Snooker - PIOS
05/08/2009 - 14:45Lisowski: Na pewno nauczę się polskiego

Jack Lisowski niedawno pokonał raka. Później na 18. urodziny sprawił sobie prezent wygrywając pierwszy turniej PIOS w sezonie 2009/2010. Jeśli nic niespodziewanego nie przerwie jego kariery, za 12 miesięcy powinien dołączyć do grona zawodowców.
Lisowski jest beneficjentem najważniejszego obecnie wyróżnienia dla młodych zawodników. Stypendium im. Paula Huntera, ufundowane ku pamięci zmarłego na raka w wieku 27 lat snookerzysty, daje możliwość treningu przez cały rok pod okiem najlepszych trenerów, psychologów, z najlepszymi sparingpartnerami i w najlepszych możliwych warunkach gwarantowanych przez Akademię Snookera w Sheffield.
Z jednym z najbardziej utalentowanych snookerzystów młodego pokolenia na świecie rozmawia Przemek Kruk.
26 czerwca 2009 roku: wygrałeś pierwszy PIOS. Czy to największe Twoje osiągnięcie?
Zwycięstwo w PIOS to zdecydowanie moje najcenniejsze osiągnięcie. Wszyscy najlepsi amatorzy z całego świata rywalizują w tych rozgrywkach. Wygranie pierwszego z turniejów cyklu to wymarzony początek sezonu.
Tamten weekend był dla ciebie powodem do podwójnego świętowania. Dzień przed finałowym meczem skończyłeś 18 lat. Spóźnione życzenia z Polski! Jak uczciłeś te dwie okazje?
To był idealny prezent na "osiemnastkę". Po wygranym finale pojechałem do domu, żeby pobyć trochę z rodziną, z którą nie widziałem się przez miesiąc. Wyszliśmy wspólnie coś zjeść. Fajnie było wypić parę drinków po raz pierwszy w życiu. Przez kilka dni nie trenowałem w snookera w ogóle. Pograłem trochę w golfa i wyskoczyłem z przyjaciółmi na zakupy.
Teraz, kiedy jesteś beneficjentem Stypendium im. Paula Huntera i tak dobrze rozpocząłeś sezon, wszyscy będą baczniej Cię obserwować. Presja jest w związku z tym większa?
Mam oczywiście świadomość tego, że wszyscy będę mieć na mnie oko. Kilka tygodni temu grałem w turnieju Paul Hunter Open. Miałem lekki katar i nie grałem, ani nie czułem się najlepiej. To był pierwszy raz, kiedy na całego odczuwałem presję. Powiedziałem o tym tacie, a on mi poradził, żebym skupił się na swojej grze i ignorował innych ludzi. Myślę, że jednak to łatwiej powiedzieć, niż zrobić.
Wcześniej wygrałeś walkę o życie pokonując nowotwór (chłoniaki Hodgkina - przyp.). Czy teraz to już całkiem zamknięty temat i wszystko jest w porządku z Twoim zdrowiem, jak Ci wszyscy życzą? Jak to doświadczenie przekłada się na grę w snookera?
Mając za sobą raka, snooker i zwykłe problemy dnia codziennego schodzą na dalszy plan. Z całą pewnością pozwoliło mi to dojrzeć życiowo i sportowo. Zawsze, kiedy mam doła, potrafię przypomnieć sobie jak było wcześniej i zawsze poprawia to moje nastawienie.
Taki dystans z pewnością pomaga. Z czasem może odegrać też negatywną rolę. Może zdarzyć się tak, że osiągniesz etap, w którym powiesz sobie: "Mam już gdzieś wyniki. Snooker to nie wszystko". Jesteś na to przygotowany?
Nie sądzę, żebym kiedykolwiek doszedł do miejsca, w którym będę miał dosyć snookera. Kiedy byłem chory, wszystko, o czym marzyłem to jak najszybszy powrót do sprawności i wznowienie treningów. Uwielbiam współzawodnictwo i ten cały pośpiech, który wyzwala we mnie snooker. Zawsze wyzwaniem jest to, że motywujesz się do ciężkiego treningu i gry pod presją. Jestem pewien tego, że właśnie w ten sposób chcę budować swoją karierę.
Po chemioterapii powróciłeś w wielkim stylu. Dotarłeś do finału ostatniego PIOS-a w zeszłym sezonie i do półfinału mistrzostw Europy do lat 19. Jakim cudem udało Ci się tego dokonać?
Jak tylko dobiegła końca chemio- i radioterapia, zacząłem ćwiczyć bardzo sumiennie. Czułem się, jak ktoś nowy w tej grze. Ćwiczyłem dziennie tyle czasu, ile to było fizycznie możliwe. Doszedłem do finału PIOS-a i to dało mi pewność i zaufanie do swojej gry. Dostałem dowód, że ciężka praca przynosi efekty. Gdyby wtedy zamiast ćwiczeń zdecydował od razu na grę w turniejach, myślę, że nie był bym w stanie osiągnąć takiego rezultatu.
Co jest Twoją najmocniejszą stroną w snookerze, a co najsłabszą? Technika, taktyka, psychika...?
