- Teraz skupiam się na swoich zadaniach. To nie wyniki będą istotne. Mogę obiecać, że ciężką pracą będę starał się nie zawieść oczekiwań - zapewnił czwarty zawodnik mistrzostw świata w Libercu na skoczni normalnej.
Stoch ma za sobą niezbyt udane igrzyska w Vancouver. Po niezłym starcie w sezon, kiedy to dwukrotnie uplasował się w czołowej dziesiątce zawodów Pucharu Świata, przed najważniejszą imprezą czterolecia jego forma gdzieś uleciała.
- Przyznam szczerze, że bardzo się zawiodłem na igrzyskach. Wyobrażałem to sobie zupełnie inaczej. Zabrakło stabilności. Było to widać podczas treningów na średniej skoczni, kiedy potrafiłem oddać świetny skok, a po chwili zupełnie zepsuć kolejną próbę. Gdy przyszedł konkurs główny, to wszystko nie zadziałało tak, jak powinno - wyjaśnił.
Co zawiodło w Kanadzie? - Górę wzięła psychika, a tego nie da się wytrenować z dnia na dzień. Jeżeli forma jest równa i stabilna, to potrafię podczas rywalizacji skoczyć naprawdę daleko. To mi się udawało częściej na dużej skoczni, szczególnie w konkursie drużynowym. Muszę przyznać, że w sporcie się tak zdarza: czasami chce się za bardzo i wtedy nie wychodzi - dodał.
Przed Kamilem kilka ważnych konkursów. W czwartek, wraz ze swoimi kolegami z kadry, wylatuje do Lahti, gdzie zainaugurowany zostanie Turniej Skandynawski (cztery konkursy indywidualne i jeden drużynowy). Tuż po nim weźmie udział w drugiej wielkiej imprezie obecnego sezonu - mistrzostwach świata w lotach w Planicy. A tam, jak nas do tego przyzwyczaił, skacze mu się zawsze bardzo dobrze.



AFP





















