carter
25-76, 67-43, 70(51)-47, 7-60, 43-70(62), 71(57)-0, 65-23, 1-71(71), 48-63
15-61, 71-70(52), 0-78(72), 60-37, 17-55, 64-52, 31-68(64), 26-78



Imago





















