Skra gra w innej lidze. Do takiego można dojść wniosku, patrząc na tegoroczny finał PlusLigi. Wydaje się, że siatkarze z Bełchatowa rywalizują nie o prymat w Polsce, ale o mistrzostwo świata. Są absolutnie poza zasięgiem Resovii Rzeszów. Siatkarze Skry powtórzyli wynik z piątku i jeszcze raz potwierdzili swoją klasę.
- Skra zabrała nam pewność siebie. We wszystkich elementach była od nas lepsza. My możemy tylko przeprosić kibiców za to widowisko. Powiedzmy sobie szczerze: było fatalne - kręcił głową Piotr Łuka. Przyjmujący tylko się zastanawiał, jak spojrzeć w oczy kibicom Resovii. Kilkudziesięcioosobowa grupa fanów przyjechała do bełchatowskiej hali Energia dopingować ich na żywo, a mecz był też oglądany na telebimie na rynku w Rzeszowie.
Podopieczni Ljubo Travicy dotrzymywali kroku Skrze tylko w pierwszym secie. Dwie następne odsłony wyglądały tak samo jak w poprzednich meczach pomiędzy tymi zespołami - wyrównana pierwsza część seta i dominacja bełchatowian w drugiej. - Drużyna z Rzeszowa gra, i to momentami dobrze. W tym meczu też była walka - mówił Mariusz Wlazły, dodając, że w pierwszym secie rzeszowianie napędzili gospodarzom stracha.
Na strachu się skończyło, bo Skra zaprezentowała po prostu lepszą siatkówkę. Resovia robiła, co mogła, ale tak naprawdę mogła niewiele. Choć trzeba przyznać, że w obronie rzeszowianie nie odbiegali swoim rywalom. Ich bolączką był natomiast atak, a w zasadzie jego brak. Z kolei Skra zaprezentowała zespołowość. - Uzupełniamy się. Jeśli nie idzie jednemu, grę bierze na swoje barki kto inny. Nie opieramy się na jednym zawodniku, ale wszyscy zdobywamy punkty - wyjaśniał Wlazły.
Z minuty na minutę rzeszowianie tracili nadzieję. Sprawiali wrażenie, że nie wierzą w przełamanie dominacji Skry. Rozpaczliwą próbę poderwania kolegów próbował podjąć w połowie drugiego seta Krzysztof Ignaczak, ale jego ostre słowa przerwał Travica. Szkoleniowiec Resovii nie miał jednak pomysłu, jak zmobilizować swoich zawodników, którzy na trzeci set wyszli zupełnie bez wiary.
Efektem tego było lanie, które sprawili im bełchatowianie. Zaczęło się od 5:0, przez 8:2, 16:7, po 22:10. Od pierwszych piłek rzeszowianie sprawiali wrażenie, że są pogodzeni z losem. Wysokie prowadzenie Skry nie robiło na nich większego wrażenia. Pod koniec seta odzyskali nawet radość z gry. Kończąc atak na 13:24, Bartosz Gawryszewski nawet się uśmiechnął. Takiego luzu brakowało gościom przez całe spotkanie.
Siatkarze Skry zwracali uwagę na znakomite rozpracowanie rywala. - Chwała za to trenerowi Castellaniemu. A my się rewanżujemy i realizujemy taktykę. Cieszę się, że wygraliśmy, bo to spotkanie przybliża nas do złotego medalu - podsumował Dawid Murek, który został wybrany na najlepszego zawodnika spotkania. - Ja troszkę inaczej przeżywam ten finał, bo na to, by grać o złoty medal mistrzostw, czekałem 10 lat. Nie chciałem nikomu niczego udowadniać, tylko pokazać, że czuję się potrzebny temu zespołowi. Działacze mi zaufali, a ja mam nadzieję, że się z tego wywiązałem - powiedział Murek.
PGE Skra Bełchatów - Asseco Resovia Rzeszów 3:0 (25:21, 25:19, 25:13)
Stan rywalizacji: 2-0 dla Skry (do trzech zwycięstw)
Skra: Miguel Falasca, Mariusz Wlazły, Daniel Pliński, Marcin Możdżonek, Dawid Murek, Stephane Antiga, Piotr Gacek (libero) oraz Michał Bąkiewicz, Bartosz Kurek, Maciej Dobrowolski
Resovia: Mikko Oivanen, Paweł Woicki, Piotr Łuka, Marcin Wika, Ihosvany Hernandez, Bartosz Gawryszewski, Krzysztof Ignaczak (libero) oraz Paweł Papke, Inav Ilić, Krzysztof Gierczyński



Imago





















