Z Adamem Małyszem rozmawia w Zakopanem Krzysztof Srogosz
Szósta lokata to chyba wypadek przy pracy.
- Nie. Myślę, że moje skoki były całkiem przyzwoite, całkiem dobre. Troszkę zabrakło może szczęścia w drugiej próbie. Widzieliśmy, że potem Morgenstern i Romoeren skoczyli 123 i 125 metrów. Zaczynało tam siadać w końcówce. W sumie w ostatnich minutach konkursu polepszyło się tylko Simonowi Ammanowi, który znakomicie to wykorzystał. W tym momencie poziom jest tak wyrównany, że te punkty, które się dostaje za warunki wietrzne, nie są za bardzo wymierne. One mają straszny wpływ na dzisiejsze wyniki.
Teraz ma Pan lepsze samopoczucie przed konkursami?
- Myślę, że teraz mam większe szanse na zwyciężanie niż wcześniej. Pokazałem w piątek, że jestem w stanie walczyć o wygraną. Byłem jednak ostrożny z ocenianiem moich możliwości. Po pierwszym konkursie wszyscy mówili o hat tricku, superformie, itd.
No, ale przecież spisywał Pan się świetnie.
- To są skoki, to jest sport i wszystko może się zdarzyć. Źle się człowiek wyśpi, troszkę się gorzej odbije czy spóźni skok i od razu jest inaczej.
To jak się Pan w sobotę czuł?
- Bardzo dobrze.
Po piątkowym zwycięstwie oczekiwania miał Pan na pewno duże?
- Po pierwszym konkursie zeszła ze mnie presja. Oczywiście, że chciałem walczyć o jak najwyższe miejsce i nikt mi nie zarzuci, że tego nie zrobiłem. Walczyłem, ile mogłem. Troszkę w drugiej serii jakby waruneczki były lepsze, to by szło dalej polecieć.
Czyli wiatr miał znaczenie?
- Miał, miał, i to duże.
W takiej formie to chyba można powiedzieć: do zobaczenia w Soczi!
- Na razie to do zobaczenia w Zakopanem w niedzielę.



MEDIASPORT





















za to pierwsze pytanie, a raczej stwierdzenie, już dałbym w r*j ;] wypadek przy pracy to są pozostali nasi skoczkowie(nie licząc Małysza i Stocha), to są patałachy nieudolne...Opublikowane 23/01/2011 o godz. 00:21
Pamiętajmy o tym :)))Opublikowane 22/01/2011 o godz. 23:12