Jest Pan dwukrotnym podwójnym mistrzem olimpijskim, żywą legendą skoków i najbardziej utytułowanym zawodnikiem w historii tego sportu.
SIMON AMMANN: Mam tego świadomość i nie potrafię opisać tego, co czuję. Igrzyska olimpijskie są już za mną, ale cały czas towarzyszy mi uczucie, że to wszystko jest snem, który kiedyś się skończy. Wszystko działo się tak szybko!
Wszyscy widzieliśmy Pana gest, gdy wskakiwał Pan na podium. Co on oznaczał?
Faktycznie, w skokach narciarskich, niektórzy zawodnicy robią różne gesty. Podczas ostatnich lekkoatletycznych mistrzostw świata w Berlinie podobnym gestem na podium popisał się Usain Bolt. Pomyślałem, że mogę to powtórzyć. Jeden palec w górze oznaczał jeden medal, dwa palce to dwa medale. To był miły symbol i jestem szczęśliwy, że mogłem to zrobić właśnie tu, podczas igrzysk olimpijskich. Taki gest potajemnie przygotowywałem w głowie od dłuższego czasu. Wiesz, ja zawsze staram się myśleć pozytywnie i jednocześnie kontrolować swoje zachowanie. Jednak na podium byłem poza jakąkolwiek kontrolą.
Czy mając cztery złote medale olimpijskie, nie myśli Pan już o sportowej emeryturze?
Cóż mogę powiedzieć? Przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji, muszę przetrawić ten sukces. Ja nie jestem typem człowieka, który płacze na podium. Ja tam jestem po prostu szczęśliwy. Teraz potrzebuję chwili spokoju, by wziąć głębszy oddech i po cichu podjąć decyzję. Skoro jednak lubię to, co robię i mam za sobą cały sztab ludzi, którzy mi pomagają, to trzeba będzie to kontynuować.
Dziś rozegrany zostanie konkurs drużynowy. Szwajcaria nie wystawiła zespołu. Kto jest Pana faworytem?
Sądzę, że Austria wygra bez problemu. Oni byli bardzo silni w obu indywidualnych konkursach. Ja nie startuję, więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby sędziowie puścili skoczków z wyższego rozbiegu (śmiech). Prawdziwa bitwa toczyć się będzie o pozostałe miejsca. Moim zdaniem największe szanse mają Norwegowie i Niemcy. Nie można jednak wykluczyć niespodzianki, np. medalu dla Japonii, jak miało to miejsce podczas mistrzostw świata w Sapporo czy we Włoszech. Polska ma wielkiego Adama Małysza, ale zespołu na zbliżonym poziomie nie ma. Wyższy rozbieg pomoże Słoweńcom. Jeżeli warunki pogodowe będą dobre, to jestem pewny, że czeka nas wielki konkurs.
A Pana plany na dzisiejszy dzień? Zasiądzie Pan na trybunach czy też inaczej spędzi czas?
Oczywiście chciałbym wejść na stadion i zobaczyć ciekawe widowisko, ale myślę, że chyba jednak wybiorę się na narty. Prawie nigdy nie mam okazji, aby sobie pojeździć. Tu jest wspaniały śnieg i resztę igrzysk chciałbym spędzić właśnie w ten sposób.



Reuters





















