Eurosport Logo
Follow Eurosport on FacebookGet all the latest sports news directly on your wall 
W Eurosport Player
 Roland Garros 2012Oglądaj teraz 
 Siatkówka: Korea Pd - SerbiaOglądaj teraz 
Teraz w Eurosporcie
  • 09:31 TENIS
    TENIS: French Open, Paryż, Franc...
  • 07:30 TENIS
    TENIS: French Open, Paryż, Franc...
 
 
 
Snooker - Premier League

Kolejka cudów. Trzech chętnych, jedno miejsce. Protest O'Sullivana

Ostatnie dwa mecze fazy grupowej tegorocznej Premier League niespodziewanie przyniosły górę emocji. W grze o jedyne wolne jeszcze miejsce w półfinałach tylko teoretycznie liczyło się jeszcze trzech zawodników. W praktyce było ono niemal na pewno zarezerwowane dla Marka Selby’ego.

 
Kolejka cudów - Snooker - Premier LeagueAFP
 

Na szczęśliwy zbieg okoliczności liczył zajmujący ostatnie premiowane awansem miejsce, ale niegrający tego dnia Mark Williams. Cudu potrzebował natomiast Neil Robertson.

Poniższa relacja jest zdecydowanie najdłuższą, jaką napisaliśmy po ligowej kolejce, ale wydarzenia, jakie miały miejsce w czwartek w walijskim Llandudno doskonale to uzasadniają. Były niesamowite emocje, zwroty sytuacji, dramatyczna rozgrywka na czarnej, snookery, faule i fuksy, swoisty protest O’Sullivana przeciwko decyzji sędziego wyrażony zamierzonymi faulami i przegraniem partii, walka z czasem Robertsona, który spóźnił się na pociąg, co niemal przypłacił walkowerem… Uff. DZIAŁO SIĘ!

Po kolei przedstawiamy:

- analizę sytuacji wyjściowej i szans awansu poszczególnych graczy przed czwartkowymi meczami,

- opis meczu O’Sullivan - Selby,

- opis meczu Murphy - Robertson,

- pomeczowe wypowiedzi zawodników,

- końcową tabelę i harmonogram następnych meczów (półfinały i finał).

Sytuacja wyjściowa

Sytuacja przed ostatnim dniem grupowych zmagań w lidze wyglądała następująco:

- przyklepany awans mieli już Marco Fu, Ronnie O’Sullivan i Shaun Murphy; z rywalizacji odpadł na 100% jedynie Ding Junhui,

- w ostatnich dwóch pojedynkach spotkali się: Ronnie O’Sullivan z Markiem Selby (w pierwszym meczu wieczoru) oraz Shaun Murphy z Neilem Robertsonem,

- Selby do pewnego awansu potrzebował remisu z Ronniem. Jednak wygranie ledwie dwóch partii, czyli nawet porażka 2-4, pozwalało mu wyprzedzić w tabeli Williamsa - przy takim wyniku Anglik nie wyszedłby z grupy jedynie w przypadku, gdyby w drugim meczu wieczoru ostatni w tabeli Robertson pokonał Murphy’ego 5-1 lub 6-0,

- Williams, który na wszystko mógł spoglądać już tylko w roli obserwatora, ściskał kciuki za wysoką wygraną Ronniego z Selbym (5-1 lub 6-0) oraz co najwyżej remis Robertsona z Murphym,

- Robertson, który - jak się okazało - nie był nawet świadomy istnienia szansy awansu, musiał z kolei liczyć na porażkę Selby’ego 2-4 i swoją wygraną z Murphym minimum 5-1 ALBO porażkę Selby’ego 1-5 lub 0-6 oraz swoje zwycięstwo choćby 4-2.

Trzech chętnych, jedno miejsce. Faworytem i jedynym mającym w pełni los w swoich rękach: Mark Selby.

O’Sullivan - Selby

Jako pierwsi przy stole stanęli O’Sullivan i Selby. Już w tym spotkaniu mogło się rozstrzygnąć wszystko (przynajmniej remis Selby’ego) lub niemal wszystko (przegrana 2-4 Selby’ego).

Selby miał dobry początek i wydawało się, że pewnie wygra partię otwarcia. Zbudował w brejku 49, ale niespodziewanie spudłował niebieską. Ronnie wbił w odpowiedzi 56, a frejm rozstrzygnął się na jego korzyść po rozgrywce na kolorach i wbiciu różowej.

Druga partia również miała niesamowitą końcówkę. Przy wejściu na kolory Selby wprawdzie przegrywał 43-54, ale zaserwował O’Sullivanowi potężnego snookera chowając białą za stojącą blisko bandy różową i zostawiając żółtą na środku stołu. Ronnie przymierzył po dwóch bandach, pewnie zaliczył żółtą, która leniwie potoczyła się w kierunku… narożnej kieszeni. Nie tylko do niej wpadła, ale jeszcze biała ustawiła się w idealnej pozycji do zielonej. Trzy wbicia później Ronnie prowadził już 2-0.

