Lepistoe dla eurosport.pl: - Jesteśmy już po wizycie w szpitalu. Wygląda na szczęście, że nie jest to nic poważnego. Nie ma żadnych złamań ani prawdopodobnie innych groźnych urazów. Adam ma rozcięcia, ale nie są głębokie. Oczywiście zamarłem, gdy zobaczyłem, co się stało z moim podopiecznym. Uważam, że on nie popełnił błędu. To był dobry skok. Miał tylko wielkiego pecha.
- Adam w połowie tygodnia powinien wrócić na skocznię. Wygląda na to, że jest to tylko bolesne stłuczenie. Trzeba parę dni, aby obrzęk zszedł z nogi. Nie jestem oczywiście lekarzem, ale wygląda na to, że nic poważnego się nie stało. Nie uważam, że seria druga powinna zostać odwołana. Od razu podniósłby się lament. Gęsty śnieg nie przeszkadzał w skakaniu. Utrudniał jednak lądowanie. Jedynym sposobem było to, aby ślizgacze i deptacze zepchnęli śnieg na dół i rozrzucili go na boki. Ale to zajęłoby trochę czasu. Prawdopodobnie około 40 minut. Nie da się go odmieć szybko. Dlatego nie zrobiono tego przed skokiem Małysza - dodaje Apoloniusz Tajner, który prowadził "Orła z Wisły" na początku XXI wieku.



MEDIASPORT




















