Takie rzeczy w zawodowym snookerze się praktycznie nie zdarzają. Marco Fu, który raptem rok temu grał w finale UK Championship, najpierw pokazał, że nie umie liczyć, a potem popełnił kuriozalny faul, dzięki czemu w ostatniej partii Robertson mógł sczyścić bez konieczności wcześniejszego ustawiania snookera.
PODYSKUTUJ NA FORUM O PREMIER LEAGUE
Przy stanie 2-2 bardzo przeciętnego spotkania dwa ostatnie frejmy miały zadecydować o dalszych szansach Neila Robertsona w walce o awans do półfinałów. Potrzebował ich obu, bo tylko komplet punktów przedłużał nadzieję. Fu, z zaledwie jednym remisem w czterech meczach, te szanse w praktyce pogrzebał już wcześniej.
Piąty frejm miał rozstrzygnąć się na ostatniej czerwonej. Taktyczną walkę na tej bili wygrał Marco Fu. Mając pięć punktów straty, otrzymał tzw. "trupa" do środkowej kieszeni. Każdy racjonalnie myślący zawodnik pozycjonowałby do stojącej na punkcie niebieskiej, dzięki czemu na czyszczeniu kolorów nie byłaby potrzebna stojąca blisko bandy różowa. Fu wyszedł na... zieloną. Powbijał do niebieskiej, po czym na stole zostało 13 przy 13 przewagi Azjaty.
Robertson - tu trzeba przyznać: efektownie - wbił dublem po długości stołu różową bilę do zielonej kieszeni (tej samej, do której grał czarną w niesamowitym półfinale Grand Prix z Higginsem) i dołożył czarną z punktu. Losowanie o rozpoczęcie dogrywki wygrał Fu i nakazał grę Robertsonowi. Australijczyk ustawił białą na punkcie żółtej i... znowu skutecznie (!) zagrał dubla do zielonej kieszeni obejmując prowadzenie 3-2.
"Robbo" do pełni szczęścia potrzebował jeszcze następnej partii. A skoro potrzebował, to ją dostał. Pierwsze kuriozum Fu zaproponował ponownie po ostatniej czerwonej. Po jej trafieniu miał 25 punktów przewagi i pozycję niemal na wprost do brązowej z punktu. Gdyby trafił, Robertson potrzebowałby snookera. Spudłował.
Chwilę potem urodzony w Hongkongu zawodnik dostał żółtą, której nie dało się nie wbić. Przewaga wzrosła do 27 punktów przy 25 na stole. Australijczyk potrzebował jednego snookera i wydawało się, że nadzieja na komplet punktów zgasła na dobre. Następnym uderzeniem wzniecił ją ponownie najlepszy przyjaciel Australijczyka w tym meczu, czyli... Marco Fu. Zamiast toczyć zieloną wzdłuż długiej bandy, Azjata zdecydował się na odstawną, przy której pechowo (sic!) zgubił się z białą w środkowej kieszeni. Również przypadkiem zielona nie zatrzymała się na bandzie, ale w miejscu dogodnym do wbicia.
Robertson otrzymał układ bil, przy którym obowiązkiem było sczyszczenie do różowej. Stojącą przy bandzie czarną wbił dublem do środka. Wygrał 4-2 i zachował szanse na wyjście z grupy. Pomeczowy niesmak jednak pozostał.
Zapytany o "dziwne zagranie" Marco Fu na zielonej, Australijczyk odpowiedział: - W tamtej chwili nawet nie zdawałem sobie sprawy, że potrzebuję już snookera. Ale tak. Rzeczywiście było to dziwne zagranie - przyznał.
To była ligowa szopka i chyba tylko najbardziej naiwni mogą skłaniać się ku zdaniu, że Marco Fu uczynił wszystko, co w jego mocy, żeby osiągnąć najlepszy możliwy rezultat.
Marco Fu 2-4 Neil Robertson
54-14, 19-84(42), 41(34)-71(46), 95(90)-0, 63(37)-70(50), 58-60
ZOBACZ AKTUALNĄ TABELĘ PREMIER LEAGUE



Other Agency





















