Wiele osób zadawało sobie pytanie czy Skra wymaże z pamięci porażkę z Dynamem Moskwa w półfinale Ligi Mistrzów. Stawiani w roli faworytów bełchatowianie byli tylko tłem dla rosyjskiego zespołu i kolejny raz musieli odłożyć na później marzenia o podboju Europy.
Mecz z Jastrzębiem siatkarze Jacka Nawrockiego zaczęli tak, jakby z tamtego niepowodzenia nadal się nie otrząsnęli. Grali dziwnie usztywnieni i bez pasji. Co innego rywale. Igor Yudin i Paweł Abramow kończyli praktycznie każdy atak. Wydawało się, że z każdą kolejną akcją jastrzębianie nabierają jeszcze większego rozpędu.
A Skra? Długimi momentami obrońcy tytułu nie byli w stanie zdobyć punktu inaczej niż po błędzie rywali. Cieniem samego siebie - podobnie jak to było w Łodzi - był Stephane Antiga. Rytmu nie mógł znaleźć również Mariusz Wlazły, a wiadomo co to oznacza dla siły bełchatowskiego ataku. Gdy to wszystko zsumować, to przestaje dziwić wynik dwóch pierwszych setów: 25:18 i 25:16 dla JW.
W kolejnej odsłonie zobaczyliśmy zupełnie inne drużyny. W zespole Skry pojawili się Bartosz Kurek oraz Radosław Wnuk i odmienili oblicze swojego zespołu. Goście natomiast sprawiali wrażenie, jakby byli zdziwieni, że rywale nie położyli się przed nimi na parkiecie. Bełchatowianie szybko zbudowali bezpieczną przewagę i utrzymali ją do samego końca wygrywając 25:20.
Od czwartej partii zaczęła się walka na całego. Obie drużyny grały punkt za punkt. Długimi momentami poziom spotkania nie zachwycał (seryjnie psute zagrywki po obu stronach), ale w pełni zrekompensowała to końcówka seta. Kibice obejrzeli pełen wachlarz siatkarskiego menu. Zawodnicy obu zespołów prześcigali się w ofiarnych obronach, efektownych atakach i takiż blokach. Wreszcie, czwartą piłkę setową wykorzystała - rękami Wnuka - Skra i wygrała 28:26!
Tie-break rozpoczął się od ogromnej przewagi Skry. Siatkarze Jacka Nawrockiego prowadzili już 4:1 i 8:5. Wszystko odwróciło się w momencie, gdy na zagrywce pojawił się Abramow. Reprezentant Rosji rozpoczął od asa, a w sumie wprowadzał piłkę do gry cztery razy wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Gospodarzom udało się jeszcze doprowadzić do remisu 11:11, ale to do Węgla należało ostatnie słowo. Rolę jokera odegrał rezerwowy gości Marek Novotny, który zdobył dwa decydujące punkty.
- Gramy całą drużyną, zawsze walczymy do końca. Brawa za ten mecz dla Skry. Myślę, że na początku byli zmęczeni, ale później wywierali na nas wielką presję. Pokazali klasę - chwalił rywali Paweł Abramow, MVP spotkania.
- Graliśmy bez właściwego sobie rytmu. Ciężko było nam wejść w ten mecz. Pamiętajmy jednak, że to dopiero pierwszy mecz. Nie szukajmy na siłę sensacji. Poprzednio graliśmy z Węglem pięciomeczowy finał, więc spokojnie poczekajmy - pocieszał się środkowy Skry, Radosław Wnuk.
Mecz numer 2 już jutro, ponownie w Bełchatowie. Mistrzostwo zdobędzie zwycięzca trzech spotkań.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
PGE Skra Bełchatów - Jastrzębski Węgiel 2:3 (18:25, 16:25, 25:20, 28:26, 12:15)
Stan rywalizacji (do trzech zwycięstw) 1-0 dla Jastrzębskiego Węgla
Skra: Wlazły (15), Pliński (7), Falasca (5), Antiga (2), Winiarski (10), Możdżonek (2), Gacek (libero) oraz Dobrowolski, Novotny J. (2), Kurek (19), Wnuk (6) i Bąkiewicz
Jastrzębski: Nowik (4), Łomacz (3), Abramow (20), Yudin (26), Czarnowski (10), Hardy (7), Rusek (libero) oraz Master, Novotny M. (7) i Sobala
- Także na ten temat



Eurosport





















