Z Mariolą Zenik, libero reprezentacji Polski, rozmawiał w Łodzi Piotr Kwiatkowski
Mecz z Rosjankami był dobrą rozgrzewką przed Bułgarkami?
Zanim dojechałyśmy na halę, oglądałyśmy pierwszego seta, co napawało nas entuzjazmem, bo Holenderki wygrały. Później dochodziły do nas wiadomości, że wynik nie do końca się układa tak, jakbyśmy chciały. Na sali rozgrzewkowej śledziłyśmy wynik, nasłuchując reakcji kibiców. Wszystko było pod kontrolą. (śmiech).
No i jak Holandia wygrała, to można było odnieść wrażenie, że stawka meczu trochę was przytłoczyła.
Rzeczywiście tak było. Bułgarki nie miały całkowicie nic do stracenia, grały bez kompleksów, a to my bardzo chciałyśmy, dlatego ten mecz tak wyglądał i wdała się nerwówka.
Ręce nie opadały, kiedy Bułgarki podbijały praktycznie każdą piłkę?
Na początku niesamowicie były na nas nastawione. Nie miałyśmy pomysłu, jak rozwiać problem ich bloku. Środkowe niesamowicie się przemieszczały od lewej do prawej, a jak już udało się minąć, to była tam niesamowita obrona. Na szczęście wytrzymałyśmy tę presję. Wzięłyśmy to na spokój, chociaż z boku tak to pewnie nie wyglądało, ale naprawdę byłyśmy bardziej opanowane.
Trener Jerzy Matlak przyjechał dziś się z wami pożegnać. Co mówił przed meczem?
Przedstawił swoją sytuację. Powiedział, że jest cały czas z nami, że bardzo się cieszy z naszej gry. My też jesteśmy z nim w tych chwilach. Na pewno to, co się wydarzyło po części wpłynęło na poprawienie naszej gry. Robimy to też po prostu dla niego.



Eurosport





















