Pierwszy w historii turniej Power Snookera został rozegrany w londyńskiej IndigO2 według zasad całkowicie odbiegających od tych znanych ze snookera klasycznego. Różnica podkreślona była także poprzez zachęcanie raczącej się różnymi trunkami publiczności do aktywnego udziału w spektaklu.
- Decyzja popchnięcia tego sportu w stronę rynku "kolesi z kuflami" jest smutna - twierdzi Syed.
- Shaun Murphy, ze swoimi nieco zaokrąglonymi kształtami, musiał bić się z uwagami typu "ty tłusty gnoju" czy "głowa do góry, synku". Ding Junhui znosił uwagi, które ocierały się o rasizm, a których nawet nie chcę przytaczać. Michaela Tabb stała się przedmiotem różnych insynuacji o podtekście seksualnym, które tę szanowaną i cenioną sędzię przyprawiły o zawstydzenie. Patricia Murphy, druga z sędziujących o mniejszym jednak dorobku, została poinformowana z trybun: "Chcemy Michaeli, chcemy Michaeli!" - wylicza dziennikarz.
"Pot brown"
- Co najgorsze zawodnicy byli tak często podżegani przez część publiczności do "zapakowania brązowej", że Ali Carter został o to zapytany przez beznadziejnego w swojej roli [konferansjera] Matta Smitha podczas pomeczowej rozmowy. Właśnie w tym momencie zaczynałeś się zastanawiać, czy Power Snooker był wydarzeniem sportowym, czy może jednak postmodernistycznym filmem stworzonym we współpracy z ludźmi, którzy wyprodukowali "American Pie" - pisze dosadnie Syed.
- Wejście do sali IndigO2 w tym dniu było jak wkroczenie do sportowego czyśćca, spojrzenie na to, jak wyglądałby sport, gdyby o jego wizerunku decydowaliby producenci "The Jerry Springer Show".
Produkt jest ok. Opakowanie jest złe
Nawet jednak ten największy - jak się zdaje - krytyk Power Snookera zwraca uwagę na zasadniczy fakt: to nie w samej grze tkwi zło.
- Problemem nie był jednak sam format. Zasady Power Snookera - z dziewięcioma czerwonymi, power zone i meczami trwającymi po pół godziny - straszyły tylko częściowo. Zawodnicy powoli zaczynali rozumieć taktyczne wyzwania stawiane przez nową grę i było kilka ciekawych fragmentów, nawet jeśli zostawały one przyćmione przez zagranie na odstawną tego, który po 15 minutach miał sporą przewagę.
- Nie, to nie produkt był problemem, ale jego opakowanie. I było to całkowicie świadome działanie promotorów (dwóch osób z doświadczenie w przemyśle rozrywkowym), żeby dołożyć [przysłowiową] "iskierkę", "dodać odrobinę splendoru" i "wprowadzić snookera w nową erę".



Eurosport






















Moim zdaniem reagująca publiczność pomysł super, wypicie piwka podczas meczu też, a że znajdzie się banda idiotów to chyba w każdym kraju tak jest.Opublikowane 04/11/2010 o godz. 12:55
Czułem się jakbym oglądał jakiś amatorski meczyk w jakimś obskurnym pubie.
To nie powinno tak wyglądać.
Pomysł ciekawy,ale wymaga sporo korekt pod względem regulaminowym,organizacyjnym,wizualnym i sportowym.Opublikowane 04/11/2010 o godz. 12:28