Eurosport Logo
Follow Eurosport on FacebookGet all the latest sports news directly on your wall 
W Eurosport Player
 Roland Garros 2012Oglądaj teraz 
 Siatkówka: Korea Pd - SerbiaOglądaj teraz 
Teraz w Eurosporcie
  •  11:00 TENIS
    TENIS: French Open, Paryż, Franc...
  •  11:00 TENIS
    TENIS: French Open, Paryż, Franc...
 
 
 
Siatkówka - PlusLiga

Panas dla eurosport.pl: Całą winę biorę na siebie

Przychodzą takie mecze, że nic nie wychodzi. Gdyby po drugiej stronie stał zespół 3-ligowy, to też mielibyśmy problemy – mówi eurosport.pl Radosław Panas, trener Neckermann AZS Politechnika Warszawska. W meczu 4. kolejki PlusLigi jego siatkarze przegrali u siebie z AZS Olsztyn 0:3.

 
Panas dla eurosport.pl - Siatkówka - PlusLigaOther Agency
 

Z Radosławem Panasem, trenerem Neckermann AZS Politechnika Warszawska, rozmawia Piotr Grabka.

 

To Wasza czwarta porażka w tym sezonie, ale po raz pierwszy o Waszej grze nie można powiedzieć praktycznie niczego dobrego.

 

RADOSŁAW PANAS: Przegraliśmy z kretesem, nie zagraliśmy nic z tego, co potrafimy. Mieliśmy tylko jeden niezły moment w cały meczu – do stanu 8:7 w drugim secie. Przez resztę czasu przypominaliśmy dzieci we mgle. Źle weszliśmy w ten mecz, zaczęły się nerwy, łatwe piłki okazywały się dla nas najtrudniejsze i nie potrafiliśmy z tego wyjść.

 

W poprzedniej kolejce zagraliście bardzo dobre spotkanie przeciwko AZS-owi Częstochowa. Minął tydzień i po tamtej formie nie zostało ani śladu. Co się stało?

 

- Nie wiem, może ta porażka z Częstochową tak zadziałała na nas negatywnie? Trudno powiedzieć, bo na treningach widziałem w tych chłopakach sportową złość, wszystko funkcjonowało jak należy. Przychodzi mecz i to, nad czym pracowaliśmy, ni stąd ni zowąd przestaje działać. Nie potrafię tego zrozumieć. Na szczęście są kolejne mecze i będzie okazja się zrehabilitować.

 

Dziś niewiele pożytku przyniosły dokonywane przez Pana zmiany, choć szansę dostali prawie wszyscy z kwadratu dla rezerwowych.

 

- Być może wyglądało to trochę desperacko, ale trzeba było coś zmienić. Rytm popsuła nam też trochę choroba Rafała Buszka, który znalazł się w kadrze meczowej, ale nie chciałem ryzykować jego zdrowiem. Widać było, że chłopakom zależy. Wiem jednak z własnego doświadczenia, że przychodzą takie mecze, że nic nie wychodzi. Jakby postawić tu dzisiaj zespół 3-ligowy to też mielibyśmy problemy.

 

Do tej pory i Pan i zawodnicy staraliście się, pomimo wyników, skupiać na tym, co pozytywne. Porażka z Olsztynem oznacza jednak, że lądujecie na dnie tabeli. Czas chyba na męską rozmowę?

 

- Na pewno będziemy rozmawiać. Ja jestem gotów przyjąć na siebie każdą decyzję władz klubu. Ze swojej strony będę się starał porozmawiać z zawodnikami rzeczowo. Znam ich już trochę i wiem, że im zależy. Być może brakuje im umiejętności czy doświadczenia, być może to kwestia nie radzenia sobie z presją. Zostawmy jednak gdybanie. Jeszcze raz powtarzam – całe zło biorę na siebie.

 

Ten start sezonu jest dla Was poniżej oczekiwań. Jak bardzo Pana zdaniem możecie przesunąć się w tabeli do końca rozgrywek?

 

- Szczęście w nieszczęściu jest takie, że zespoły w naszym zasięgu mają nad nami po dwa punkty przewagi. To nie jest aż taka przepaść, żeby nie dało się tego odrobić. Trzeba tylko zacząć wygrywać.

 

Z tego punktu widzenia arcyważne wydają się nadchodzące mecze z Siatkarzem Wieluń i Jadarem Radom. Oba zespoły, tak jak Wy, walczyć będą w tym sezonie o utrzymanie.

 

- Na pewno. Ale będziemy próbować urwać też punkty gdzie indziej. Wiadomo, każdy szuka punktów przede wszystkim z rywalem w swoim zasięgu, a to, co się uda ugrać z tymi najsilniejszymi to taki miły prezent.

 

Przyzwyczaił Pan kibiców, że na mecze swoich drużyn zakłada garnitur. Co się stało, że dzisiaj wybrał Pan luźniejszy strój?

 

- Złamałem palec na treningu i po prostu ciężko byłoby mi się wbić w garnitur czy założyć krawat. Cały dzień jeździłem dzisiaj po lekarzach, stąd ten sportowy strój. Widać nieszczęścia chodzą parami.

 

Praktycznie całe swoje siatkarskie życie – najpierw jako zawodnik, potem trener - spędził Pan w Częstochowie. W Warszawie jest Pan dopiero od kilku miesięcy. Oswoił się już Pan ze stolicą?

 

- Tak. Nikt w klubie nie dał mi odczuć, że jestem tu niemile widziany. Mam nadzieję, że jak najdłużej tu zostanę, choć na razie się na to nie zanosi. Zawsze winy szukam najpierw u siebie, dlatego jeżeli okaże się, że zespół potrzebuje nowego trenera nie będę miał do nikogo pretensji.

 

Ale nie myśli Pan chyba o złożeniu rezygnacji?

 

- Absolutnie. Ja zawsze walczę do końca i będę ostatni, który zwiesi głowę. Jeżeli jednak ktoś uzna, że potrzebny jest nowy trener, wtedy trudno – tak już jest w tym zawodzie.

 
Skomentuj artykuł
 
0 Komentarze
Publikuj
 

You are logged in as administrator

  • Your publications will be displayed as such
  • You can delete abusive comments
  • Your abuse report will banish immediatly the user
     
 
 
Nie przegap
Eurosport.com
 
Na Facebooku
 
Na Twitterze
 
Na komórkę