80-punktowy brejk zwiększył przewagę ośmiokrotnego triumfatora ligi do 3-0. W tym momencie Selby potrzebował wygrać minimum dwie z trzech pozostałych partii, żeby w ogóle liczyć się w grze o awans.

Protest O’Sullivana

Połowę planu Selby zrealizował już w czwartym frejmie, którego wygrał po bardzo kontrowersyjnym proteście O’Sullivana, który w kluczowym momencie rozgrywki nie zgodził się z decyzją sędziującego Paula Collier.

Selby prowadził 49-48 przy rozgrywce o żółtą i postawił nieprzyjemnego snookera: z jednej strony dojście utrudniała środkowa kieszeń, a dalej uniemożliwiała czarna; z drugiej ścianę nie do ominięcia utworzyły zielona i różowa.

Kolejka cudów - Snooker - Premier League O’Sullivan uznał, że jedyną choć czysto teoretyczną szansą na dotarcie do żółtej jest zagranie po rantach narożnej kieszeni (prawa-dolna). Po paru nieudanych próbach wdał się w dyskusję z sędzią Paulem Collier, który - niesłusznie w ocenie zawodnika - konsekwentnie dyktował „chybienia”, przez co każdorazowo odtwarzana była sytuacja sprzed zagrania. Poirytowany tym Ronnie zdecydował się zaprotestować w swoim stylu - zamiast grać na wyjście ze snookera dotaczał białą do stojącej najbliżej zielonej za każdym razem faulując z premedytacją.

Wkrótce doprowadził do sytuacji, w której przewaga Selby’ego wzrosła do ponad 27 punktów. W takich przypadkach sędzia zwykle nie powinien wywoływać „chybienia” i faktycznie Collier tego nie zrobił, co w świetle przepisów w tej konkretnej sytuacji… było jego błędem. Regulacje nakazują wywołanie „chybienia” jeśli zawodnik nie podejmuje próby wyjścia ze snookera i to niezależnie od wyniku punktowego we frejmie.

Do stołu podszedł Selby i korzystając z wolnej bili schował białą za różową. O’Sullivan oczywiście poddał partię.

Paka „za karę”. KULMINACJA

Poirytowany sytuacją O’Sullivan zareagował… wbiciem 116 w podejściu.

Przy 4-1 ostatni frejm miał być dla Selby’ego partią już tylko o szansę na przedłużenie nadziei na pozostanie w lidze. Jednocześnie partia ta, w przypadku wygranej O’Sullivana, prolongowała szanse siedzącego przed telewizorem Marka Williamsa. Z kolei dla mającego wejść wkrótce na stół Robertsona miała zadecydować, czy z Murphym będzie musiał wygrać 5-1 czy wystarczy 4-2. Dwóch przy stole, jeden frejm, stawką los trzech zawodników - nienajgorsza definicja kulminacji.

Zamiast odrodzenia się Selby’ego, dominację kontynuował jednak O’Sullivan. Ładnym brejkiem wyszedł na prowadzenie 55-0 przy 59 na stole, spozycjonował idealnie do robiącej czerwonej i… spudłował. Kilka chwil później Selby wbił swoją pierwszą w meczu długą bilę (skuteczność Ronniego wynosiła w tym momencie 70% przy 0% Selby’ego) i szczęśliwie wyszedł na stojącą blisko zielonej czarną. Grając po długości stołu nie trafił jej jednak do rogu i potrzebował w tym momencie snookera.

Kolejka cudów - Snooker - Premier League W następnych minutach sytuacja w tej dramatycznej rozgrywce zmieniała się jak w kalejdoskopie. Selby kilka razy powracał do gry po faulach O’Sullivana i wypadał z niej po własnych. Wreszcie po przypadkowym zgubieniu się z białą bilą przez Ronniego przy ostatniej czerwonej, Selby - mając czarną na bandzie, zdecydował się (przy 34 straty i 35 na stole) zagrać na remis. Wbił czerwoną z różową zostawiając sobie niemal niemożliwy do sczyszczenia układ kolorów (zdjęcie obok). Zatrzymał się dopiero na czarnej.

Rozgrywkę i mecz zakończyło wykonane przez O’Sullivana skrajne cięcie do żółtej kieszeni. Wynik 5-1 oznaczał definitywny koniec marzeń o awansie dla Selby’ego, przedłużenie szans promocji dla Williamsa oraz znaczne zwiększenie szans Robertsona, który w tej sytuacji potrzebował już „tylko” wygranej z Murphym.

Murphy - Robertson

Emocje w tym spotkaniu rozpoczęły się długo przed pierwszym uderzeniem. Neil Robertson spóźnił się na pociąg i do sali Cymru w walijskim Llandudno przybył zaledwie 20 minut przed rozpoczęciem pojedynku z Murphym. Gdyby Australijczyk, który od pół roku ma kłopoty z wysypianiem się po tym, jak po raz pierwszy w życiu został tatą, spóźnił się więcej lub krócej trwał mecz O’Sullivana z Selbym, zakończyłoby się walkowerem dla Murphy’ego i… awansem Williamsa.

