Dla 34-letniego Anglika, który ma w dorobku cztery zwycięstwa w Masters i trzy mistrzowskie tytuły, była to piąta porażka w dziewiątym finale londyńskiej imprezy. Wśród 1800 kibiców na trybunach zasiadła także jego mama Maria oraz siostra Danielle.
Ronnie O'Sullivan na konferencji prasowej:
- Muszę spojrzeć szerzej na to, co zdarzyło się w Masters. Z tej perspektywy trzeba przyznać, że pozytywnym zaskoczeniem dla mnie było w ogóle dotarcie do finału. Tylko w sześciu czy siedmiu frejmach pokazałem to, czego oczekuje się od zawodowca.
- To był trudny mecz. Mark jest podobny do mnie. Gra skrajnie dobrze lub skrajnie źle. Nie mogę porównać go do Johna Higginsa czy Neila Robertsona, bo oni są systematyczni i mają swój równy rytm. Mark ma częste wzloty i spadki. Nie inaczej było dzisiaj.
- Nie zagrałem wystarczająco dobrze, żeby wygrać, więc nie mogę być rozczarowany porażką. Będę walczył w następnych turniejach i starał się być konkurencyjny. Cudem jest, że udało mi się sięgnąć po trzy tytułu mistrza świata, bo w pewnym momencie myślałem, że nie zdobędę żadnego. Gdybym nie miał tych problemów, których wciąż doświadczam w swojej grze, mógłbym dogonić rekord siedmiu mistrzostw Stephena Hendry'ego.
- Zawsze walczę o pełną pulę, ale muszę też rozgrywać bitwę z samym sobą. Próbuję unikać skoków formy, ale od 17 lat zawodowego grania to się nie udaje. Jestem na zmianę zimy, a potem gorący. To wpędza mnie w depresję. Wyrządzam sobie w ten sposób krzywdę. Tak dalej być nie może. Dzisiaj znowu złapałem te myśli, ale powiedziałem do siebie "nie pakuj się w to". Frustrujące jest to, że gdybym potrafił to wszystko naprostować, rozbiłbym w pył wszystkich innych zawodników. Zdemolowałbym ich.



From Official Website






















zal, panie Ronnie, zal.Opublikowane 18/01/2010 o godz. 14:26