Od historycznego sukcesu, czyli od wywalczenia przez Mateusza tytułu mistrza świata juniorów minęło już osiem lat. W Stryn miała zacząć się wielka kariera wielce utalentowanego zawodnika. Ku zaskoczeniu wszystkich kibiców trwała ona jednak bardzo krótko. Pogromcę Thomasa Morgensterna ”przygniotła” popularność i presja, jaką wywierały na nim media, które okrzyknęły go następcą Adama Małysza.
Starszy z braci Rutkowskich coraz częściej zaniedbywał treningi. Uciekał w alkohol i przybierał na wadze. Pod koniec sezonu 2004/2005 ówczesny trener kadry Heinz Kuttin zamknął przed nim drzwi do pierwszej drużyny, do której nie wrócił do dziś.
Mateusz stracił motywację i postanowił rzucić sport. Ożenił się i poszedł do pracy. Od czasu do czasu tylko pojawiał się na skoczni przy okazji mistrzostw Polski, a podczas Pucharu Świata w Zakopanem w 2009 roku zatrudnił się jako… ubijacz zeskoku.
Po kilku latach absencji 26-latek postanowił spróbować jeszcze raz. Ponowił treningi w swoim macierzystym klubie Wisła Zakopane, a w miniony weekend wziął nawet udział w zawodach Lotos Cup.
- Mateusz startował razem ze mną i to bardzo miłe, że dał się namówić na udział w zawodach po tak długim okresie bez treningu. Trener klubowy wiedział, że Mateusz znowu skacze i w rozmowie ze mną wyszedł z propozycją startu nas obu w tych zawodach - mówi serwisowi pzn.pl Łukasz Rutkowski, młodszy brat Mateusza.
- Obiecałem spytać Mateusza, czy chce ze mną konkurować i zgodził się. Wiadomo, to nie jest jego szczytowa forma, po prostu dopiero zaczyna. Na pewno nie będzie mu łatwo, ale mam nadzieję, że znajdzie motywację, by wytrwać, ponieważ wydaje mi się, że może jeszcze coś dobrego być z jego skoków - dodaje.
Mateusz na Średniej Krokwi wypadł przyzwoicie. Wprawdzie w stawce pięciu startujących był piąty, ale oddał niezłe skoki. Turniej w cuglach wygrał Łukasz Rutkowski, dla którego były to czwarte zawody od czasu powrotu do treningów po kilkumiesięcznej przerwie spowodowanej tajemniczą chorobą.
24-letni skoczek trenuje spokojnie pod okiem trenera Jarząbka i z optymizmem spogląda w przyszłość.
- Myślę, że do wszystkiego trzeba dojść stopniowo, najpierw wystąpiłem w zawodach FIS Cup, teraz dostaję szansę udziału w Pucharze Kontynentalnym. Myślę, że jest szansa, że jak tak dalej pójdzie, to uda mi się pojechać na Puchar Świata. Ale ostateczna decyzja zależy od trenera Łukasza Kruczka. Z tego co wiem, to na pewno będę startował w Pucharze Kontynentalnym w Wiśle. Co dalej, jeszcze nie wiem - wyjaśnił Łukasz.
Kto wie, może niedługo Łukasza i Mateusza ponownie ujrzymy w jednych zawodach Pucharu Świata, w których będą starali się pokonać takich zawodników, jak choćby Morgenstern. Jest też duża szansa, że bracia wcześniej wspólnie wystartują w Pucharze Kontynentalnym w Wiśle (25-26.02), bo Polska będzie mogła wystawić sporą „grupę krajową”.
- Także na ten temat



Eurosport






















Oni chyba mieli tę samą chorobę... Nazywa się grypa filipińska :-DOpublikowane 14/02/2012 o godz. 13:57