Anglik o jamajskich korzeniach nigdy nie awansował poza 1/16 oficjalnego turnieju. Mimo, że zawodowo gra od 1991 roku, na udział w finałowych fazach dwóch najważniejszych rankingowych imprez musiał czekać aż do zeszłego sezonu.
Wiele szumu wokół osoby 39. obecnie zawodnika oficjalnego rankingu zrobiło się po bardzo dobrym, choć przegranym 6-9 meczu z Ronniem O'Sullivanem w telewizyjnej fazie UK Championship. McLeod wbił wtedy trzy setki i ze stanu 0-6 wygrał pięć kolejnych partii. Później, jako pierwszy ciemnoskóry snookerzysta, zadebiutował w Crucible Theatre, gdzie przegrał 6-10 w Markiem Kingiem.
Kolejny historyczny występ będzie miał miejsce w styczniu przyszłego roku, kiedy McLeod rozegra mecz w Wembley Arena. Londyński turniej Masters to zawody o najdłuższych - z wyjątkiem mistrzostw świata - dziejach. Widział już ekshibicjonistkę, dogrywkę na czarnej bili w decydującym frejmie finału, dwa maksymalne brejki, trzy dramatyczne triumfy Paula Huntera z wykorzystaniem słynnego "Planu B", ale ciemnoskórego snookerzysty jeszcze w nim nie było.
- Zabrało mi to mnóstwo czasu - powiedział McLeod po wygraniu pierwszego zawodowego turnieju w 18-letniej karierze. - Miałem sporo zwycięstw w turniejach pro-am, ale to dzisiejsze jest znacznie bardziej prestiżowe. Bardzo chciałem i bardzo zależało mi na tej wygranej. Powtarzałem sobie tylko, żeby zachowywać spokój. Zadanie wykonałem i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Masters to wielki turniej. Na Wembley byłem w 2001 roku i oglądałem triumf Paula Huntera. Atmosfera była wyjątkowa. Prawo gry na tej arenie przysługuje tylko najlepszym. Po Crucible Theatre jest to drugie miejsce, w którym chcesz się pokazać jako snookerzysta - podkreślił McLeod.
O samym finałowym meczu eliminacji należy napisać tylko tyle, że się odbył. Prezentujący bardzo taktyczny, często wręcz siermiężny, a tylko sporadycznie efektowny styl gry McLeod skutecznie powstrzymał Higginsona, który wcześniej w turnieju niemal w każdym frejmie wbijał po 60 punktów w brejku. W siedmiu rozegranych w finale frejmach wbity został tylko jeden brejk powyżej pięćdziesięciu punktów.
Trudno przewidzieć, z jakim wynikiem McLeod zakończy swą przygodę w telewizyjnej części Masters. Pewne jest jedynie, że za rywala będzie miał zawodnika leworęcznego - Marka Kinga lub Marka Williamsa.
Finał eliminacyjnego turnieju do Masters 2010:
Rory McLeod 6-1 Andrew Higginson
37-74, 48-28, 53-28, 82(56)-0, 63(38)-58, 58-50, 53-24



Eurosport





