W rozmowie przed rozpoczęciem meczu wyszło na jaw, że Australijczyk był nieświadomy szansy, jaka otworzyła się przed nim po wysokiej wygranej Ronniego z Selbym. Ba! Był przekonany, że swoje szanse pogrzebał już tydzień wcześniej przegrywając z O'Sullivanem 1-5.

- Premier League to wspaniały turniej. Jeśli w następnej edycji Barry Hearn zdecyduje się dać mi zaproszenie, na pewno skorzystam - rozpoczął swą pożegnalną przemowę Robertson.

Zapytany przez konferansjera o wciąż niemałe szanse na grę w półfinałach, odpowiedział wyraźnie zbity z tropu. - No… Cóż… Nie wiem. A co muszę zrobić, żeby awansować? Ostatnio po przegranej byłem pewien, że dla mnie wszystko jest już skończone - mówił bez składu mistrz świata.

Wyraźnie zaskoczony uświadomioną dopiero co szansą, a do tego nierozgrzany Robertson łatwo przegrał pierwszą partię spotkania z Murphym, co oznaczało, że z pozostałych pięciu musi wygrać cztery, żeby załapać się na premiowane, czwarte miejsce.

Tak też się stało. Australijczyk nie zamierzał budować napięcia i rozstrzygać frejmów na kolorach. Sprawę załatwił podejściami 61, 116, 124 i 52. Za nieco ponad tydzień zagra o finał ze swoim wybawcą Ronniem O’Sullivanem. Ich pojedynek w fazie grupowej (rozegrany 11 listopada) zakończył się wygraną Ronniego 5-1.

Powiedzieli po meczach:

Ronnie O’Sullivan: - Byłem doskonale świadomy o co toczyła się gra. Wiedziałem, że jeśli wygram 6-0 lub 5-1, to dla paru innych otworzy się szansa. To było bardzo stresujące, bo miałem wciąż świadomość, że przed telewizorem siedzi gość [Williams], którzy bardzo potrzebują mojej wygranej.

Zasada chybienia jest po to, żeby była stosowana. Ale stosowana w odpowiednich sytuacjach. W tym przypadku to było bardzo irytujące, bo jedyna droga wyjścia z tego snookera była po grze o ranty narożnej kieszeni.

Neil Robertson: To kolejny alarm dla mnie. Nie mogę więcej pozwolić [spóźnienie się na pociąg]. Muszą poprawić się też moje przygotowania do meczów. Nie mogę więcej dopuszczać do sytuacji, w których najlepsze wychodzi ze mnie, kiedy jestem pod ścianą.

Na swój sposób nie zasłużyłem na awans, bo moje przygotowania nie były perfekcyjne. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony z wyjścia do półfinałów i wierzę, że da mi to pozytywnego kopa. Już nie mogę doczekać się przyszłego weekendu [kiedy rozegrane zostaną ostatnie mecze Premier League]. Wcześniej już zapowiedziałem, że jeśli dojdę do półfinałów, to pokażę swoją najlepszą formę. Gram z Ronniem O’Sullivanem i będzie to fantastyczny mecz.

Wyniki ostatnich grupowych meczów rozegranych 18 listopada:

Ronnie O'Sullivan 5-1 Mark Selby
67(56)-49(49), 68-43, 87(80)-12, 48-79, 116(116)-4, 66-52

Shaun Murphy 2-4 Neil Robertson
56-17, 33-67(67), 0-116(116), 108(98)-0, 0-124(124), 29-70(52)

Końcowa tabela Premier League 2010:
kolejno: punkty - mecze rozegrane / frejmy wygrane : frejmy przegrane

1. Ronnie O’Sullivan - 9 - 6 / 23:13
2. Marco Fu - 8 - 6 / 20:16
3. Shaun Murphy - 6 - 6 / 19:17
4. Neil Robertson - 5 - 6 / 18:18
5. Mark Williams - 5 - 6 / 17:19
6. Mark Selby - 5 - 6 / 17:19
7. Ding Junhuui - 4 - 6 / 12:24
o kolejności decydują: punkty, większa liczba wygranych frejmów, wynik bezpośredniego meczu

Harmonogram pozostałych meczów (półfinały i finał):

Sobota, 27 listopada - półfinały (mecze do 5 wygranych):
20.30: Ronnie O’Sullivan - Neil Robertson
około 22: Marco Fu - Shaun Murphy

Niedziela, 28 listopada - finał (do 7 wygranych)
Początek o 20:30

 
Skomentuj artykuł
 
1 Komentarze
Publikuj
 

You are logged in as administrator

  • Your publications will be displayed as such
  • You can delete abusive comments
  • Your abuse report will banish immediatly the user
     
  • 1.
    sexpertcool :DOpublikowane 19/11/2010 o godz. 13:04
     
     
     
 
 
Nie przegap
Eurosport.com
 
Na Facebooku
 
Na Twitterze
 
Na komórkę