Steve Davis cofnął czas. Oczywiście nie zagrał porywająco, nie wbijał co frejm wysokich brejków, nie atakował każdej bili. Ale nie tego też oczekiwali kibice przybyli na jego mecz pierwszej rundy z Markiem Kingiem. Chcieli zobaczyć wolę walki, wiarę i snookerową mądrość, które w dużej mierze dały w latach osiemdziesiątych minionego stulecia "królowi Crucible" sześć mistrzowskich tytułów. Chcieli wreszcie zobaczyć jak żywa legenda snookera wygrywa w Sheffield. Choćby ten jeden mecz. Choćby tylko w pierwszej rundzie.
Dostali, co chcieli. Taktycznie i mentalnie Davis zdeptał rywala. Były fragmenty, kiedy King tracił nad sobą panowanie i wyraźnie ogarniały go chwile kompletnej rezygnacji. Szczególnie, że jego dobre zagrania rzadko spotykały się z życzliwym odbiorem kibiców, a po błędach następowały okrzyki zachęty dla rywala.
Tak jednak musi być. W Crucible jest tylko jeden król. Nie King, a Davis. Steve Davis.
Zapracował na wszystko nie w ciągu siedmiu i pół godziny trwania meczu, ale przez 30 występów w snookerowej mekce.
>>> WIDEO: Zobacz, jak Dziadek Steve ryczy ze szczęścia!
- To tylko pierwsza runda, a czuję się, jakbym wygrał turniej - powiedział uradowany Davis.
- Ostatni frejm był torturą. Bile widziałem rozmazane, ale udało się zrobić niezłego brejka, choć widziałem tylko pół bili - wyjawił zwycięzca spotkania tłumacząc, że w decydującej partii wystąpiły u niego objawy migreny ocznej. - Mimo trudów trzymałem się zadania, jakie miałem do wykonania. Wierzyłem, że będzie dobrze.
Przebieg drugiej sesji
Druga sesja została wznowiona przy prowadzeniu Kinga 5-4. Po blisko czterdziestu minutach mozolnej gry zwiększył przewagę do dwóch frejmów. Następne cztery partie wygrał metodyczny Davis, żeby oddać inicjatywę w dwóch kolejnych.
Przy stanie 8-8 sześciokrotny mistrz świata wbił swojego najwyższego brejka sezonu - 91 punktów oprócz niekrytej satysfakcji dało mu prowadzenie w ważnym momencie pojedynku. Pół godziny i kilkadziesiąt taktycznych zagrań później było już 9-9, głównie dzięki 48-punktowemu brejkowi Kinga.
Decydująca partia była przebiegała klasycznie jak na dane okoliczności przystało. Wpadały pojedyncze bile, niskie brejki, były presja i tłumienie w sobie pompującej adrenaliny. Kiedy wreszcie o godzinie 0:38 polskiego czasu Davis wbił czerwoną dającą 38 przewagi przy 35 na stole, z jego gardła wydostał się ryk radości, jakiego nie wydał z siebie nawet po największych triumfach licznie kiedyś odnoszonych pod tym samym dachem.
Po kilku chwilach drżący jak galareta Davis uświadomił sobie, że radość mogła być przedwczesna. Niewiele zmieniło nawet wbicie zielonej na kolorach, bo King walczył do końca o awans i uratowanie miejsca w szesnastce rankingu kilka razy będąc bardzo blisko lub wręcz ustawiając snookera. W jednej z prób odzyskał część strat z faulu rywala.
Egzekucja przyszła niespodziewanie, kiedy na stole pozostały już tylko różowa i czarna. Szukający kolejnej "maski" King uruchomił po bandach różową, która wpadła do jednej z kieszeni definitywnie przekreślając jego szanse.
Davisa, który pewnie wolałby świętować wygraną po własnym wbiciu, a nie snookerowym samobóju rywala, pożegnała owacja na stojąco.
Król... pierwszej rundy
Ten podniosły nastrój ma szansę utrzymać się raczej nie dalej niż do następnego meczu. Trudno przecież uwierzyć, żeby zmagający się nierzadko z prostymi bilami Davis był w stanie postraszyć w drugiej rundzie aktualnego mistrza świata Johna Higginsa.
W nocy z wtorku na środę znowu jednak wrócił na usta całego snookerowego świata. W końcu wygranie meczu w mistrzostwach będąc już po pięćdziesiątce to sztuka, której może już nikt nigdy nie powtórzyć.
Rewanż w cieniu
Na drugim stole swój mecz rozpoczęli Peter Ebdon i Graeme Dott. Piewsza sesja spotkania ochrzczonego rewanżem za finał mistrzostw świata z 2006 roku (wygrał wtedy Szkot) przebiegała pod dyktando Dotta, który ostatecznie zakończył ją prowadzeniem 7-2. Mecz zostanie wznowiony w środę wieczorem i jeśli dopełni się prawdopodobna przegrana Anglika, niemal na pewno pożegna się on z elitarną szesnastką zawodowego rankingu.
Wyniki:
Mark King 9-10 Steve Davis
67(53)-1, 78(47)-8, 52(38)-61, 94(94)-1, 4-86(77), 39-77(30,35), 78(62)-22, 69-35, 31-55
53-33, 40(40)-78(54), 45-76, 0-68(34), 6-60(49), 78-14, 73(54)-45, 0-91(91), 77(48)-42, 43-55
Peter Ebdon 2-7 Graeme Dott (po pierwszej sesji)
85(50)-54(33), 16-105(105), 37(37)-70(53), 12-64(36), 0-105(57,48), 46(41)-68(41), 61-50(50), 36-91
=====================
ZOBACZ GODZINY TRANSMISJI Z MŚ NA EUROSPORT I EUROSPORT 2
Mistrzostwa z możliwością wyboru stołu można w całości oglądać w Eurosport Playerze
Zostań fanem eurosport.pl na Facebooku! Teraz już nie przegapisz żadnego newsa!



Imago





















