W konkursie drużynowym w Vancouver do medalu zabrakło ponad 30 pkt. Było rozczarowanie?
Na pewno były spore oczekiwania. Mówiono, że mamy szansę walczyć o medale. Było to spowodowane drugim miejscem w Planicy, dobrze przepracowanym latem i dobrymi wynikami w konkursie indywidualnym. To nie jest tak, że specjalnie słabo skakaliśmy. Nie. Każdy walczył ze wszystkich sił. Nie rozpaczajmy, bo te igrzyska i tak są najlepsze w historii startów polskich sportowców. Moim zdaniem, musimy się cieszyć z tego co mamy. Wywalczymy minimum cztery medale, a wierzę w to, że Justyna jeszcze coś dołoży.
Cały czas sporo mówi się o wiązaniach Simona Ammanna. Myśli Pan, że pomogło mu to w wywalczeniu dwóch złotych medali?
Pomogło, ale niewiele. Simon to świetny zawodnik i po prostu trafił z formą. Wszystko mu spasowało. On skakał w innej lidze i myślę, że w normalnych wiązaniach też byłby poza zasięgiem.
Jest Pan świeżo po powrocie z igrzysk. Dlaczego zdecydował się Pan na start w zawodach Pucharu Kontynentalnego?
Nie wypadało mi się nie przywitać z kibicami po igrzyskach, nie mogłem ich zawieść. Na pewno nie żałuję mojej decyzji. Jednak do samego końca się zastanawialiśmy, czy jest warto startować w tak trudnych warunkach atmosferycznych i ryzykować jakimś urazem. Na szczęście wiatr nas dzisiaj oszczędził. Cieszy mnie to, że pomogłem kolegom w powiększeniu kwoty startowej w Pucharze Kontynentalnym.
Jak oceni Pan dzisiejsze skoki?
Całkiem dobrze. Szczególnie ten z drugiej serii był bardzo fajny. W pierwszej troszkę spóźniłem wybicie, ponieważ niedawno skrócono tu próg o 60 cm i nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać. W porównaniu do skoków sprzed kilku miesięcy, bardzo zmniejszyła się parabola lotu. Jeśli chodzi o tory, to miałem wrażenie, że jeden z nich jest wyżej od drugiego. To powodowało, że miałem drobne kłopoty w prostym wejściem w lot. Możliwe, że wpływ na to miało odpuszczenie wczorajszego treningu.
A świeżość była?
Trudno tutaj mówić o świeżości. Podróżowaliśmy 30 godzin, a w 3 dni nie było możliwości podładować baterii. Jeszcze jest we mnie lekkie przytłumienie. Na szczęście nie jest to zmęczenie, bo śpię naprawdę długo (śmiech). Myślę, że powrót świeżości to kwestia kilku dni.
Miał Pan okazję nacieszyć się domowym zaciszem?
Tak. Udało nam się wczoraj z żoną pojechać na film do Bielska. Trochę relaksu w kinie dobrze mi zrobiło. Na sali było tylko 10 osób i… nie katowali mnie dziennikarze. Byłem przez chwilę anonimowy.
Jakie ma Pan plany na najbliższe dni?
Treningi tylko i wyłącznie na sucho, w domu. Jutro mam wolne, a od poniedziałku zaczynam zajęcia kondycyjne. W czwartek wylatuję do Lahti.



Eurosport

















