26-letni Anglik, który wygrał jedenasty z dwunastu meczów rozegranych w historii swoich występów w Masters, bardzo udanie zrewanżował się za zeszłoroczną przegraną. Wtedy również grali ze sobą Selby i O'Sullivan. Wygrał jednak ten drugi odbierając pierwszemu tytuł po powrocie od stanu 5-8.
- Przegrywając 6-9 myślałem jedynie o tym, żeby rozgrywać każdego frejma oddzielnie - powiedział bezpośrednio po meczu nadspodziewanie spokojny Selby. - Nie zawracałem sobie głowy tym, że do odrobienia mam tak wiele i niewielki margines na popełnienie błędu.
- To zwycięstwo jest dla mnie szczególnie istotne, bo sezon rozpocząłem bardzo kiepsko - zauważył nowy-stary mistrz przypominając, że wcześniej w rozgrywkach 2009/2010 odpadał w pierwszych rundach Shanghai Masters i Grand Prix. - To powinno dać mi dużo pewności siebie i być zastrzykiem wiary przed zbliżającymi się mistrzostwami świata.
Za wygranie zawodów Selby odebrał czek na 150 tysięcy funtów, efektowne trofeum oraz... słodkiego buziaka od dopingującej go przez cały turniej dziewczyny, z którą jest związany od kilku lat Vicky Layton.
W przedostatniej partii, przy prowadzeniu O'Sullivana 9-8 i 65-53 w 18. frejmie, broniący tytułu Anglik zaserwował Selby'emu zabójczego snookera na żółtej bili. Po dłuższej chwili zastanowienia Mark zagrał mocno od bandy zaliczając bez faulu, ale i zostawiając możliwość wbicia. Ronnie potrzebował skrajnego cięcia na żółtej przez co kontrola białej bili pozostawała bardziej w rękach losu niż jego samych.
Mimo to znalazł się w okolicach bili zielonej. Dylematem było jednak dokonanie wyboru, do której kieszeni wykonać kolejne trudne cięcie. Czterokrotny triumfator Masters nie brał nawet pod uwagę zagrania odstawnej mając w świadomości, że od sukcesu dzielą go tylko dwa tarfienia. Próba okazała się jednak nieudana, co pozwoliło Selby'emu doprowadzić do stanu 9-9.
- Mark zagrał dobrze i zasłużył na wygraną - przyznał O'Sullivan. - Tamtą zieloną ścinałem, bo trzeba próbować, kiedy okazje nadchodzą.
Zapytany, czy był to trudny tydzień, odpowiedział bez zastanowienia: - Nie. I nie jest to objaw braku szacunku dla pokonanych rywali, ale zwykła odpowiedź na pytanie. Nikt nam, zawodowym snookerzystom, nie płaci przecież za pudłowanie bil. Końcowym rezultatem finału nie jestem szczególnie rozczarowany - zapewnił O'Sullivan, który na bieżący sezon powziął postanowienie, że nie będzie dołować się po porażkach, ale i nie będzie nadmiernie świętował ewentualnych sukcesów.
O'Sullivan zagrał po raz dziewiąty w karierze w finale Masters czym wyrównał rekord Stephena Hendry'ego. Szkocki multirekordzista może pochwalić się jednak sześcioma tytułami w tych zawodach, przy "zaledwie" czterech Anglika.
Mark Selby natomiast pozostaje najskuteczniejszym, w ujęciu procentowym, zawodnikiem kiedykolwiek grającym w londyńskiej imprezie. W trzech startach wywalczył już dwa tytułu, wygrał 11 z dwunastu meczów - co ciekawe aż siedem z nich rozstrzygnął w decydujących partiach.
PRZECZYTAJ, jak przebiegała 1. sesja finałowego meczu Masters
Ronnie O'Sullivan 9 - 10 Mark Selby
35(35)-81, 90(56)-34(30), 86(86)-7, 122(122)-0, 101(101)-4, 0-83(83), 0-112(112), 74(54)-33(33)
0-117(54,58), 114(92)-8, 0-136(136), 74(49)-41(37), 0-78(78), 137(41,89)-0, 91(91)-3, 25-92(62), 8-109(109), 67-78, 0-65(27,37)



Imago






















swietny mecz - to najwazniejsze. ten turniej ma cos sobie.Opublikowane 18/01/2010 o godz. 11:45
A co do ilosci snookera - nie ma czym sie przejmowac w tym roku wypadl puchar narodow afryki dlatego stacja pokazuje mecze pilki noznej a nie snooker ;) Za rok napewno master bedzie w calosci :) A w tym roku sa jeszcze mistrzostwa swiata :)Opublikowane 18/01/2010 o godz. 09:36