Siatkówka - Liga Światowa 2009
27/07/2009 - 07:00Canarinhos zdobyli Belgrad i odzyskali tytuł

To była prawdziwa sitkarska uczta. Po emocjonującym, pięciosetowym pojedynku Brazylia pokonała w finale Ligi Światowej Serbię 3:2 (22:25, 25:23, 25:22, 23:25, 15:12).
Serbowie pałali chęcią zemsty na Brazylijczykach za rok 2005. Wtedy to, również w Belgradzie, gospodarze ulegli "Canarinhos" w finale Ligi Światowej 1:3. Spotkaniem żył cały kraj, a hala wypełniła się po brzegi. Był to czwarty występ reprezentacji Serbii na tym szczeblu turnieju i do tej pory ani razu nie udawało im się triumfować. Dziś miało się to zmienić.
Rozpoczęło się idealnie dla gospodarzy, którzy po zaciętej walce wygrali pierwszego seta do 22. Przez większą część pierwszej partii żadnej z drużyn nie udawało się odskoczyć rywalowi na więcej niż jeden punkt. W końcu w decydującej fazie błędy Brazylijczyków skutecznie wykorzystali podopieczni Igora Kolakovica.
Niewidoczny przez długi okres gry był Giba, który w połowie drugiego seta miał zaledwie dwa punkty na swoim koncie. Tego dnia "Canarinhos" mieli jednak innego "bombardiera". W tę rolę wcielił się Vissotto, którego w żaden sposób nie potrafili powstrzymać Serbowie.
Kiedy w drugim secie Brazylijczycy objęli prowadzenie 16:8, wydawało się, że gospodarze nic już w tej partii nie ugrają. Tak samo chyba pomyślał Kolaković, który pod koniec seta desygnował do gry kilku rezerwowych. O dziwo przyniosło to zaskakujący efekt i doprowadziło do nerwowej końcówki. Ostatecznie jednak górą byli gracze Bernado Rezende wyrównując stan meczu.
Trzeci set również padł łupem Brazylii, której zawodnicy wyraźnie rozkręcali się z piłki na piłkę. Wreszcie punktować zaczął Giba, jednak nie był to jego najlepszy występ. W najlepsze trwała natomiast rywalizacja pomiędzy wspomnianym Vissotto i Ivanem Milijkovicem. Były to dwie najgroźniejsze opcje w ataku obydwu drużyn.
Do dziwnej i niespotykanej sytuacji doszło w partii czwartej. Sytuacja wyglądała tak, że ze skrzydła atakował Milijković. Piłka trafiła w podwójny blok Brazylii i po plecach Serba spadła na aut. Początkowo sędzia główny przyznał punkt gospodarzom. Po chwili jednak do swojego stanowiska wezwał arbitra supervisor finału Ligi Światowej. Po dosyć długiej wymianie zdań punkt jednak został przyznany Brazylijczykom.
Pewnie decyzja ta miałaby większe konsekwencje, gdyby nie wygrana Serbii w czwartym secie i doprowadzenie do tie-breaka. Faktem jest, że na ten temat wypowiedziało się dwóch sędziów z Polski i... każdy miał inne zdanie!
Zostawmy jednak pozaboiskowe zagrywki. Tie-break bardzo dobrze zaczęli Serbowie. Milijković raz po raz gnębił obronę "Canarinhos". Skutecznie wspomagał go w tym środkowy Dragan Stanković i reprezentacja prowadzona przez Kolakovica prowadziła w pewnym momencie 8:5.
Od tego momentu coś w drużynie Serbii się zacięło. Z drugiej jednak strony prawdziwy koncert rozpoczęli gracze Brazylii. W obronie cuda wyprawiał Sergio, a Vissotto zdobywał kolejne punkty (aż 29 w całym spotkaniu!). Ostatecznie Brazylia wygrała tie-break 15:12, a cały mecz 3:2 i tym samym tytuł po rocznej przerwie powrócił do "Kraju Kawy". Przypomnijmy, że w ostatniej edycji Ligi Światowej (rozgrywanej zresztą w... Brazylii) triumfowali Amerykanie.
We wcześniej rozegranym meczu o trzecie miejsce, Rosja niespodziewanie łatwo poradziłą sobie z Kubą. "Sborna" wygrała 3:0 (25:13, 26:24, 25:16).








You are logged in as administrator
Komentarze
Odśwież
0 Do 0 z 0