Po wczorajszym horrorze w ćwierćfinale i wygranej 5-4 z Matthew Stevensem, Carter wciąż nie był faworytem rywalizacji z dwukrotnym zwycięzcą londyńskiego Masters Markiem Selbym. Podobnego zdania byli zresztą znający się na rzeczy bukmacherzy, a początek meczu zdawał się potwierdzać te przypuszczenia. Selby wygrał wysoko dwie pierwsze partie wbijając po drodze 82 w brejku. Carter w tym okresie częściej gubił się przy zagrywaniu odstawnych niż punktował.
Starszy z Anglików, po wymęczeniu trzeciego frejma, skonstruował jednak wspomniane na wstępie 69 i od tego momentu zachwycał już do końca. Na pierwsze prowadzenie w meczu wyszedł brejkiem 129. Potem dołożył wyrównaną, ale obfitującą w taktyczną grę najwyższej jakości partię na 4-2. W ostatnich dwóch frejmach późniejszy zwycięzca zdobył łącznie 179 punktów nie oddając ani jednego.
WIDEO (prawie 7 minut): fenomenalny 69-punktowy brejk Cartera. Zdecydowanie najlepsze podejście w całym turnieju
- Od stanu 0-2 nie popełniłem wielu błędów - przyznał Carter. - Zrobiłem wspaniałe czyszczenie na 2-2, co dodało mi skrzydeł. Potem wbiłem jeszcze kilka dobrych brejków, grałem solidnie w defensywie i nie zostawiałem okazji Markowi.
- Awans do finału to bardzo przyjemna sprawa. Nigdy wcześniej nie grałem z Jamiem [Burnettem]. Jutro będę chciał po prostu cieszyć się okazją i zagrać dobrze. Przyjmę wszystko, co przyniesie los - zapewnił Carter, który w ćwierćfinale ze Stevensem był o jedną bilę od porażki.
ZAGRAJ w Snooker Managera na eurosport.pl
Pokonany Selby zgodził się, że losy meczu odwróciły się, kiedy nie wykorzystał okazji we wczesnych fazach meczu.
- Miałem szansę wyjść na prowadzenie 3-0 i gdyby to się udało, cały mecz wyglądałby inaczej. Później każdy mój mały błąd był surowo karany przez Allistera - podsumował Mark Selby.
Rywalem Cartera w finale będzie 37. zawodnik oficjalnej listy rankingowej Jamie Burnett, który wcześniej niespodziewanie pokonał 6-1 Jamiego Cope'a.
Allister Carter 6-2 Mark Selby
20-71, 0-85(82), 76-50, 81(69)-35, 129(129)-5, 67-53, 99(99)-0, 80-0



Imago





