Myślę, że gram bardzo ofensywnego snookera, co może być zarówno siła, jak i słabością. Kiedy wszystko się układa i bile wpadają do kieszeni, działa to bardzo dobrze. Obecnie pracuję jednak nad tym, żeby działało również wtedy, kiedy gra się nie układa. Właśnie w tym elemencie pobyt w Akademii pomoże mi najbardziej. Cały czas gram tutaj z innymi świetnymi zawodnikami i mogę nauczyć się najszybciej, jak to możliwe, co dzieje się, kiedy gram dobrze i kiedy gram źle. Ze swoich technik mogę być zadowolony, choć jestem pewien, że za kolejne sześć miesięcy będzie jeszcze lepiej. Psychicznie czuję się mocny. Poza tym mam zajęcia z psychologiem w Akademii, dzięki czemu jeszcze podciągnę parę rzeczy.
Wielu snookerzystów ma swoje ulubione zagrania. Jedni wolą głębokie wsteczne rotacje, inni uwielbiają boczne. Masz uderzenie, które lubisz szczególnie?
Moje ulubione zagranie to niebieska z punktu po przekątnej. Jestem w tym naprawdę niezły i wygrałem już trochę pieniędzy w mini zawodach "na niebieskiej". Często też ćwiczę to uderzenie, żeby upewnić się, że prowadzę prosto kij.
Daniel Wells, beneficjent Stypendium im. Paula Huntera sprzed dwóch lat, zawiesił poprzeczkę wysoko. Zakwalifikował się do Main Touru, a po 12 miesiącach był tylko frejma od gry w Crucible. Potrafisz wyrównać ten wyczyn?
Daniel zrobił kawał dobrej roboty przez rok korzystania ze Stypendium. Dołączył do grona zawodowców i tylko frejm dzielił go od mistrzostw świata. Nie wiem, czy będę w stanie zrobić więcej, czy mniej niż on. Mam cel przeć do przodu każdego dnia, wyciągnąć tak dużo, jak to możliwe z pobytu w Akademii. Wtedy będę mógł przekonać się jak daleko zajdę w ciągu roku. Nie da się zrobić więcej, niż to, na co cię stać.
Wydaje się, że masz bardzo dobry kontakt z Danielem. Czy chcesz, czy nie, wszyscy beneficjenci Stypendium będą ze sobą porównywani. W tym sensie Daniel będzie Twoim konkurentem.
Ludzie pewnie będą nas porównywać za kilka lat. Trochę rywalizujemy też ze sobą w Akademii. Układa nam się naprawdę dobrze. Uważam, że wyjdzie to nam obu na dobre, bo wzajemnie dodajemy sobie motywację.
Pytanie, które nurtuje mnie i innych fanów snookera w Polsce najbardziej brzmi: czy Twoje rodzinne korzenie znajdują się gdzieś w Polsce, co sugerowałoby Twoje nazwisko?
To oczywiste, że mieszkając w Anglii i mając na nazwisko "Lisowski" jestem dodatkowo zauważany. Ludzie często mają problemy z jego wymówieniem, co często pomaga rozpocząć rozmowę. Niestety, ani ja, ani moja rodzina nie jesteśmy pewni skąd pochodzimy. Mój dziadek był Ukraińcem, ale wszyscy mi powtarzają, że to polskie nazwisko. Któregoś dnia z pewnością przyjrzę się temu bliżej i sprawdzę, dokąd sięgają moje korzenie.
Grałeś kiedyś z zawodnikiem z Polski? Znasz któregoś z naszych graczy?
Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek grałem, ale wiem, że macie kilku obiecujących zawodników. Snooker dobrze rozwija się w Polsce i mam nadzieję, że kiedyś będę mógł tam zagrać. Lubię też uczyć się obcych języków i polski z pewnością będzie na mojej liście za kilka lat.
Trzech naszych snookerzystów debiutowało niedawno w PIOS-ie, ale żaden nie przeszedł pierwszej rundy. Masz jakąś radę dla nich?
Jedyne, co mogę doradzić, to nie poddawać się presji i pracować tak ciężko, jak to możliwe.
Mówi się, że Twoim ulubionym dziennikiem jest "The Times", a magazynem "The Economist". Tak więc... Kiedy skończy się wreszcie ten cholerny kryzys?!
Lubię czytać w wolnym czasie i faktycznie jednym z moich ulubionych magazynów jest "The Economist". Myślę, że dobrze jest wiedzieć, co dzieje się na świecie szczególnie teraz w okresie recesji. Ma to przecież wpływ życie każdego człowieka - od czołowych sportowców do zwykłych robotników. Zdecydowany procent ludzi ma teraz mniej pieniędzy niż mieli dwa lata temu. Moim zdaniem najgorsze mamy już za sobą i sytuacja się stopniowo poprawia. Minie jednak jeszcze kilka lat zanim banki i konsumenci odzyskają poczucie pewności i znowu zaczną wydawać pieniądze. Cieszę się jednak, że przewidywanie tego nie jest moją pracą.
---
W drugim turnieju cyklu PIOS Jack Lisowski przegrał w pierwszej rundzie z Liamem Highfieldem 3-4. Trudno mówić o większym rozczarowaniu, skoro z tym samym zawodnikiem grał w pierwszym turnieju dopiero w finale wygrywając 6-5. Obecnie Lisowski jest na drugim miejscu rankingu PIOS, z którego ośmiu zawodników po rozegraniu cyklu ośmiu turniejów awansuje do Main Touru w sezonie 2010/2011.






You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0