Wisła rozciąga się na stosunkowo dużej przestrzeni. Zajmuje aż 110 km kwadratowych, a dla porównania Warszawa ma nieco ponad 500. W każdym razie jedną z pierwszych budowli jaką spotyka się w mieście jest słynna skocznia Wisła-Malinka. Obiekt im. Adama Małysz po przebudowie robi wrażenie. Jadąc ulicą Malinki przejeżdża się pod trybunami.
Oczywiście o tej porze roku skakanie na śniegu jest już niemożliwe. Na zeskoku coraz wyraźniej widać igielit, a pracownicy w pocie czoła konserwują wyciąg, który od jakiegoś czasu nie działał. Ma być ponownie otwarty w maju. Trzej sympatyczni panowie nie byli zdziwieni decyzją czterokrotnego mistrza świata.
- My znamy Adasia od małego. Wiedzieliśmy, że ten moment kiedyś nadejdzie. Uważamy, że to najlepsza chwila na zakończenie kariery, bo przecież odchodzi, gdy jest w dobrej formie. Trochę przykro jednak czyta się jakieś opinie ludzi, którzy piszą, że dobrze się stało i żeby wracał dachy robić - mówi nam najstarszy z nich.
W przyszłym roku w styczniu na obiekcie w Wiśle ma się odbyć konkurs Pucharu Świata. Na tę okazję będą dostawione specjalnie trybuny, bo te, które są zamontowane na stałe mogą pomieścić zaledwie nieco ponad 1200 osób. Docelowo na obiekcie zawody może oglądać sześć tysięcy ludzi więcej. Czy jednak trybuny się zapełnią?
- Zainteresowanie nie minie. Jest przecież kilku dobrych skoczków. Mamy nawet stąd jednego, a więc 18-letniego Tomasza Byrta, który szybko robi postępy. Opiekuje się nim Jan Szturc, a więc wujek i pierwszy trener Adama. Jeśli się go dobrze przypilnuje i mu woda sodowa do głowy nie uderzy, to może być dobrze - prorokuje najwyższy z panów reperujących wyciąg. - Jest jeszcze Piotr Żyła, ale on raczej niedługo będzie kończył karierę. Do tego sportu trzeba mieć odpowiedni charakter, a on chyba nie do końca taki ma. Takiego jak Małysz to już chyba nigdy nie będzie - dodaje.
Praktycznie w środku miasta jest kompleks skoczni „Centrum”. To właśnie o nich niedawno Adam mówił, że gdy je widzi to „chce mu się płakać”. Po tym, co zobaczyliśmy, mamy takie same odczucia. Rozpadające się budowle o punktach konstrukcyjnych K40, K23 oraz K17 są wprawdzie pokryte igielitem, ale jest on w opłakanym stanie.
Rok temu zaczęto myśleć o ich modernizacji. Koszt przebudowy wyniesie około trzech milionów Z braku takich pieniędzy klub KS Wisła Ustronianka, wraz z Polskim Związkiem Narciarskim i Adamem Małyszem, zorganizował zbiórkę pieniędzy na ten cel. Na razie jednak nic się nie ruszyło.
Przy głównym deptaku miasta znajduje się cukiernia „u Janeczki”. Tam pracują krewne Małysza, ale Adam pojawia się bardzo rzadko. Może teraz będzie częściej, bo po pierwsze nie obowiązuje go już dieta, a po drugie do wejścia zachęca go ciekawy slogan reklamowy (z lewej).
Czasem bywa tam jego żona Izabela. W asortymencie są oczywiście smakołyki opatrzone odpowiednią nazwą i wyglądem. „Ciacho Mistrza AM” z czekoladowym odlewem Adama i skocznią z bezy można kupić za 3,9 zł, a lodowy Puchar Mistrza za 13 zł. Obie pozycje są pyszne.
Na koniec odwiedziliśmy słynny na całą Polskę Bar „u Bociana”. Po śmierci założyciela Tadeusza Ficka, lokal prowadzi jego żona Zofia.
- Nadal będą tutaj przychodzić kibice skoków – mówi nam pani Zofia. – Wcześniej wiele razy przyjeżdżała tutaj telewizja, co trochę odstraszało klientów. Teraz będzie pewnie spokojniej i lepiej dla interesu – dodaje.
Do baru, który jest w rodzinnej dzielnicy Małyszów, a więc Kopydle często przychodzi ojciec Adama - Jan. My spotkaliśmy brata taty naszego mistrza, a więc Jerzego.
- Ja to mogę oglądać skoki nawet bez Adama. Mnie to cieszy i ten sport interesuje oczywiście od zawsze. Mamy zawodników, którzy gwarantują dobry poziom. Żyła zaczął skakać. Ale bez wątpienia takiego zapaleńca jak Adam to już chyba nigdy nie będzie – nie ma wątpliwości Jerzy Małysz. - Na pewno ogólne zainteresowanie będzie mniejsze. Tak czuję, że telewizja trochę się z tego wycofa. Nie będzie takiej popularności, odejdą reklamodawcy – przewiduje.
Zaczyna się po prostu nowy rozdział historii polskiego sportu i Wisły. Życie po Adamie Małyszu.



Eurosport






















Jeżeli mimo że tyle lat skoki były na fali w Polsce a mimo to doprowadzono do takiego stanu te skocznie to teraz na pewno gmina się tym nie zajmie.
I znowu cała nadzieja w Orłu z Wisły!Opublikowane 29/03/2011 o godz. 13:36