Polacy utrzymali szóste miejsce, które zajmowali po pierwszej serii. Oczywiście najlepiej spisał się Adam Małysz (136,5 i 139,5 m), ale koledzy nie skakali najlepiej. Przede wszystkim bardzo słabo zaprezentował się Łukasz Rutkowski, który doleciał tylko do 123 i 127,5 metra. Dwa równe skoki oddał Stefan Hula (129 i 127,5m). Kamil Stoch nieźle spisał się tylko w drugiej próbie. Zaliczył 134 metry, czyli osiem więcej niż w pierwszym skoku. Nasza ekipa przed czterema laty wywalczyła piątą pozycję. Wszyscy poza Orłem z Wisły nie umieli po raz kolejny przełożyć dobrych prób z treningów na konkurs.
Dla Małysza poniedziałkowy występ mógł być ostatnim w karierze na igrzyskach. Nie wiadomo, czy Polak będzie startował za cztery lata w Soczi. Adam mówił, że chce zakończyć przygodę ze skokami po następnym sezonie.
Gdy jednak spojrzy na postawę Noriaki Kasai na pewno trochę się nad tym zastanowi. Prawie 38-letni Japończyk w drugiej próbie uzyskał aż 140 metrów, a pierwszej 133,5.
Jeszcze przed rozpoczęciem poniedziałkowego konkursu w ciemno można było obstawiać, kto go wygra. Sytuacja przypominała nieco zawody indywidualne. Wtedy praktycznie pewne było zwycięstwo Simona Ammanna, a teraz Austriaków.
W klasyfikacji generalnej PŚ w pierwszej szóstce jest czterech podopiecznych Aleksandra Pointnera. Praktycznie już po pierwszych kilku skokach wiadomo było, że to właśnie oni wywalczą złoto. Startowali w składzie Loitzl, Morgenstern, Kofler i Schlierenzauer.
To, co zrobił w ostatnim skoku tych igrzysk zrobił właśnie Schlieri na długo zapadnie w pamięci. Austriakom do złota wystarczyło, aby genialny zawodnik z Rumu uzyskał zaledwie 100 metrów. On jednak jak zwykle nie kalkulował.
Schlieri przeskoczył obiekt w Whistler. 146,5 metra to był najdłuższy skok ze wszystkich oddanych na igrzyskach. Austriacki zawodnik o mały włos zakończyłby próbę upadkiem. Podparł się ręką, ale się nie przewrócił.
Srebro wywalczyli Niemcy, którzy w drugiej części sezonu imponowali formą.
Ciekawa była walka o trzecie miejsce. Do ostatniego skoku toczyli ją Norwegowie i Finowie. Ostatecznie lepsi okazli się cio pierwsi, a swój sukces zawdzięczają głównie Andersowi Jacobsenowi.
Finowie po raz kolejny nie wywalczyli medalu. Te igrzyska dla całej reprezentacji tego kraju są dramatycznie słabe.
FIŃSKIE MEDIA O KATASTROFIE W KANADZIE
Wyniki drużynowego olimpijskiego konkursu skoków narciarskich w Whistler:
1. Austria 1 107,9 pkt (Wolfgang Loitzl 138 m/138,5, Andreas Kofler 132/142, Thomas Morgenstern 135,5/135, Gregor Schlierenzauer 140,5/146,5)
2. Niemcy 1 035,8 (Michael Neumayer 137/136,5, Andreas Wank 128,5/139, Martin Schmitt 128/122, Michael Uhrmann 135/140)
3. Norwegia 1030,3 (Anders Bardal 128/127, Tom Hilde 127,5/139, Johan Remen Evensen 131,5/129,5, Anders Jacobsen 138/140,5)
4. Finlandia 1014,6
5. Japonia 1007,7
6. Polska 996,7 (Stefan Hula 129/127,5, Łukasz Rutkowski 123/127,5, Kamil Stoch 126,5/134,5, Adam Małysz 136,5/139,5)
7. Czechy 981,8
8. Słowenia 958,8



AFP






















Stefan Hula 118,0/119,0 201,1
Kamil Stoch 122,0/124,5 220,7
Robert Mateja 126,0/123,5 227,1
Adam Małysz 128.0/129,5 245,5
tak było na Olimpiadzie w Turynie w 2006 tak więc widać są postępy ,może w Soczi się udaOpublikowane 22/02/2010 o godz. 22:52