2 grudnia 2009 roku będzie kluczową - być może przełomową - datą w historii współczesnego snookera. Na fotelu prezesa WPBSA pozostanie Sir Rodney Walker lub zasiądzie Barry Hearn. Steve Davis zagłosuje za odwołaniem obecnego prezesa i powołaniem nowego zarządu.
Grający zawodowo od 1978 roku Steve Davis jest absolutnym autorytetem w świecie snookera. Mieć go po swojej stronie w tak krytycznym momencie chce każdy. Może jednak tylko Barry Hearn, z którym Davis związany jest już trzy dekady... Współpraca ta opiera się na niespotykanym współcześnie zaufaniu. - Nigdy, przez te wszystkie lata, nie podpisaliśmy żadnej umowy. I wszystko każdemu się zawsze zgadzało - mówił swego czasu Hearn o podstawach menadżerskiej relacji z Davisem.
Walker, co nie dziwi, chciałby, żeby sześciokrotny mistrz świata był postrzegany jako postać z jego "obozu". Właśnie dlatego jeszcze w dniu pojawienia się informacji o World Snooker Tour na stronach WPBSA zamieszczono też komunikat z cytatem z Davisa o poparciu dla nowych planów.
I... Faktycznie. Wszystko się zgadza. Davis popiera plan organizowania 15 do 20 turniejów rankingowych w ciągu snookerowego sezonu, ale chce, żeby odbywało się to pod nowym zwierzchnictwem: Barry'ego Hearna.
- Na tydzień przed Walnym Zgromadzeniem znaleźliśmy się w sytuacji, w której obserwujemy nieco politycznych manewrów - zauważa Davis. - Jednak idea utworzenia nowego touru nie jest inicjatywą samego zarządu. Pomysł przyszedł z zewnątrz od kogoś, kto doszedł do wniosku, że to może wypalić i da się na tym zrobić pieniądze.
- Wszystko teraz sprowadza się do tego, komu zawodnicy [którzy jednocześnie decydują o być albo nie być władz Federacji - przyp.] będą chcieli powierzyć misję dalszych działań. Czy ma to być zarząd, który doprowadził do tego, że obecnie mamy sześć turniejów rankingowych, czy może powinien to być Barry Hearn, który dopiero co przeobraził darta w sport przynoszący milionowe zyski.
- W tle mamy jeszcze niedawne publikacje, z których wynika, że istotnemu okrojeniu wysokości nagród finansowych dla zawodników towarzyszyło znaczne zwiększenie pensji samego zarządu. Tylko z tego jednego powodu podczas Walnego Zgromadzenia będę głosował przeciwko wotum zaufania dla obecnych władz - deklaruje 52-letni Anglik.
- Morale wśród zawodników upadło bardzo nisko. Nawet ci sklasyfikowani względnie wysoko, bo w okolicach dwudziestego czy trzydziestego miejsca, naprawdę muszą brać pod uwagę podjęcie dodatkowej pracy. Z sześciu turniejów rankingowych trudno jest im zarobić na roczne utrzymanie.
- Przerabialiśmy to wcześniej: pozbywaliśmy się jednego zarządu, wybieraliśmy nowy z nadzieją, że wniesie coś nowego. Patrząc jednak na obecny poziom morale, trzeba powiedzieć, że tak źle nie było jeszcze nigdy - krytykuje Walkera i jego ludzi Steve Davis.



Eurosport





















